Słowo na niedzielę – Anglicy
Wróciłem do Polski z rejsu do krainy Betalesów, reliktów feudalizmu i hejdży. Te wszystkie podróże zweryfikowały moje spojrzenie na ten kraj. Trochę stereotypów okazało się zbliżonymi do prawdy bardzo mocno. Wiele jednak mitów o Wielkiej Brytanii, w które się u nas wierzy, jest zwykłymi bajaniami. Mieszaniną pismackiej fantazji, koloryzowanych gawęd emigrantów i naszej narodowej megalomanii, która wytwarza w naszych głowach różne wizje. Nie jest na przykład prawdą, że Polka na ulicy wyróżnia się urodą, a Angielki są podobne do maszkaronów z gotyckich katedr. Angielki są ładne. Wiadomo, jednym Bozia dała jej więcej innej mniej. Jedne starzeją się lepiej, inne gorzej. Niektóre ubierają się tak by przyciągnąć wzrok facetów. Inne, jak worek ziemnioków. Lecz, wyciągając średnią, jakoś nie odbiegają urodą od Polek. Których zresztą jest dość sporo pod katedrą i na nie też miło popatrzeć. I na Malezyjki, Mudżynki, Litwinki, Chinki, Rumunki, Francuzki, Włoszki, Hiszpanki etc. etc. Bzdurą jest też wizja młodych Anglików jako „pi… w rurkach, którym muzułmanie gwałcą kobiety, a połowa z nich to pewnie pederaści”. Angole (i młodzi i starzy) to takie same chłopy jak Polacy. Interesują się zwykle babami. Najlepiej gołymi. Po za tym piłką, rugby, piciem piwa, wędkarstwem, motoryzacją. Czasem ski-alpinizmem, historią, sklejaniem modeli samolotów bojowych, bójkami w pubach czy ekonomią światową. Oczywiście w Exeter można spotkać przysłowiowe p… w rurkach i upiornych trandżenderów, ale czy nie można ich spotkać na ulicy w Krakowie? Można. Jeśli jednak kogoś z was nie przekonuję, to niech jedzie do Nowego Rzepnika i powie Dużemu Krisowi, Wielkiem Wackowi czy Szwagrowi, że Brytyjczycy to cioty a Brytyjki są brzydkimi kurwami. Dalej już nie będzie kontynuował swoich wywodów. Bez zębów i ze złamanym nosem mówi się ciężko. Zamiast szydzić z „zepsutego Zachodu” raczej popatrzmy na samych siebie. Bez kompleksów, ale też bez pychy. Kiedyś mówiono „pycha matką wszystkich grzechów”.
Wiele jest takich mitów, pół-prawd i ćwierć -prawd tudzież całkowitych wymysłów. Naprawdę nie wierzcie we wszystko co podają wam prawicowi propagandziści. Ja jednak też nie jestem obiektywny. Piszę z perspektywy Nowego Rzepnika – skansenu archaicznej męskości. Z perspektywy brytyjskiej prowincji. Takich Bieszczadów. Londyn jest inny, Edynburg jest inny, York jest inny. Pamiętajcie o tym, gdy to czytacie. Świat to czarne, białe i sto odcieni szarości między jednym a drugim.

Wisłok w Bratkówce. VI 2016 r. Na głównej – showground w Exfordzie. VIII 2019 r. Poniżej moja „caravana z betonu” i Bajkowy Las pod Malinową. VIII 2019 r.
Wielka Brytania – podziwiam ten kraj za wiele. Machinę parową, rave party, papier toaletowy, Monty Pythona, parasol, Royal Marines Commando. Wiele elementów „brytyjskości” ( np. Duży Kris jest Kornwalijczykiem nie Anglikiem, „Anglicy” to skrót myślowy ) mnie razi, lub ich nie rozumiem. Na pewno cieszę się, że go poznałem bliżej. Nie mniej jestem Wschodnim Europejczykiem. Tam jest mój dom. Na szerokiej przestrzeni między urwiskami Szchary, a sinymi wodami Łaby. Na Wschodzie. Choć … po części, po trochu jestem Brytolem. Lecz tylko troszeczkę.
P.S.
A Brexit mnie w… strasznie. Wiecie czemu politycy tacy jak obecny premier UK tak agitowali za wyjściem z UE? Bo tak – Tęczowym się nie postawią, na to są za krótcy. Tak samo Pakim. Nie zwalczą plag społecznych takich jak rozwody. Więc znaleźli łatwy cel. Tak mi się wydaje.
Malinowa – gen. Spiechowicza. 17.08.2019 r.


