A czego tu się bać?


Prawicowe gazety straszą najnowszym filmem Smarzowskiego. Ja uważam, że niepotrzebnie. Nikt normalny nie uznaje „Drogówki” za wierny obraz życia polskich policjantów. Nikt rozsądny nie pomyśli po oglądnięciu „Wesela”, iż jest to reportaż z ślubnego przyjęcia na Podkarpaciu i tak właśnie tam ludzie żyją. Smarzowski ma swój własny specyficzny styl. Mnie jego „niehistoryczne” filmy nieco nużą. Na pewno antyklerykałowie będą się „Klerem” zachwycać. Klerykałowie zaś uważać, że to „kolejny lewacki cios w kościół”. Producenci i twórcy filmu tylko zacierają ręce. Wiadomo, że najlepszą kasę w kinie zarabia się na kontrowersjach. Kościół nie powinien bać się filmu Smarzowskiego tylko pomyśleć, czy ten film nie jest czasem  trochę prawdziwy. Tak jak, w pewnym sensie, i „Wesele” i „Drogówka” były prawdziwe. Smarzowski zbiera patologiczne anegdoty i szpetne historie. Robi z tego zupę. Dla mnie jest to danie ciężkostrawne. Nie jest to jednak kłamstwo. Bo to nie reportaż, nie film dokumentalny. To jest film fabularny. Tu przerysowanie jest środkiem artystycznym.

Są ludzie z  „JP na 100%”, którzy „Drogówkę” odebrali jak dokument. Są ludzie, wielkomiejscy libero-lewicowcy, którzy po wyjściu z seansu 'Wesela” byli przekonani , ze tak właśnie wygląda polska prowincja. Będą i antyklerykałowie dla których „Kler” będzie filmem dokumentalnym. Tylko ich do niechęci do Kościoła nie trzeba przekonywać. Tylko dlaczego oni już teraz są antyklerykałami?

Na obrazku – prymas Wyszyński podczas internowania w Komańczy. To był inteligentny gość. Umiał stworzyć strategię i dobrać taktykę do sytuacji. Niestety nie widać wśród polskich biskupów nikogo, kto miałyby 10% jego charyzmy i inteligencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *