Hałyczyna, albo Galicja Wschodnia – część 4
W jarze Rybnicy
Tuż przed Kosowem Rybnica przełamuje się przez łupki i piaskowce.
Niektóre porohy – „huki” mają nawet 2,5 metra wysokości.
„Ukrop – Partia Wrogów Putina” Kołomojskiego. Promocja partii watażki z Dnipropietrowska. Sam watażka podobnie jak „Prawe Sektory” będzie zapewne ocenioniany przez historyków dwoiście. Z jednej strony to sponsorowane przez niego bataliony ochotnicze odegrały ważną rolę w początkowej fazie wojny. Skutecznie zwalczał separatystów w „swoim” obwodzie. Jednak jednocześnie jest destruktorem państwowości i znanym przekrętaczem.
Wzgórza nad Kosowem. Te góry zowią się Beskidami Pokuckimi, albo Huculskimi. Najwyższy ich szczyt Rotyło ma 1485 m. n. p. m.
Jest nawet wyciąg narciarski. Największe ośrodki w ukraińskich Karpatach to Bukowel w Gorganach:
Dla miłośników Kasprowego i Chopoka – Drahobrat w Świdowcu:
I jeszcze znane już przed wojną jako „Lwowskie Zakopane” Sławsko w Beskidach Skolskich (najdziksza część Wschodnich Bieszczadów ) :
Drewniana brama – takie widziałem kiedyś w Maramureszu i na rumuńskiej Bukowinie. Wpływy wołoskie/ rumuńskie są u Hucułów silniejsze niż wśród karpackich górali żyjących dalej na zachód. Najwięcej wołoskich elementów tradycji jest u nas w Polsce na Podhalu i pod Babią Górą. Aha… Rumunia to nie Cygania, a Rumunii tylko stary naród i jeden z najważniejszych naszych sojuszników. Warto o tym pamiętać. A kto myli Cygana z Rumunem najwidoczniej spał na historii i geografii w szkole. „Bo po co takich głupot się uczyć ?” – żeby nie być bałwankiem manipulowanym przez politycznych macherów 😉
Król Karpackiej Puszczy wyrzeźbiony przez ludowego artystę. Wielkim problemem ukraińskich Karpat jest rabunkowa gospodarka i kłusownictwo. Jadąc kilka lat temu ze Stanisławowa do Rumunii mogłem zaobserwować całe masywy dosłownie ogołocone z lasu. Całe połacie karpackiej puszczy (często tutaj mającej pierwotny charakter) idą pod piłę motorową i topór leśnych mafii. Zręby zupełne na stromych i wyniosłych (1500 – 2000 metrów) górach generują erozję i powodzie. Kłusownictwo zaś trzebi zwierzynę. Są to właściwie dwa rodzaje kłusownictwa. Jedno ludowe wynikające z biedy i niezwalczonych myśliwskich tradycji wsi lokowanych na prawie wołoskim. Drugie to kłusownictwo praktykowane przez oligarchów – bandytów. Ukraińska magnateria traktuje zasoby przyrody tak jak resztę kraju. Wyeksploatować co się da – wnuki będą i tak już Brytyjczykami, czy Francuzami czy mieszkańcami Kalifornii. Nie każdy ukraiński bogacz jest taki, ale bardzo wielu. I zbyt wielu pozostaje bezkarnymi. Ale Polska Ukraińcom państwa nie zbuduje. Przed nimi majdan mniej efektowny, cichy, ale nieustający. To się nazywa praca organiczna. Mam nadzieję, że krwawe wydarzenia ostatnich lat będą dla nich podobnym impulsem jak dla nas 1863 i 1970.
Huculi pobożny naród. I waleczny – ostatni UP-owiec „wyszedł z lasu” w 1991 ( sic ! ). Szkoda tylko, część dała się wciągnąć w zabijanie Polaków. Niestety w atakach UPA na Kosów zginęło wiosną 1944 wielu polskich cywilów. Są pochowani na miejscowym cmentarzu rzymskokatolickim. Działa tutaj parafia rzymskiego obrządku a więc jak sądzę żyją tutaj nasi Rodacy. Pamiętajmy o Polakach z Kresów. To nie chodzi o rewizjonizm, ale o prawdę.
Most nad wąwozem. Można było też pójść dołem. Miejscowe chłopoczki poszły przez lód, ale pies wybrał pewniejszą drogę przez most.
Cisna? 🙂 Przyroda Huculszczyzny jest mimo wszystko chroniona w szeregu parków. Tutaj zaczyna się Huculski Park Narodowy utworzony w 2002. Obejmuje ok 32 000 hektarów Beskidu Huculskiego. Żyją tutaj m.in rysie, wilki, niedźwiedzie, żbiki, jeleń karpacki, dzik, bocian czarny, liczne ptaki drapieżne, kruki . żmije, traszki, salamandry itd. itd. Ważnym elementem tutejszego ekosystemu są połoniny oraz sztucznie utworzone hale i polany podobne do tych w naszych Gorcach. Tyle, że karpackie pasterstwo trzyma się tutaj na pograniczu ukraińsko – rumuńskim całkiem mocno. Najprawdziwszych pasterzy spotkałem kiedyś tuż pod głównym grzbietem Gór Rodiańskich. Dwóch Rumuńskich górali i bardzo sympatycznego Hucuła. Ugościli pięknie naszą ekipę w swojej wysokogórskiej kolibie. Miłe wspomnienie. Taki wehikułu czasu, zobaczenia na żywo tego co opisywał Przerwa – Tetmajer i Vincenz. Petro miał nawet tradycyjny „harnasiowy” pas, który idealnie komponował z gumakami, starymi dżynsami i bluzą z kapturem typu „raper z blokowiska”.
Karpackie buki 😉
Drogi w ukraińskich górach faktycznie nie są najlepsze, ale nie jest tak źle jak w mitach i opowieściach. Janosików zaś, jak sądzę, prędzej można spotkać w Kalabrii czy w górach Korsyki. Zresztą, gdy Europa będzie islamską, niewątpliwie Ali Babowie pojawią się w Alpach, Apeninach, Pirenejach, a nawet w Dartmoorze 😉
No to już koniec opowieści. Do usłyszenia/przeczytania !














