Czemu nie chodzę na marsze


Kiedyś lubiłem wyjazdy na manifestacje. Bardzo tanim kosztem (twoim Czytelniczko/Czytelniku) można było pojechać do Warszawy. Wypić piwko ze znajomymi. Później pójść na miting i do woli pokrzyczeć „zlooodziejeeeeee!” i „raz sierpeeem raz mlooootem czerwono holooote!!!”. Potem znów wypić piwko w autokarze podczas drogi powrotnej. Wiec super sprawa. A właśnie jutro mają się odbyć takie marsze i wiece  nie tylko w Stolicy, ale i całej Polsce. Białe i czarne marsze. O! Jak te kolory na wiecach się pojawiają znaczy będzie kolejna odsłona świętej wojny o aborcję. Już od jakiegoś czasu dochodziły mnie wieści o szykującej się konfrontacji. Na fejsbuku codziennie kolejne znajome wrzucały swoje portrety z napisem „czarny piątek”. Myślę sobie – o co chodzi? Znów jakaś akcja wyprzedaży czy może to druga część filmu „czarny czwartek”? Gdy zobaczyłem „białą mobilizację” wśród tych znajomych, którzy mają poglądy konserwatywne i prawicowe zrozumiałem. W piątek 23 marca rozegra się bitwa dobra ze złem tj. Sługi Szatana vs. Sługi Pana Boga/Narodu/ Cywilizacji tudzież Ciemnogród i Katotaliban vs. Siły Światła i Postępu.

   Ja na żaden miting tym razem się nie wybieram. Na biały marsz  nie pójdę bo uważam, że łatwo być „prolajferem”, gdy to nic nie kosztuje, a nie lubię, gdy jest za łatwo. Nie udzielam się  w pomocy dla dzieci niepełnosprawnych. Nie jestem wolontariuszem żadnej z organizacji, która taką pomocą się zajmuje. Co więcej, szczerze mówiąc, dzieci z głębokimi upośledzeniami mnie przerażają. Wiem, że to nie ich wina, ale tak mam. Jeszcze gdybym miał się opiekować w ramach  wolontariatu  jakimś  małym „Hawkingiem” to by jeszcze przeszło. Gdy jednak fizyczne upośledzenie łączy się z umysłowym to mnie już sam widok takiego dziecka przygnębia i przeraża.  Uważam rodziców takich dzieci za prawdziwych herosów. Cichych i nie rzucających się w oczy, ale takie ciche bohaterstwo jest tym  bardziej godne szacunku. Nie każdy jednak jest bohaterem… Na czarne marsze  tym bardziej nie pójdę. Raz  – „czarnomarszowe” straszenie kobiet od samego początku ma cechy histerii rozpętanej przez tzw. opozycję. rządnej powrotu do stanowisk i kasy. Są to totalni  cynicy. Gdyby Kaczyński ogłosił nagle, że jest trockistą i mianował Antifę nową Obroną Terytorialną oni głosili by od razu hasła o Wielkiej Polsce Katolickiej. Drugą siłą, która animuje „czarne protesty” są tzw. lewacy. Ich celem nie jest wcale zachowanie obecnych przepisów. Ich celem jest wprowadzenie przepisów podobnych do tych, które obowiązują od 1973 r. w USA. Tam aborcja jest legalna (choć część stanów przeforsowało pewne ograniczenia) do 9 miesiąca i przepis ten jest póki co nie do ruszenia. Rozumiem, że ktoś może uważać, że w 2 miesiącu płód nie jest dzieckiem, ale w 8? Proszę zerknijcie na obrazek poniżej:

I co widzicie? Gekona? Zaskońca? Kunę leśną? Małpę? Nie, widzicie dziecko. Wcześniaka. No własnie… A to, że dla feministek i „lewicowców”  właśnie legalna, bezpłatna aborcja nawet w 3 trymestrze jest niedoścignionym ideałem „postępu” to wiadomo. Ten „postęp” jak dla mnie to zwykłe rezuństwo. Ohydniejsze niż wyczyny wojowników ISIS. Tamci krzyżują, gwałcą, zarzynają i obnoszą się z uciętymi głowami. Jednak sami jednak walczą z pogardą śmierci. A co ryzykuje taki „Mengele” z amerykańskiej kliniki aborcyjnej? Nic, po prostu jego robota zarznąć codziennie paru ludzi. Brzydzi mnie to i tym rezunom oczywiście żadnego wsparcia dawać nie chcę. Dlatego jutro nie wybieram się na żadne wiece, demonstracje ani nawet nie umieszczę żadnej grafiki na fejsbuku. Co zresztą mam do powiedzenia ws. aborcji? W ciążę nie zajdę raczej nigdy. Dziecko owszem zrobić mogę, ale Mateusz Kijowski udowodnił, że można bez trudu wesoło bzykać i nie ponosić z tego tytułu konsekwencji. Dlatego na opinii wyrażonej w powyższym wpisie poprzestanę. Być może część osób się obrazi, a nawet zablokuje mnie na fejsbuniu. No trudno. Po paru dyskusjach o akcji „#meetoo” też byłem blokowany na fejsbuniu. I żyję wyobraźcie sobie.

P.S.

 

Wybaczcie dziewczyny, ale ta grafika mnie bawi 😉 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *