Ofensywa Tet


 
 
 
 
 
  30 stycznia 1968r. rozpoczęła się ofensywa armii Północnego Wietnamu i Vietcongu na główne miasta Wietnamu Południowego. Na poziomie strategicznym skończyła się rzezią Vietcongu i poważnymi stratami armii Północnego Wietnamu. Straty Amerykanów, Południowych Wietnamczyków i ich sojuszników też były duże (ok.20 000 zabitych, rannych itd.), ale oczekiwane masowe powstanie Południowych Wietnamczyków nie wybuchło. Co więcej wielu młodych chłopaków z południowowietnamskich miast przestało po tej ofensywie  bojkotować pobór. Zobaczyli bowiem, że komuniści mogą autentycznie przejąć władzę.  Ofensywa była też impulsem do reformy rolnej i rozwoju chłopskiej samoobrony. Reforma rolna sprawiała, że chłopi którzy do tej pory często  popierali Vietcong zaczynali popierać rząd w Sajgonie. Samoobrony zaś skutecznie chroniły mieszkańców wsi przed wymuszaniem posłuszeństwa przez partyzantów.  Brutalna, ale skuteczna operacja Fenix – czyli polowanie na komunistycznych konspiratorów też zaczynała przynosić efekty. Z wojskowego punktu widzenia komuniści zaczęli przegrywać tę wojnę. 
 
 
 
  Najdłużej komuniści utrzymywali miasto Hue – do 3 marca. Na foto wyróżniającym – Walki na ulicach Sajgonu. Źródło zdjęć – Wikipedia.
 
 
 
   A jednak to komuniści w 1975 wkroczyli tryumfalnie do zdobytego Sajgonu. Ofensywa Tet zachwiała wiarą zwykłych Amerykanów w to, że wojnę można wygrać. Widzieli w telewizji walki w samym centrum Sajgonu, obronę ambasady USA. Wcześniej w telewizji generałowie mówili, że Vietcong jest w  odwrocie, że jest wykrwawiony.  Zwykli Amerykanie przestali wierzyć generałom.  Atak na Sajgon wzmocnił (infiltrowany przez KGB/GRU)  ruch antywojenny domagający się zakończenia wojny z „ludem Wietnamu”. Wiele doniesień o zbrodniach sił antykomunistycznych okazało się później „fake newsami”. Nieprawdziwe informacje zawsze były bronią. Dziś są bronią tym groźniejszą, ponieważ ludzie mają zwyczaj wierzyć we wszystko co przeczytają w internecie. Szczególnie, gdy źródło określa się jako „niezależne” czy „antysystemowe”. Dlatego nigdy do końca nie ufajcie żadnemu dziennikarzowi a tym bardziej takim blogerom jak ja. Tzn. nie żebym Was kłamał, ale  skąd macie pewność czy zawsze piszę prawdę? Ograniczone zaufanie to podstawa!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *