Słony wiatr…
Bywała irytujaca, bywała szalona, zawsze była Wielka. Chyba nikt w ostatnich 50 latach nie pisał w Polsce lepszych erotyków niż Ona. Mało ludzi tak w ogóle dorównywało jej talentem poetyckim. Niech Jej Ziemia Lekką Będzie. Moje ulubione utwory? Jest parę. I wszystkie wywołują obrazy z przeszłości. „Krakowski spleen”. Jesień, ciepła noc, halny zamiata liście na plantach. Patrzę na tę jasną ksieżycową noc, palę papierosa, patrzę na księżyc w pełni, na te liście biegnące po srebrnym asfalcie alejki. Wracam do stołu, do ludzi, do wódki. Pijemy dalej a Ona nam śpiewa. Albo „Wyjątkowo zimny maj”. I faktycznie wyjątkowo zimny, mokry, majowy dzień. I ten utwór dobiegajacy z głośnika magnetofonu. Chmury się rozchodzą, do pokoju wpada światło. Albo „Boskie Buenos”, nocna jazda autem, audycja w Trójce. Światła reflektorów odbijają się na mokrym asfalcie. Wycieraczki zrzucają krople z szyby. Dobrze jest podróżować! Dzięki Kora!
P.S.
Trzymajcie kciuki/pomódlicie się za chłopa: http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/578496,karakorum-akcja-ratunkowa.html