Walka z Ludożercą


Wyprawa zimowa na K2 zakończona. Cóż… jeszcze ją zrecenzuję. Tak okiem kibica. A dziś opowiem Wam niezwykłą historię sprzed czterech dekad. W lipcu 1977 r. dwóch wybitnych alpinistów brytyjskich Doug Scott i Chris Bonington, wraz z ekipą doświadczonych kolegów, zdecydowali się podjąć nie lada wyzwanie. Chcieli zdobyć szczyt Baintha Brakk. Jak na Karakorum szczyt ten nie jest jakoś specjalnie wysoki – „zaledwie” 7285 m. n. p. m. Jednak wejście na niego jest bardzo trudne techniczne. Całe pasmo Panmah Muztagh, którego Baintha Brakk jest najwyższym szczytem, charakteryzuje się wielkimi stromiznami stoków i niebotycznymi turniami.  Pokonywanie skalnych ścian na takiej wysokości jest bardzo trudne. Po pierwsze wspinanie to wysiłek, a im trudniejsza tym jest on większy. Większy wysiłek to większe ryzyko zachorowania na chorobę wysokościową czy popełnienia śmiertelnie groźnego błędy. Po drugie grube buty, kurtki i rękawice utrudniają wspinanie w ścianie. Doug i Chris byli jednak asami brytyjskiego alpinizmu. Po bardzo trudnej wspinaczce 13 lipca weszli na szczyt. Radość z wielkiego sportowego osiągnięcia zmącił jednak wypadek, któremu uległ Scott podczas zejścia. Złamał kostki w obu nogach. Do bazy było 2800 metrów w pionie. Dla porównania Mieguszowieckie Szczyty wznoszą się nad taflą Morskiego Oka nieco ponad 1000 metrów.   Do tego nie można było zjechać w dół bezpośrednio, trzeba było jeszcze przejść przez niższy szczyt masywu. Mimo to Chris i Doug nie poddają się… 7000 to nie 8000, zawartość tlenu jest jednak nieco większa. Chris może pozwolić sobie na nie zostawianie towarzysza bez narażania się na pewną śmierć. Podejmuje ryzyko. Scott ma ogromną wolę przeżycia, dosłownie zczołguje się ze szczytu. Po drodze spotykają jeszcze dwóch kolegów – Mo Anthoina i Cliva Rowlanda. Teraz trzech himalaistów pomaga Scottowi zejść a raczej spuścić się w dół. Wszystko odbywa się wśród śnieżycy i wichury. To nie koniec przygód. Chris łamie sobie dwa żebra, kończy się prowiant. W końcu po ośmiu dniach (w tym pięciu bez ani jednego kęsa jedzenia w ustach) docierają do bazy. Tam okazuje się jednak, że reszta wyprawy zaczęła powrót, zostawili tylko kartkę. Ich towarzysz Nick Estcourt informował, że ruszył do najbliższych siedzib ludzkich po pomoc. Mo zaczął go gonić. Dogonił, wysłano ratunkowy helikopter, który zabrał wszystkich himalaistów poza Bonigtonem. Podczas lądowania w mieście Skardu śmigłowiec uległ wypadkowi. Załodze i pasażerom nić się nie stało, ale Chris musiał jeszcze tydzień mieszkać w namiocie i żywić konserwami. „Ludożerca”  (taka jest inna nazwa góry) czekał na kolejne wejście 24 lata. W międzyczasie podjęto 20 nieudanych prób… Trzecie odbyło się w roku 2012. Na wejście zimą nikt się jeszcze nie odważył.

Podczas pisania wpisu korzystałem m.in z archiwalnego wydania czasopisma „Taternik” – ciekawa lektura: http://pza.org.pl/download/taternik/315851.pdf

Źródło zdjęcia – Wikipedia.

Za tydzień przeniesiemy się trochę w czasie i przestrzeni. W teren płaski, ale pokryty puszczą, bagnisty. A w tej puszczy pełno dzikiego zwierza i jeszcze dzikszych wojowników 😉 Będzie tez cz. 2 cyklu „Łuk i narty”.

P.S.

W wspinaczkowej karierze Chrisa były też akcenty polskie. W 1961 r. pokonał bardzo trudna drogę w masywie Mont Blanc w zespole w skład , którego wchodził wybitny taternik i  alpinista Jan Długosz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *