Obrazy na Zielną
A o tym obrazie chyba najpiękniej napisał Jan Lechoń, a Jerzy Hoffman najpiękniej oddał na ekranie płynącą od niej Moc. Pomijając kwestie wiary, obraz absolutnie genialny. Hipnotyzujący. Bardzo lubię też obraz zupełnie inny…

Można odebrać go dwojako. Można zobaczyć w nim prowokację. Modelką malarza była jak się można domyślić kobieta z która sypiał. Uchwycił moment szczytowania i zatytułował dzieło – „Madonna”. Jak na standardy sprzed ponad stu lat było to bardzo … nazwijmy to mocne. Można jednak popatrzeć inaczej. Kobieta ma w sobie, z natury rzeczy, jakiś boski pierwiastek. Cały jej ciało kryje tajemnicę dawania życia. W najbardziej grzesznej ladacznicy, w każdej Ewie zjadającej jabłko jest i Madonna.
A na koniec Matka Boska Oranta z kijowskiej Sofii. Mozaika przetrwała szturm wojsk Batu Chana w grudniu 1240, bolszewickie akcje niszczycielskie, bitwy o miasto w czasie II wojny światowej. Od prawie tysiąca lat wznosi ręce ku Niebu. I zachwyca kolejne pokolenia. Od tysiąca lat ludzie tu przychodzą, modlą się, śpiewają, palą świece a dym idzie ku górze, ku innej rzeczywistości. Przy tym kobieta na tej mozaice jest jednocześnie Theotokos – Matką Boga jak i kobietą po prostu. Popatrzcie na jej brzuch. Ano zgadliście – jest w ciąży. Obok śmierci najbardziej ludzka rzecz na tym świecie. Najzwyklejsza nastolatka z ciążowym brzuchem i najbardziej wpływowa kobieta w dziejach.

Trzy różne dzieła, trzy różne techniki. A każde arcydzieło. I za to lubię sztukę.