Federacja – opcja minmum


   Pisałem ostatnio (i w wielu innych wpisach), że klęska „koncepcji federacyjnej” sprawiła, że wyniki wojny polsko-bolszewickiej można uznać de facto za remis. Czy jednak w ogóle ta koncepcja była ralna? Z pewnością była by optymana, ale czy mogła sie urzeczywistnić? Wydaje się, że już wiosną 1920 Piłsudski nie wierzył w taką możliwośc. Ukraińcy, lud w ogromnej większości chłopski, mieli dość wszelkich armii, które wyżerały i rekwirowały jak to armie mają w zwyczaju. Ukraina miała dość wojen, a Petlurze już nie wierzono.  Uderzenie na Kijów opóźniło jednak bolszewicką ofensywę na Warszawę. Było warto choćby dlatego. Na północy już w 1919 było jasne, że Litwini-Litwini nie mają ochoty na odtwarzanie Wielkiego Księstwa w proponowajej przez Polaków formie. To znaczy Litwy złożonej z trzech kantonów. 

   Do tego federacja, jeśli miała być oparta na zasadach demokracji groziła zdominowaniem Polaków w federalnym parlamencie. Ukraińców, Białorusinów i Litwinów było by łącznie po prostu więcej.  Z tego własnie  powodu Wegrzy tak zazdrośnie pilnowali swego specjalnego statusu w ramach Austro-Węgier. Endecja najmocniej podkreślała ten problem, ale widziało go i środowisko Piłsudskiego i inne jeszcze stronnictwa. Może więc forma luźniejsza konfederacja? Jak jednak przeprowadzić linie graniczne? Dla Litwinów Polacy byli „okupantami” Wilna. Mimo tego, że Wilniucy to przecież Litwini mówiący po polsku, a mówiących po litewsku było na Wileńszczyźnie tylko kilka procent. To nic – Wilno musiało być ich.  Dla wielu Ukraińców ataman Petlura podpisując układ z Piłsudskim był zdrajcą, który oddał Lachom Zachodnią Ukrainę. Załóżmy, że Petlurze udało by się z pomocą Polaków utrzymać kadłubową Ukrainą ze stolicą np. w Winnicy. Ukraińcy pozbawieni Galicji Zachodniej, Kijowa, Siczy i Odessy z pewnością czuli by się sfrustrowani. Było by to doskonałe pole dla sowieckiej propagandy kuszącej „ukrainizacją” i ukraińskiego najcjonalizmu.  Nie było dobrego rozwiązania. Trzeba było pogodzić się z klęską wizji odnowy dawnej Rzeczypospolitej.

 

 

 

 

 

 

  Na pewno jednak można się zastanowić nad opcją-minimum. Powstaje dwukantonalna Federacja Litewsko-Białoruska z stolicami w Wilnie i Mińsku. Powstaje Autonomiczna Republika Ukraińska. Z Równym, Stanisławowem, Tarnopolem, Płoskirowem i Kamieńcem Podolskim. Odrodzona Rzeczypospolita ma w godle Białego Orła, Litewską Pogoń i Halickiego Złotego Lwa. W 1934 razem z Francją obalają nazistowksi reżim w Niemczech. W 1941 razem z Finlandią, Łotwą, Estonią i Rumunią dokonują wyprzedzającego uderzenia na ZSRR. Ech…Po pierwsze w Rydze Polska podpisała pokój nie tylko z Sowiecką Rosją, ale i Sowiecką Ukrainą. Tym samym przestaliśmy uznawać rząd Petlury. Powstanie sfederowanej z Polską „Małej Ukrainy” z Petlurą na czele groziło oczywiście wznowieniem wojny. Oczywiście później powstawały „podwójne państwa” z których jedno było komunistyczne, a drugie nie. Niemyc, Wietnam, Korea. Wtedy jednak nie było jeszcze takich przypadków. Nie wiadomo jak skończył by się taki eksperyment. Z pewnością Polska nie miała sił na ryzkowanie dalszej wojny z Sowietami. Po drugie polskie społeczeństwo nie miało by ochoty oddawać Ukraińcom Stanisławowa, Tarnopola czy Łucka. Ukraińcy odrzucili przecież zimą 1918/1919 taką propozycję. Chcieli Ukrainy po San i zostali wyparci za Zbrucz. Po trzecie wiele czasu i pieniędzy trzeba by było by białoruski chłop „Tutejszy, Prawosławny” stał się Białorusinem. Nie było ani jednego ani drugiego. Choć owszem, można było w międzywojny postępować innaczej na Kresach. Niekonsekwentna polityka była zgubna. Kij był zbyt mały a marchewka zgniła.

   Dziś są inne czasy.  Koncepcja Trójmorza jako luźnego związku państw naszego regionu rozwija się. Wiadomo inne interesy ma „Wyszehrad” (walka z „Tęczową Mitteleuropą”) inne 'Wschodnia Flanka” (hamowanie neoimperializmu Moskwy). Jedno z drugim się nie kłóci. Współpracujmy. Budujmy własne gazoporty i autostrady. Walczmy o swoje w Brukseli, Waszyngtonie i Pekinie. Pamiętajmy jednak, że „Giedroyć” się już przeżył. Dziś już nie „jedziemy z Ukrainą, Białorusią i Litwą na jednym wózku” jak w latach 70-tych. Nie chcąc być imeprialistami pamiętajmy kto jest stroną silniejszą. Póki co Ukraina jest daleko od NATO. Póki co rosyjska piechota morska ćwiczy na Kerczu a nie na Helu. Póki co to do Polski przyjechało za chlebem 1,5 miliona ludzi z Ukrainy. Póki co to litewskiego nieba strzega samoloty z biało-czerwoną szachownicą na skrzydłach. Nie na odwrót.

Na foto 1 – cmentarz w Krzemieńcu na Wołyniu. Kwiecień 2006 r.

Na foto 2 – Pogoń Litewska.

Na foto 3 – Lew Halicki.

P.S.

Jadę na konferencję nt. „polsko-niemieckiego pojednania”. Ciekawym co też tam usłyszę.

1 thought on “Federacja – opcja minmum”

  1. A i jeszcze ważne! Podpisując pokój w Rydze Polska uznała istnienie Ukrainy Sowieckiej. Tym samym przestała uznawać rząd Petlury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *