Poznaj sąsiada
Właśnie czytam ten „Czas samotności. Historia Ukrainy 1914-1918”. Książkę wydała Bellona, a autorami są historycy – profesor Klimecki i doktor Karpus. Jako, że tematyka mojej magisterki pokrywa się z tematyką książki, stwierdziłem, że muszę ją mieć. A potem zrecenzować.
Jest ok, ale…
Zacząłem lekturę… od końca. Tzn. od XI 2013 r. Jak już nieraz pisałem na „Chutorniku” i nie tylko, mam ambiwalentny i bardzo emocjonalny stosunek do tzw. rewolucji Euromajdanu. Cóż… Książka napisana jest bardzo przystępnie. Tak by każdy laik mógł sobie bez problemu poczytać. Czasem jednak brakuje informacji bardzo ważnych. Autorzy nie napisali np. o deklarowanej przez Janukowycza w 2013 r. chęci reaktywowania budowy gazociągu „Biały Potok” i rozpoczęcia eksploatacji wielkich złóż gazu w Galicji Wschodniej i Donbasie co przeczy jego wizerunkowi jako polityka „totalnie prorosyjskiego”. Nie ma też nić o generałach rosyjskiego wywiadu, zarówno cywilnego jak i wojskowego, którzy przebywali zimą 2013/2014 w Kijowie. To są niby szczegóły, ale kluczowe. Diabeł tkwi w szczegółach. Na przykład masakra na Instytuckiej z 20 lutego. Została dokonana w momencie, gdy teoretycznie trwał rozejm. Był to krwawy show transmitowany przez internet na całą Ukrainę i resztę świata. Nie walki, tylko realizowana na zimno masakra. Po co to było Janukowyczowi? No właśnie… Wystarczyło nadmienić, że ta swoista zbiorowa egzekucja dokonała się w czasie, gdy teoretycznie obowiązywał rozejm. Uważny czytelnik mógłby to wyłapać. Z bardziej pozytywnych spraw panowie Akademicy pominęli fenomen „batalionów ochotniczych”. 40 000 ochotników to jest naprawdę masa ludzi! Nie ma też nic o poborze. To naprawdę ma wielkie znaczenie. Załamanie się efektywności poboru zimą 2014/2015 świadczy więcej o załamaniu nastrojów niż każda inna statystyka. Bardzo mało jest też o ukraińskich nacjonalistach. Oczywiście, wbrew mitom, nie mają jakichś wielkich osiągnięć na polu walki wyborczej. Mają jednak milicje partyjne, które mogą uczynić Ukrainę krajem jeszcze ciekawszym niż jest teraz. Odpukać.
Potem zacząłem czytać od początku. Czyli od okresy tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny. I doczytałem, aż do momentu, gdy Armia Czerwona „wyzwoliła Zachodnią Ukrainę” we wrześniu 1939 r. I znów to samo. Czyta się bardzo fajnie, przystępny język, ale brakuje czasem bardzo ważnych rzeczy. Na przykład panowie akademicy piszą, że podczas walk o Galicję Wschodnią (1918-1919) oba społeczeństwa były niechętne kompromisowi. Trzeba było jednak dodać, koniecznie trzeba było dodać, że misja Ententy proponowała całkiem racjonalny podział spornych ziem. Polacy się na to zgodzili, a Ukraińcy propozycję odrzucili, bo nie wyobrażali sobie Ukrainy bez Jarosławia, Sanoka itp. metropolii. W rozdziale o ukraińskiej rewolucji pominięto różne ważne postacie i wydarzenia. Pół biedy, że nie ma gen. Wrangla. Większa bieda, że nie ma w ogóle atamana Machny i jego Kozaków. Machnę trudno uznać, za ukraińskiego działacza narodowego. Jednak jego armia była często większa niż ukraińskie wojska „narodowe” razem wzięte. Jego działania miały wielki wpływ na przebieg rosyjskiej wojny domowej .A dla wielu Ukraińców jest wyrazicielem wolnego zaporoskiego ducha, wodzem który walczył z „Białymi” i „Czerwonymi” Rosjanami. W rozdziale dotyczącym terroru lat 30-tych nie wspomniano o „akcji polskiej” NKWD. Nie trzeba było się rozpisywać, ale jedno- dwa zdania mogły by się pojawić. Nie ma też nic o Kubaniu i tamtejszych, wywodzących się częściowo od Zaporożców Kozakach. Ogólnie mam takie wrażenie, że książka mogła by być zwyczajnie 10-20 stron dłuższa, a zawrzeć to co trzeba… No czytam dalej…
Mogę ją polecić.Jest naprawdę niezła. Syntetyczna, treściwa, napisana „po ludzku” i z dużą dozą obiektywizmu. Wady opisałem powyżej. Mimo wszystko warto ją przeczytać. W Polsce jest już ponad 1,5 miliona Ukraińców, a Polacy na ogół patrzą na nich przez pryzmat stereotypów. Często czerpiąc wiedzę o historii naszych relacji z jakichś dziwnych pseudo historycznych stron. Książka kosztuje ok. 30 zł. Warto wydać te trzy dychy by dowiedzieć się kim ci Ukraińcy naprawdę są. Tak mniej więcej. Bo to nie chodzi o to, żebyś Obywatelko/ Obywatelu znali pińcset dat i tysiąc nazwisk. Może na przykład jesteś bardzo dobrą szwaczką lub senior trade specjalist. Może jesteś bardzo dobrym szpecem od hydrauliki czy na przykład akustyki. Dokładna wiedza nie jest ci potrzebna. Ogólna orientacja już tak. Choćby żeby nie powielać bzdur mówiących o tym, że Ukraińcy to rezuny i bandyci/ nasi ukochani, miłujacy nas bracia. I po to żeby znać sąsiada. Już nie tylko sąsiada zza Buga i Sanu. Sąsiada z mieszkania obok.
Na fotografii – oddziały ukraińskie, wiosna 1920 r. Polsko-ukraińska ofensywa.