Słowo na niedzielę – życie tożsame z pisaniem


Dziś rocznica o której przez wiele lat było bardzo cicho. Później zaś głośno, chwilami do przesytu, gdy datę tę wykorzystywana do podłych celów. 11.07.1943. W roku 1943, 11 lipiec wypadał w niedzielę. Nad Wołyniem świeciło piękne słońce… Jako, że Naczelny jest z natury przewrotny dziś napiszę o „ukraińskim nacjonaliście” zupełnie innego typu niż rzeźnicy mordujący podczas „Krwawej Niedzieli”.

Wasyl Stus urodził się w stepowej wiosce Rachnówka. To Podole, obwód Winnicki. Urodził się kilka lat po Wielkim Głodzie, w czasach terroru. Wychowywał zaś w Doniecku. Dzieciństwo znaczyła II wojna światowa, głód, nędza, śmierć rodzeństwa. W dorosłym życiu pracował jako nauczyciel, pracownik naukowy, archiwista, górnik. Odsłużył też trzy lata zasadniczej służby wojskowej w szeregach Armii Radzieckiej. I pisał. Jedne z najlepszych wierszy w języku ukraińskim jakie w XX wieku powstały wyszły spod jego pióra. Żył jak pisał. Życie jego to przede wszystkim kolejne aresztowania, bicie, karcery, łagry, miejsca zsyłek. Coraz dalsze, aż po Najdalsze z Najdalszych – kopalnie złota na Kołymie. W tiurmach i łagrach zachowywał się nie tyle godnie, co hardo. Miał opinię więźnia, który nosi głowę wyżej niż strażnicy. W końcu jednak żelazny duch musiał wyjść z ciała. Zmarł w karcerze obozu WS-389/36-1 wrześniową nocą 1985 roku. Istnieją mocne poszlaki, że musiał umrzeć właśnie wtedy. Był poważnym kandydatem do literackiej Nagrody Nobla w tym własnie roku. Dla Kremla byłby to wielki problem natury propagandowej… Miał żonę Walentynę i syna Dmytra.

Jaka puenta tej historii? Są dwie. Pierwsza taka, że „ukraiński nacjonalizm” ma różne oblicza. Dla KGB Stus był groźnym nacjonalistą, który chce oderwać Ukrainę od ZSRR i wychwala polską „Solidarność”. Dla mnie jest bohaterem. Stus był ukraińskim patriotą owszem, ale zupełnie innym niż Bandera, Suchewycz czy Konowalec. Ukraiński patriotyzm może mieć piękne oblicze. Takie jak twarz poety z łagiernych fotografii. Druga taka, że trzeba żyć tak jak się mówi i pisze. Tak chciałbym pisać. Pisać jak żyć, żyć jak pisać. Czasem trochę wychodzi. czasem lepiej, czasem gorzej. A czasem wcale. Do ideału trzeba jednak próbować dążyć. Jak statek do portu. Nawet nocą, we mgle czy w sztormie.

Na fotce – jedno z więziennych zdjęć Stusa.

Nowy rzepnik. Hrabstwo Devon. 11.07.2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *