Ostatni romantycy – bardowie podziemnej Czeczenii cz. 1
Podziemne państwo Czeczenów miało wielu pieśniarzy sławiących męstwo bojowników, siłę oręża Górali i ideę niepodległej od Rosji Iczkerii. Najsłynniejsi z nich to Imam Alimsułtanow (lub po czeczeńsku Imam Alim Sułtan) a drugi to Timur Mucurajew oraz Chamzat Chankarow.
Gitara przeciw bombom, kule przeciw gitarze
Alimsułtanow urodził się w 1957 roku w Kirgistanie, gdzie podczas deportacji z 1944 roku trafiła jego rodzina. Z wykształcenia inżynier od melioracji, z zamiłowania bard. Gdzieś w drugiej połowie lat 20-tych swojego życia zaczął koncertować. Śpiewał piosenki do których pisał teksty i komponował muzykę. Śpiewał i grał też pod teksty czeczeńskich poetów. Tych znanych i nieznanych. Po rosyjsku i czeczeńsku. Były to już czasy pierestrojki i można było „śpiewać więcej” niż kiedyś. Przyszły czasy niepodległości i można było już śpiewać o wszystkim. Alimsułtanow koncertował i nagrywał m.in z Chankarowem. Tuż przed i w trakcie rosyjskiej inwazji dawał koncerty na ulicach i w piwnicach Groznego. Następnie (podobno na osobisty rozkaz Dudajewa) odwoził rannych na leczenie do Turcji. Tam także dawał koncerty. Zyski z nich były przeznaczane na rzecz wojsk partyzanckich. Kasety z jego piosenkami cieszyły się ogromną popularnością. Słuchali ich bojownicy, cywile nawet rosyjscy żołnierze. Wrócił po wojnie, jesienią 1996 roku. Niedługo później udał się z zespołem do Odessy. Był tam mile widziany ze względu na to, że przyczynił się mocno do uwolnienia z rąk gangu 25 pracowników firmy budowlanej wywodzących się z tego miasta. Odessa okazała się też miejscem śmierci muzyka. Nocą 8 lub 10 listopada (różne dane) do hotelowego pokoju wpadło komando egzekucyjne i rozstrzelało Imama oraz dwóch jego kolegów. Przeżył tylko czwarty, który brał w tym czasie kąpiel. Oficjalna wersja „śledczych” – „porachunki” gangów. Wiadomo jednak jak działają ukraińskie służby i jak mocno są infiltrowane przez Rosjan. Nieoficjalna wersja mówi, że mordu dokonali specnazowcy rosyjskiego FSB. „Młody już na zawsze” poeta został pochowany w dagestańskim Chasawjurcie.
Mi osobiście muzyka Imama podoba się niezmiernie. Rzewne, śpiewane po czeczeńsku „So wina so nana”. „Allahu Akbar!” – piosenka do ataku na noże. Czy epicki „Gunib” – tu podoba mi się szczególnie wstęp do piosenki. Bo Alimsułtanow przed uderzeniem w struny deklamuje wstęp. Historyczny zarys wydarzeń, niczym Johny Cash w „Boże błogosław generała Lee”. Cytuje z pamięci: „Imam Szamil został osaczony przez carskie wojska w ostatniej fortecy- górskim aule Gunib. Nie widząc sensu dalszej walki skapitulował po wieloletniej wojnie. Czeczen Bajsangur Bienojewski, niepogodzony z klęską przebił się przez potrójny pierścienia i jeszcze dwa lata walczył w Czeczenii”. Po czym ręka uderza w struny gitary z ogromną, pełną emocji siłą. Te emocje mają siłę granatnika przeciwpancernego. Utwór został napisany i skomponowany w czasie ciężkich walk. Partyzant śpiewa o partyzancie. To lubię w muzyce najbardziej. Emocje. Gdy ten co śpiewa utożsamia się z tym o czym śpiewa, jak aktor stosujący metodę Stanisławskiego. Całkowicie. Aż do samospalenia. Dlatego lubię słuchać tego barda. Szczególnie, gdy jadę przez lasy i wzgórza. Uderza po uszach, podbija poziom noradrenaliny, pomaga się skupić. Wolę od radiowej sieczki, która rozprasza. Muzyka Alimsułtanowa nie może rozpraszać. To zbyt poważna muzyka. To nie jest sztuka typu „dziewczyna z bananem symuluje akt miłości francuskiej”. To muzyka, która nie boi się śmierci. I dlatego jest nieśmiertelna. A o „dziewczynie z bananem” nikt za rok nie będzie pamiętał.

P.S.
Rzecz jasna sympatia dla muzyka nie oznacza od razu popierania czeczeńskiego separatyzmu i dżihadu na Kaukazie. Choć gdy miałem trzynaście lat chciałem tam jechać dla walki z Rosją. Od tego czasu jednak trochę urosłem 🙂 O Kaukazie możecie poczytać tutaj: https://chutornik.pl/category/gawedy-i-dumy/kaukaz/