Kos
Jeśli chodzi o stronę formalną jest to chyba tak zwany antywestern. Osadzony tylko w realiach małopolskich przełomu XVIII i XIX wieku. Wszystko w tym filmie pod względem technicznym gra. Zdjęcia, montaż, muzyka, scenariusz, reżyseria. Aktorzy… Gdy nasi aktorzy nie wypowiadają się na tematy polityczne, naukowe, społeczne etc. tylko grają to czasem wychodzi im to świetnie. Tyle jeśli chodzi o formę. Treść?
Sam reżyser nazywa swój film AntyPotopem. Gdybym był przedstawicielem obecnej drobnej szlachty czyli wielkomiejskim korpoludkiem z brodą modnie przyciętą u modnego golibrody zapewne moja interpretacja brzmiałaby tak:
Taka właśnie jest nasza chujowa polska historia. Polskość to jakaś kurwa nienormalność. Jeeeebać PiSSSS! Jebać PiSSSS!
No, ale ja jestem robotnikiem fabrycznym z poletkiem ziemnioków. Ja człowiek prosty. Skoro Potop to teza a Kos to jego antyteza to jak nauczał pewien filozof ( notabene z ukochanego przez naszego premiera kraju) tworzą razem syntezę. Widzę w tym filmie Popioły Żeromskiego zrobione w teledyskowym stylu. I to kupuję. Taka, idącą od Żeromskiego i jemu podobnych, ludowa historia Polski jest nam potrzebna. Nie po to żeby jebać tylko korygować. Tym bardziej, że jak mawiał klasyk Rosja zmienia słowa, ale melodię zawsze gra taką samą. Albo się dogadamy jak Polak z Polakiem, albo rotmistrz Dunin powróci.