Małe Wielkie Muzeum
Byłem dzisiaj w słynnym Muzeum w Markowej k. Łańcuta. Czyli, jak brzmi pełna nazwa, w Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów. Polecam. Świetne architektonicznie. Zarówno na zewnątrz jak i w środku. Ekspozycja jest urządzona według prawideł jakimi kierują się twórcy nowoczesnych muzeów. Przy tym nie męczy nadmiarem bodźców (co na przykład trochę razi mnie w Muzeum PW 44′). Muzeum jest oczywiście narzędziem naszej polskiej propagandy (czy jak kto chce „polityki historycznej”). Nie jest to jednak propaganda wykrzywiająca prawdę historyczną czy rozmywającą fakty. W jednej z ścian jest umieszczona „szafka”. Otwierając kolejne „szufladki” możemy sobie poczytać donosy pisane na gestapo przez Polaków na innych Polaków ukrywających Żydów. Tak też bywało. Nie żongluje się też w Muzeum liczbami. Nie podano czy Polacy uratowali 126 189 czy 154 599 Żydów. Po prostu nie wiadomo ilu dokładnie Synów Abrahama uratowali Synowie Lecha. Nie wiadomo też ilu Żydów zostało posłanych na łono Abrahama z pomocą Polaków, ani ilu dokładnie Polaków zginęło za pomoc udzielaną Żydom na okupowanym terytorium II RP. Taka jest prawda historyczna i ci którzy to Muzeum stworzyli trzymają się jej. Bardzo zaintrygował mnie też film dokumentalny o badaniach rasowych jakie prowadzili Niemcy w Markowej i w całym regionie. Mieszkańcy wsi mają niemieckie korzenie jak większość mieszkańców Pogórza. Przodkowie Ulmów byli Niemcami. Paradoks historii sprawił, że jednym z oprawców był zgermanizowanych Czech…

Osobna ekspozycja poświęcona jest rodzinie Ulmów. Pokazano kim byli, co lubili i czym się zajmowali. Można ich po prostu polubić. Myślę, że zakolegował bym się z Józkiem. Lubię takich gości. Prosty chłop z pozoru. Silny wieśniak. A jak się lepiej pozna okazuje się, że interesuje się mechaniką, fotografią, historią i wieloma innymi dziedzinami. Zastanawiam się czy nie można było „dać im trochę więcej miejsca”. Być może jednak chodziło o to, że jest to przede wszystkim Muzeum Polaków Ratujących Żydów, a nie Muzeum Rodziny Ulmów. Ulmowie to, tylko i aż, symbol. Tak jak Zbyszek Godlewski czyli Janek Wiśniewski jest symbolem ofiar Grudnia 70′, albo tak jak Jurek Bitschan jest sybolem Obrony Lwowa w 1918 r.
Markowa znajduje się w okolicach Rzeszowa. Naprawdę nie jest trudno tam dojechać. Trochę gorzej, gdy jedzie się z Krosna. Trzeba użyć nawigacji, lub mapy. W samej Markowej jest jeszcze zwiedzić skansen. Można go odwiedzić na przykład żeby lepiej wyobrazić sobie historię Ulmów. Żadne 3 D nie jest tak dobre jak 3 D naturalne.
P.S.
Obok Muzeum można zjeść dobrego fastfuda, którego przygotowuje bardzo miła dziewczyna. Polecam. Potem można pojeździć po pięknym Pogórzu. Odwiedzić na przykład zrekonstruowany gród w Trzcinicy, poniemieckie bunkry w Stępinie, Muzeum Nafciarstwa w Bóbrce, Skansen w Sanoku czy Festiwal Wina i Muzyki w Krośnie itd. itd. 😉
P.S. 2
Z mniej przyjemnych,a niestety ciekawych. Mam ideę na wpis-miniesej o ludobójstwie. Co to tak naprawdę jest i kiedy mamy do czynienia z ludobójstwem a kiedy z terrorem/czystką. Pamiętajcie jedno. Człowiekowi, który klęczy nad rowem wypełnionym ciałami i czuje lufę na swojej potylicy jest naprawdę obojętne czy zaraz stanie się ofiarą „ludobójstwa”, „terroru”, „zbrodni wojennej” czy też innej „czystki”.