Kilka ładnych obrazów

„Maja ubrana” i „Maja naga”. Nie wiadomo czy Francisco Goya z nią „ten tego”, czy ich relacje pozostały czysto artystyczne. A może arystokratka chciała po prostu uwiecznić swoją urodę i zapłaciła za to solidnemu fachowcowi? Wiadomo tylko, że pozowała najprawdopodobniej księżniczka Maria del Pilar Teresa Cayetana de Silva y Alvarez de Toledo. Inna hipoteza mówi, że modelką była inna arystokratka Josefa Petra etc. etc. bardziej znana jako Pepita Tudo. Natomiast na pewno nie nazywała się Maja. Maja (czytaj – macha) to po znaczy w hiszpańsku tyle co nasze „niunia”, „ślicznotka”, „laseczka”. No właśnie… dzieło było obrazoburcze. Dotychczas w Hiszpanii na obrazach można było zobaczyć pośladki, wzgórek łonowy i nagie piersi co najwyżej u greckich bogiń, a nie u kobiety z krwi i kości. I do tego w sposób tak emanujący erotyzmem jak w tym dyptyku! Może to być metafora iberyjskiej natury. Z jednej strony zanurzona w katolicyzmie. Do tego takim skłonnym do mistycyzmu, męczeństwa i ascezy. Z drugiej strony kipiącej namiętnościami i wybujałym temperamentem. To nie tylko portret kobiety, ale i Hiszpanii.

„Oszczepnicy” Juliana Fałata. Pojedynek człowieka z niedźwiedziem czy dzikiem, gdzieś w puszczy na Kresach. Może to Polesie, może lasy nad Berezyną, może Inflanty. Wyrównana walka, oszczepy vs pazury, siekiera vs. kły. Adrenalina i mróz wypisane na twarzach myśliwych. Kto wygra? Nie wiadomo. Pojedynek właśnie się zaczyna.

A tu drapieżnik wymalowany przez japońskiego malarza z epoki Edo – Komai Genki. Spójrzcie w jego tygrysie oczy. Budzą respekt. Oczy wielkiego drapieżcy. Władcy puszczy. A teraz na czubek ogona. Macie, tak jak ja, wrażenie, że się porusza?
I góra Fudżi widziana z brzegów zatoki oceanu. Autorem jest japoński malarz o trudnym do wymówienia imieniu i nazwisku. Powiedzmy, że nazywał się Kiwa Jako Tako. Obraz, jak to u Azjatów, raczej jest uchwyceniem momentu niż realistycznym odwzorowaniem rzeczywistości. Piękna chwila, która zachwyciła malarza…
