Tytułem wstępu


      Pisać lubiłem zawsze.  By jednak pisać najpierw należy oglądać, czytać i słuchać.  Pisanie jest to jak sądzę nic innego jak  tylko przelewanie na papier (papirus, ścianę jaskini, stronę internetową) swojej wyobraźni.  Tak więc pierwsze patrzyłem. Na las nad Wisłokiem. Na wieżę Fary w Krośnie.  Na iskrzący się śnieg na Wierzchgórze.  I słuchałem. O Banderze co siedzi w lesie na Kamieniu. O potopie Szwedzkim i okrytnym Rakoczym, który spalił zamek w Odrzykoniu. O Tatarach i Krzyżakach. Królu Węży i Świętym Janie z Dukli. Czarownicy spod lasu i utopcu ze studni. O tym jak Pan Jezus incognito chodził po ziemi i spotkał zbójów.  Piratach i Janosiku. Kukuczce i Fibaku. O Monte Cassino i wyprawie na Kijów.  I o błyskach katiusz. Jakoś te katiusze mi utkwiły. Do dziś lubię czasem oglądać odpalanie salwy z „gradów” na youtube. Wyobraźnia się rozbudowywała. Często z Redaktorem Technicznym odtwarzaliśmy dawne bitwy, albo udawaliśmy odkrywców. Taka wyobraźnia przedpiśmienna.

                       W podstawówce rysowałem komiksy o przygodach polskich podróżników, robiłem zielniki i prowadziłem dziennik pogody. I czytałem coraz więcej. „Pożogę”, „Tajemniczą wyprawę Tomka”, „Białego Kła”, „I Bóg o nas zapomniał”, „Łuny w Bieszczadach” itd. itd. Szczególnie lubiłem publiczną bibliotekę w Turaszówce. Przeważnie wracałem do domu razem z kolegą- sąsiadem. Miło było zrobić sobie przerwę w marszu w ciepłej sali pachnącej farbą drukarską. Szczególnie jesienią i zimą. Gdy za oknem wichura z deszczem, albo mróz. W gimnazjum (należałem do pierwszego rocznika jego „ofiar”) z kolei wysyłałem prace na konkursy historyczne i czasem nawet wygrywałem. Jedną to nawet na maszynie napisałem więc mogę chyba powiedzieć, że jestem „prawdziwym pisarzem” 😉 Rzecz jasna większą satysfakcję dawały mi wygrane bójki i uśmiech gimnazjalnej bogini. Potem poszedłem do „Elektryka”. I zacząłem pisać wiersze. Najczęściej były to erotyki inspirowane koleżanką z klasy i kasetą zespołu „Maanam”. Bo wtedy jeszcze kasety do magentofonu  były w użytku dość powszechnym. Erotyki których zresztą  rzeczona szkolna miłość  nigdy  nie zobaczyła. Może i dobrze. Jak to bywa z miłosnymi wierszami nastolatków były przeważnie okrutnie grafomańskie. Lepiej udawały się wiersze na tematy historyczne. Jednej jesieni udał mi się szczególnie jeden wiersz – o Warłamie Szałamowie. Dość ponura była ta moja wyobraźnia. Czy te lata spędzone nad Wisłokiem i Jasiołką miały wpływ na tą stronę? Oczywiście. Bez nich w ogóle by nie powstała. Jak już pisałem, gdy byłem w podstawówce miałem taki kalendarz biurowy. Taką „Silvę Rerum”. Na nudnych lekcjach zapisywałem tam pogodę, rysowałem, albo robiłem przeróżne notatki. Ta strona to właśnie taki kalendarz. Mówią, że mężczyźni są wiecznymi chłopcami. Pewnego dnia, jakoś na przedwiośniu ów kalendarz wypadł mi z plecaka.  Nieszczęśliwie się złożyło, że akurat wprost do Wisłoka. Bardzo mi było smutno z tego powodu. Ta stronka to taki nowy kalendarz tyle, że wirtualny.  Znów mam swój kalendarzyk. Choć cały czas mam takie natręctwo, że będzie jakaś burza na słońcu czy atak hakerski na gigantyczną skalę i cały internet „szlag jasny trafi, pieruny siarczyste łogniste”. Pewnie tak nie będzie, a ta myśl to tęsknota za papierem.

                Szkolne ławy opuściłem wiosną 2005 roku. Piękną wiosną

Ta stronka jest wyborem najlepszych (moim zdaniem) wpisów z mojego bloga: http://chutornik.blogspot.co.uk/  Długo mocowałem się, z wyborem tekstów, które powinny się znaleźć na stronce. Później z poprawianiem i redagowaniem. Są to teksty bardzo różne, pisałem zgodnie z zasadą „co na myśl przyjdzie”. O polityce, o historii, o sztuce, o przygodzie i przyrodzie, o wojsku, w końcu o swoim własnym życiu. Przez kilka lat prowadzenia bloga zebrało się prawie 1500 tekstów różnego rodzaju i różnej tematyce.  Było to po części działanie zamierzone, blog miał mieć formę staropolskiej „sylwy”.  Miała to być mieszanina Po części wynikało z chaosu w samym autorze, czyli mnie.

To wstęp roboczy. Jeszcze go przerobię 😉