Indyjski wojownik w Karakorum


Na posterunkach w Karakorum 

     Jak wiadomo Pakistan i Indie od samego początku istnienia bardzo się nie lubią i często to sobie okazują. Choć właściwie te wojny i konflikty przypominają walki Słowian. W Donbasie obie strony mówią głównie po rosyjsku. W Bośni walczące strony udawały, że mają osobne języki 🙂 Tak samo tutaj –  Pakistan to po prostu państwo muzułmańskich Hindusów najprościej rzecz ujmując. 
    Wysoko w straszliwych górach Karakorum biegnie tak zwana Line of Control ustanowiona po wojnie z 1971.  Hindusi, Pakistańczycy i Chińczyki utrzymują bardzooo wysoko w górach posterunki. graniczne. Znajomy podróżnik który był w tych okolicach opowiadał o życiu w tych fortach. Zaopatrzenie dostarczają karawany jaków, albo śmigłowce. Ze śmigłowcami co i rusz  kłopot. Bo i pogoda często fatalna  i powietrza trochę mało dla łopat śmigieł. Zimą załogi czeka  kompletna izolacja, aż do wiosny. Zimą zapuszczają się w te rejony tylko zimowi himalaiści, swoją drogą głównie Polacy.  Żołnierze z fortów  walczą z nudą i rozrzedzonym powietrzem,  mrozami, lawinami i wichurami. Palą haszysz, a kto ma mocne płuca pali fajki. Piją spirytus do kuchenek. Pakistańscy nocą, żeby Allah nie widział.  Siedzą, stróżują i  straszliwie nudzą. Czasem tylko patrole do siebie postrzelają, albo w ruch idą moździerze. To się nazywa „incydent graniczny”.  Wiosną 1999 roku było jednak inaczej.
 
 Źródła wszystkich fotografii-Wikipedia
 
Poniżej – o służbie pograniczników na jednym z karakorumskich lodowców.
 
 
 

Mała wojna w wysokich górach

W 1996 sojusznicy i klienci Pakistanu – Talibowie zdobyli Kabul. W 1998 roku Pakistańczycy zdetonowali „islamską bombę atomową”. Poczuli się pewnie i postanowili trochę poszarpać Hindusów. Oczywiście, ponieważ oba kraje miały broń jądrową, chodziło o małą wojenkę. Zimą 1998/99 pogranicznicy indyjscy opuścili jak co roku cześć fortów w rejonie miasteczka Kargil. Na przedwiośniu (tzn. przełomie kwietnia i maja) elitarne odziały Pakistanu i bojownicy (lub bardziej dżyhadyści) kaszmirscy obsadzili skrycie opuszczone  posterunki. Było ich zaledwie 5 tysięcy, ale naprawdę ciężko było ich wygnać z zajmowanych pozycji. Zaminowali drogi i górskie ścieżki, mieli ze sobą broń przeciwlotniczą i lekką artylerię.
Na foto – miasteczko Kargil. Na fotce głównej – żołnierze Indii, zdjęcie z czasów opisywanej wojny.
 

Kontrofensywa

Rząd w New Delhi zmobilizował szybko, aż 200 tysięcy wojaków. Jednak w wysokich górach niewielki oddział uzbrojony w lekką broń może powstrzymywać brygadę, ba jeden karabin maszynowy i kilku snajperów może zatrzymać natarcie batalionu. Po za tym na tych odludnych bezdrożach nie można było zwyczajnie wykarmić takich mas wojska. Na dodatek znaczna część (szczególnie palących cygarety) szybko rozchorowała by się z powodu wysokości. Zdecydowano wysłać do akcji 20 tysięczny elitarny korpus górski. Natarcie wspierać miały samoloty, helikoptery, moździerze  i ciężkie  haubice strzelające stromotorowo. Co ciekawe w korpusie tym walczyło tez wielu indyjski muzułmanów.   Kontrofensywa indyjska rozpoczęła się w maju i trwała do 26  lipca.
 

Rambo na Górze Tygrysa

   W ostatnim tygodniu maja Hindusi zaczęli, siłami trzech batalionów, szturmować „Wzgórze Tygrysa”.  Wzgórze jak wzgórze  – szczyt jest położony dwa razy wyżej niż Rysy. Walki były zaciekłe. 3 lipca rzucono do szturmu 18 batalion grenadierów. Warunki terenowe  były takie, że nie było innej rady jak wysłać przodem szpicę. Pluton szturmowy miał za zadanie zrzucić pozostałej części oddziału liny i drabiny sznurowe. Szturmowcy ruszyli nocą. W pewnym momencie dowódca zdecydował by jeden ochotnik wspiął się po stromym zboczu i zrzucił linie reszcie. Zgłosił się 19 letni szeregowy Yogendra Sigh Yadav. Zadanie wykonał i przednia straż zaczęła się cicho piać w górę. Załoga fortu zauważyła ich jednak i otwarła morderczy ogień z karabinów maszynowych i granatników  RPG-7. Wielu kolegów Yogendry poległo, lub odniosło rany. Poległ dowódca.    Szeregowy Yogendra musiał lubić swoich kumpli ponieważ wpadł w prawdziwą furię. Pod ogniem dopadł pierwszego bunkra i przez otwór strzelniczy wrzucił granat. Potem zlikwidował załogę drugiego bunkra. Cześć obsady zabił czekanem wspinaczkowym, cześć ciosami karate (lub podobnej sztuki). W końcu pozostali przy życiu koledzy Yogendry dotarli na szczyt. Szeregowy obwinął paskiem złamaną w walce rękę i  poprowadził szarżę na ostatni bunkier.  To był przełom w bitwie. 4 lipca górę zdobyto. Z 94 osobowej załogi twierdzy na szczycie przeżyło tylko dwóch. Hinudsi stracili 38 zabitych. A Yogendra dostał najwyższe odznaczenie za odwagę – order Param Vir Chakra.
Wojna skończyła się w lipcu po prawie 2 miesiącach ciężkich walk. Islamabad myślał nawet by użyć bomby atomowej, ale na szczęście się nie zdecydował. W walkach poległo (wg. oficjalnych danych) ok. 450 Pakistańczyków i 527 Hindusów. Linia demarkacyjna wróciła do stanu sprzed wojny. A szeregowy Yogendra został gwiazdą i chyba trochę mu się przytyło chyba bardziej niż Adamowi Małyszowi po zakończeniu kariery mistrzowskiej. Cóż bohaterowie mają prawo pojeść i odpocząć 🙂
 
 
 
A tu trochę muzyki z patriotycznego musicalu bollywodzkiego o tej wojnie. Jaki kraj taka polityka historyczna 🙂
Fotografie – z Wikipedii bo w Karakorum nigdy nie byłem.
 

P.S.

Jakkolwiek Gazpol jest gazetą de facto partyjną (z wszystkimi wadami i zaletami tego stanu rzeczy) to analizy Rybczyńskiego zawsze ciekawe. Tu o tym jak i dlaczego Rosjanie zaczęli wspierać Talibów. Cóż około 2012 roku odkryto w afgańskich górach ogromne złoża wszelakich minerałów. Ani Iran, ani Moskovia, ani USA, ani Pakistan, ani Chiny nie mogą dać się wypchnąć z Afganu. Ta wojna potrwa jeszcze długo.

P.S. 2

A tu o innym Rambo ze Wschodu. 63 letni weteran znów ruszył na wojnę. Tym razem z ISIS. Siwobroda maszyna do zabijania dżyhadystów 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *