Zapomniane Viktorie


  Do dziś nie wiemy na pewno, gdzie leży „Las Dziadoszyców”. Prawdopodobnie w Borach Dolnośląskich niedaleko wsi Lubiechów. w owym „Lesie Dziadoszyców” 1.09.1015  Chrobry zwabił na bagna armie Henryka II i o mało jej nie rozbił doszczętnie. Król niemiecki zdołał uciec nocą z potrzasku, ale arriergarda została wybitna do nogi. Nie wiemy także do dziś czy bitwa nad Narwią została stoczona nad Narwią. Wiemy tylko, ze gdzieś między Narwią a Niemnem. Lokalizacji prawdopodobnych jest kilka. W bitwie tej książę Leszek Czarny złamał potęgę wojowniczych Jaćwingów. Było to 13 października 1282. Zwykle książę kojarzy się z kuracja na problemy  z potencja jaka zalecił mi alchemik. Okazuje się, ze koktajl z żab, węży, jaszczurek i ziół rozpali każdy suchy konar. Z bitwami nie miał książę takich problemów jak z kobietami. Wygrywał jedną za drugą. Walczył również z Litwinami, Rusinami, Tatarami jak i innymi Piastami. Wielki polski wódz warty pamięci. Po za tym niezły gospodarz.

Tylko historycy i pasjonaci pamiętają, że rok 1660 nazywano „szczęśliwym”. Podpisano pokój ze Szwecją. A na wschodnim froncie seria niezwykle udanych kampanii  sprawiła, ze Rzeczpospolita nie skończyła swego istnienia na przełomie XVII/XVIII wieku. Płonka, Cudnów, rzeka Basia – Victorie nie mniej znaczące jak Wiedeń. Bliżej naszych czasów też znajdziemy  kompletnie zapomniane bitwy. Choćby bitwa niemeńska. We wrześniu 1920 w puszczach nad Niemnem Wojsko Polskie przypięczętowalo zwycięstwo pod Warszawą. Inna zapomniana Victoria to operacja dyneburska w styczniu 1920. Wspólne zwycięstwo wojsk Polski i Łotwy – zdobycie Dyneburga nad Dźwina. A przecież to wspaniałe pole dla naszej propagandy. Przecież Polska i Łotwa to dziś znów sojusznicy.
Pamiętamy klęski jakie zadali nam Niemcy w XX wieku. Mało pamiętamy zwycięstwa. O ile jeszcze powstanie Wielkopolaków funkcjonuje w społecznej pamięci  to powstania na Ślunsku sa niemal zapomniane. A przecież dzięki nim II RP miała dostęp do hut i kopalń. Bez słupskiego wyngla nie powstała by Gdynia. Bez „ślunskiego wyngla” byli byśmy krajem o gospodarce całkowicie niemal rolnej. Katowice były równie ważne jak Lwów i Wilno.

 

Trzeba pamiętać o bohaterskich walkach zakończonych porażką. Dobrze jednak pamiętać też o zwycięstwach. Poprawia to humor i daje nadzieję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *