Nad rzeką Raksą cz. 1
Jak raki w sieci
Wraże Niemce znalazły się w pułapce. Ze wszystkich stron otaczają ich nieprzebyte wody. Bagna wciągające człowieka w czarny, pachnący torfem, odmęt. Trzcinowiska szumiące pieśń śmierci, szuwary w których mieszkają różne topielce, wodne biesy i licha. I jeszcze wody niewielkiej lecz głębokiej rzeki. Niemce zowią ją Raxa, a Słowiany Rzekietnicą, albo Rakownicą. Jedyna droga przez tą krainę mokradeł jest zasypana ściętymi drzewami. Gałęzie powalonych na drogę drzew i krzaków tworzą gęstą plątaninę. Torować drogę w niej można tylko za pomocą pił i toporów, ale nie jest to łatwe zadanie, gdy na głowę leci grad pocisków. Zasieku bronią bowiem hufce łuczników i oszczepników. Ci, którzy przedarli by się przez zasieki będą musieli walką wręcz wyrąbać sobie dalszą drogę. Jesienne słońce miło ogrzewa ciała rycerstwa, ale w środku czują chłód strachu. Wiedzą jaką nienawiścią darzą ich poganie. Boją się czarów kapłanów z sławnej Radogoszczy. Wielu wzdycha do Boga, Matki Boskiej i wszystkich świętych o zmiłowanie. Cudu jednak niema, wody się nie rozstępują. Pętla wokół armii cesarskiej zaciska się. Wesoło jest za to wodzom Obodrzyców i Wieletów. Wiedzą już, że Niemce im się już nie wymkną. Pracowicie wciągali ich w pułapkę i teraz mają zamiar zbierać owoce tej roboty. A potem? A potem droga w głąb krainy znienawidzonych Niemców otwarta! Wielki Otton, Cesarz i pogromca Madziarów, jedyną szansę ocalenia swych wojsk widzi w upokarzającej prośbie. Posłowie błagają wodza pogan Stoigniewa by ten umożliwił jakakolwiek walkę. Ustąpił chociaż trochę pola. Otton nie łudzi się, dobrze wie że na wojnie nie obowiązują zasady fair play. Cóż jednak zostało? Zdychać od z głodu w tych przeklętych błotach? Umierając będzie miał przynajmniej tą pociechę, że chciał umrzeć z mieczem w ręku. Na drugim brzegu, nad puszczą rozbrzmiewa bojowa pieśń słowiańska. Są tu liczne zastępy Obodrzyców z wszystkich plemion. Wagrowie i Połabianie, Smolińcy, Glinianie, Bytyńcy jak i Obodrzyce właściwi. Są i sprzymierzeni Wieleci ze straszliwymi Redarami na czele. Oficerowie – parlamentariusze z trwogą patrzą na ten przeciwległy brzeg. Kto wie? Może skończą swe życie na krzyżu, palu lub w kotle z gorącym olejem? Ruszają jednak. Nie mają wyboru.
Stoigniew usłyszawszy z ust parlamentariuszy propozycje Ottona zaczął się śmiać swoim potężnym basem. Razem z nim wybuchają śmiechem inni wodzowie. W końcu uśmiech na twarzy księcia Słowian zamarł. Zimno odpowiada posłom – „Wam tu śmierć na tych bagnach pisali nasi Bogowie. Wasz Jezu Kryst wam nie pomoże! Otton zostanie złożony w ofierze Swarożycowi w Radogoszczy. Dziś o świcie widziałem jak jastrząb gonił kaczki. Ja to jastrząb,Otton to kaczka. Jastrząb pochwycił ją w locie, rozdarł szponami i pożarł.Tak odpowiedz swemu Panu”. Posłowie wracają czółnem by zdać relację Jego Cesarskiej Mości. Płyną powoli. Pieśń wojów Stoigniewa niesie się po wodzie. Słowianie nawet nie śpieszą się specjalnie z dokonaniem egzekucji. Niech Niemce topią się w mokradłach i zdychają z głodu. Niech żrą swoje konie, potem skórę z butów a potem niech pozjadają się nawzajem. Wojowie są weseli. Na brzegu Rakownicy ubrani w wilcze i niedźwiedzie skóry tańczą taniec wojny. Słońce im świeci. Swarożyc i wszystkie bogi dziś ich wspomagają i dadzą zwycięstwo.
Jak Otton, wielki wódz dał się przechytrzyć Stoigniewowi. Oraz jak skończyła się ta historia dowiecie się już za dwa tygodnie 😉
Źródła fotografii – Wikipedia. Na wyróżniającej obraz Wojciecha Gersona „Opłakane apostolstwo„. Na zdjęciu poniżej – Rakownica dzisiaj.

Bibliografia:
„Pod pogańskim sztandarem” Artur Szrejter.
„Troja Północy” Zofia Kossak-Szczucka, Zygmunt Szatkowski.