Czerwone Maki 12 – 18 V 1944
Polska Anabaza
Dawno, dawno temu greccy najemnicy musieli przedrzeć się z dalekiej Persji to swojej Ojczyzny. Ich wódz Ksenofont był także zdolnym reporterem. Opisał ten marsz w słynnym dziele „Anabaza”. Podobne losy stały się udziałem żołnierzy polskiego II Korpusu.Wojsko wygnańców , w którym w ramię w ramię walczyli Polacy-katolicy jak i przedstawiciele innych narodów i religi z terenów II RP. Zesłańcy Sybiru, żołnierze spod Narwiku i Tobruku. Sam generał Władysław Anders był …. Niemcem. To znaczy jego rodzice wywodzili się z niemieckiej szlachty z terenów obecnej Estonii. Armię swoją Generał wyprowadził z niewoli faraona niczym Mojżesz. Mojżesz i ostatni hetman polny Rzeczpospolitej. W maju 1944 ruszyło to wojsko do szturmu na Linię Gustawa, która broniła dostępu do Rzymu. Centralnym punktem tej ufortyfikowanej linii był klasztor na Monte Cassino.
Droga do Monte Cassino też nie była usiana różami i dziewczynkami. Niemcy znali sposoby by uprzykrzyć życie nacierającym. Cóż się stało z tym wojowniczym narodem? Chyba twardości po tej wojnie im się odechciało 😉 Jankesi w akcji podczas marszu na Monte Cassino. Źródło fotografii we wpisie – Wikipedia.
Linia Gustawa
Jak wyglądała ta bitwa? Jedyną drogą z Neapolu do Rzymu jaką można sprawnie przeprowadzić masy wojsk była dolina rzeki Liri. Nad doliną góruje strome i wysokie wzgórze, a właściwie góra z Klasztorem. Pod górą klasztorną płynie rzeka Rapido wpadająca do Liri. rzeka mała , ale Niemcy zbudowali coś w rodzaju tamy więc zrobiło się nad jej brzegami wielkie bagno. Nawsadzali jeszcze w to bagno min wszelkiego rodzaju. Pod Góra Klasztorną było też miasteczko Cassino. Niewielkie , ale gęsto zabudowane, z wąskimi ulicami. Niemcy zamienili je na taki mały Stalingrad. Każda ściana strzelała , z każdego dachu leciały granaty, za każdym rogiem czyhał snajper a każda piwnica była gniazdem karabinów maszynowych. I oczywiście były też miny – niespodzianki czekające na żołnierzy szturmujących miasto. Góry wokół Klasztoru zamienili zaś w wielkie kretowisko bunkrów. Wszystkie doskonale zamaskowane. Jeśli oddział szturmowy szedł jakąś dolinką dostawał ogień z przodu , z flanki a nieraz i z tyłu. Nawet jeśli zdobyło się jakiś szczyt to z drugiego leciały granaty moździerzowe, kule broni maszynowej, ogień strzelców wyborowych. Wszędzie miny i zasieki.Bunkry niemieckie były odporne w dużym stopniu na ogień alianckich dział. Artyleria aliancka zajmowała się w tej bitwie głównie tłuczeniem kamienia. Bunkry trzeba było niszczyć za pomocą granatów, granatników, ładunków wybuchowych i miotaczy ognia. Najpierw jednak trzeba je było znaleźć, potem do nich dotrzeć. Także masowe bombardowanie Cassina i Klasztoru przyniosło więcej szkody niż pożytku. Gruzy tylko ułatwiły Niemcom obronę. Do tego zburzenie wspaniałego zabytku było wodą na młyn propagandy hitlerowców. Niemcy sprowadzili na Linię Gotów wiele elitarnych oddziałów zaprawionych w walkach z Armią Czerwoną. Spadochroniarzy, strzelców górskich itp. Zwano ich „Zielonymi Diabłami”.
Jurgen na wycieczce do Włoch 😉 Zdjęcie obrazuje jak to mniej więcej wyglądało. Jedzie drogą czołg amerykański – bach , bach z góry i po czołgu. Jedzie angielska ciężarówka – bach , bach i autko się pali. Trzeba więc zdobyć te wzgórza.
Krwawe góry
Skoro główna pozycja była tak trudna do zdobycia może trzeba było ją obejść? Tak robi się przecież odkąd wymyślono wojny. W tym przypadku nie było to takie łatwe. Na wschód od głównej pozycji leżą najwyższe partie Apeninów. Sięgają tutaj 2000 – 2900 metrów. Do dziś to najdziksza partia tych gór ciągnących się z północy na południe „Włoskiego Buta”. Nawet dziś mało tam dobrych dróg. Na zachód od doliny Liri rozciągały się nieco niższe , ale równie bezdrożne Góry Auruncyjskie. Nie do obejścia. Dowódcy rzucali więc do frontalnego szturmu kolejne korpusy. Walczyli o te wzgórza Amerykanie m.in. Teksańczycy i pułk japońskich emigrantów udowadniających własna krwią lojalność wobec USA. Walczyli Anglicy, Szkoci, Walijczycy, Kanadyjczycy, Sikhowie, Gurkhowie, Pasztuni, Pendżabczycy i Hindusi. Walczyli Nowozelandczycy i Maorysi. Walczyli Francuzi (głównie z francuskich kolonii w Afryce Północnej) oraz Arabowie i Berberowie z tychże kolonii. Nikomu się nie udało. Oczywiście przy szturmie Niemcy rzucali wszystkie odwody w ten rejon. Kontratakowali bez wytchnienia. Nic dziwnego , że wielu alianckich żołnierzy wpadało w „szok artyleryjski” inni strzelali sobie w stopę, jeszcze inni wpadali w apatię. Pogoda była paskudna – naprzemiennie ulewy, śnieżyce i wichury. Często dochodziło do walk z bliskiej odległości. Strzelanie do siebie z odleglości kilku metrów, „żonglerka” granatami, walki wręcz. Kolejne nieudane szturmy. Trzy natarcia na Linię Gustawa (styczeń, luty i marzec 1944 r.) zakończyły się porażką Aliantów. Straty były potworne. Szły w dziesiątki tysięcy zabitych, zaginionych, okaleczonych, chorych nerwowo.W oddziałach z pierwszej linii walk często przekraczały 50 % stanów wyjściowych, a czasem sięgały 90 %… Szybko zaczęto bitwę porównywać z pozycyjnymi rzeźniami I wojny światowej.

14 lutego 1944 na Klasztor spadło ponad 570 ton bomb.
Nieudany desant
Postanowiono więc przełamać „Linię Gotów” w inny sposób. Amerykanie wysadzili już końcem stycznia 1944 desant na tyłach Niemców pod Anzio. Jednak utknął on podobnie jak ten w Gallipoli w 1915. Dowództwo Wermachtu wykazało się refleksem i rzuciło odwody pancerne na desant. Obie strony się okopały i zaczęły się tam walki pozycyjne. Amerykanie walczyli pod Anzio już tylko o nie danie się zepchnąć do morza i wiązać walką siły nieprzyjaciela. Ta bitwa trwała do początków czerwca,a Alianci stracili tam ponad czterdzieści tysięcy zabitych i rannych niewiele zyskując.
Biało-czerwona nad Monte Cassino
Wiosną , po III bitwie postanowiono zaryzykować i zrobić operację na szerszym froncie. Korpus Andersa uderzył na twierdzę Monte Cassino. Operacja „Honker” rozpoczęła się od nawały artyleryjskiej rozpoczętej 11 maja o godzinie 23.00. Po dwóch godzinach, już 12 maja, rusza natarcie polskiego II Korpusu. Trzonem oddziałów Andersa była 3 Dywizja Strzelców Karpackich i 5 Kresowa Dywizja Piechoty. Wspierane przez oddziały artylerii, czołgistów i saperów, łącznościowców i kolumny transportowe, szpitale polowe. W skład korpusu weszły też elitarne oddziały komandosów (ich tradycję kontynuują komandosi z Lublińca). Atak załamał się popołudniu tego samego dnia. Do szpitali polowych spływał z gór. Jednak rozpoznano pozycje wroga. Związano go też walką, Dzięki temu
Brytyjczycy mogli w tym samym czasie ruszyli do szturmu na pozycje w dolinie Liri. Saperzy torowali drogę czołgom. Jednocześnie Francuzi (a właściwie arabscy i berberyjscy górale pod oficerami francuskimi) przeszli po partyzancku górskimi ścieżkami przez Góry Auruncyjskie. Wyłamali oni lewą cześć wrót do Rzymu. 16 maja rusza kolejny atak i 18 maja rano nad Klasztorem zawisła Biało-Czerwona a nad doliną Lirii rozległ się hejnał Mariacki. Niemcy co prawda wycofali się na tzw. Linię Hitlera, tuż za Linią Gustawa. Ta jednak została już 24 maja przełamana przez żołnierzy polskich i kanadyjskich. Rzym został wyzwolony 4 czerwca a Niemcy cofali się na północ Włoch.

Poddający się Niemcy.
Zyski i straty
Dwa porównanie strat z PW 44. W Powstaniu realnie zginęło nie 17 tysięcy „Niemców” tylko 2 może 4 tysiące. Maks 10 tysięcy. I na do datek znaczna część tych „Niemców” to byli byli obywatele ZSRR. Najwięcej Rosjan , ale byli też Kozacy i Ukraińcy , Azerowie , Turkmeni etc. Polaków zginęło 150 – 200 tysięcy. Natomiast straty II Korpusu były hmmm umiarkowane jak na tego typu bitwę – młockarnię. Straciliśmy około 4 tysięcy zabitych i rannych w trwającej około tygodnia bitwie. 5 Kresowa Dywizja (obok 3 Dywizji Strzelców Karpackich główna siła uderzeniowa) straciła w walkach między końcem kwietnia a 31 majem 1944 około 15 % stanów w zabitych i rannych . A bitwa rozsławiła polski oręż. Niestety nie wiedziano jeszcze, że wyrok na Polskę już de facto zapadł w Teheranie…

Mroczna strona Victorii
Ciemną stroną tej operacji był fala przemocy , która zalała okolicę , gdy dzicy wojownicy walczący pod trójkolorowym sztandarem – wojownicy zeszli z gór w doliny. Swoim wojennym zwyczajem Arabowie gwałcili każdą napotkaną kobietę od lat 10 do 60. Czasem też mężczyzn, bo wykazywali dziwną skłonność do seksu analnego. Zakazanego nawiasem mówiąc przez Proroka. Kto próbował bronić kobiet dostawał ciosy długimi nożami Grabiono przy biednych Włochów bezlitośnie. Dopiero zastosowanie przez dowódców rozstrzeliwania uspokoiła chucie wojaków.
Dobra lektura
Polecam – wojna oczami zarówno oczyma generałów jak i szeregowych. Pisane językiem bardzo przyjemnym, podejdzie też człowiekowi, który nie siedzi zwykle w archiwach ani przy mapach sztabowych. Jedna z ciekawszych książek historycznych jakie miałem w rękach.

