Wersja skondensowana ;) cz.1
Wrzucam tutaj trochę co ciekawszych wpisów jakie ukazały się w ostatnich dniach fejsbukowej fili Chutornika. Jeśli, któregoś nie czytaliście to zapraszam do lektury 😉 Jeśli czytaliście, to nic nie szkodzi, niech tutaj to sobie będzie. Gdyby mi cenzura z fejsbuka zdjęła stronę, nie zginą w internetowym niebycie 🙂
O dziwnej broni polskiego kucharza i Wielkiej Jugosławii. 1 XII
Kieł narwala dobra broń 😉 Czytam i nie wierzę, ale wierzę, bo najciekawsze historie pisze życie. W piątek był w Londynie zamach. I ludzie stanęli do walki z terrorystą. Jednym z nich był polski kucharz. Pod ręką miał akurat… kieł narwala. To taki wieloryb z czymś rodzaju rogu na nosie. Morski jednorożec. Piękna postawa. W konfrontacji z uzbrojonym fanatykiem ludzi przeważnie paraliżuje strach.
Swoją drogą dawno nie było zamachów w Europie. A takich z rozmachem do już od 2016 nie było. Czy oznacza to, że jesteśmy bezpieczni i nie należy się już bać? Ja uważam, że zamachów w ogóle nie należy się zbytnio bać. Nawet podczas „ofesnywy europejskiej” Państwa Islamskiego nie było ich, aż tak dużo. Trzeba bać się czegoś innego. Kryzysu ekonomicznego, który może zrobić z euroraju wielką Jugosławię. Wtedy będzie naprawdę groźnie.
O polskiej Kosowskiej Mitrowicy. 1 XII
Radni Polskiej Kosowskiej Mitrowicy tj. Przmyśla zmienili nazwę ulicy bł. bp. Jozafata Kocyłowskiego. „No, ale on to taki nowu świnty nie był….” Tak samo jak major Łupaszko więc dlaczego w Białymstoku nadal jest ulica mjr. Łupaszki? Uważam, że najważniejszy jest bilans życia i jego finał. I tak jak np. bilans życia Łupaszki i Burego (nawiasem mówiąc obaj pochodzili z Podkarpacia
😉 ) oraz jego finał jest dodatni tak samo i w przypadku biskupa Kocyłowskiego. A radni Przemyśla mogli by się zająć czym innym. Przemyśl to najszybciej wyludniające się miasto z 31 jeden grodów eks-wojewódzkich. Parafrazując Olka „Flaszkę” Kwaśniewskiego „pomyślmy o przyszłości”. Z Przemyśla młodych ludzi wysiedlają nie bojówki Azowa tylko to, że jest ekonomiczną czarną dziurą. Mimo, że (teoretycznie) jest to kolejowa brama Unii Europejskiej na wschód. Tyle, że a) „tam na wschodzie jest przeklęta Ukraina” b) „lada dzień neobanderowcy uderzą”. No to sobie Przemyślaki czekajcie na tą UPA. Najlepiej w Exeter, Dortmundzie, albo Bergen.
O serialu dokumentalnym „Apokalipsa – I wojna światowa”. 30 XI
Wieczory teraz długie to i czas na długi film. Dziś nie mogłem się oderwać od serii dokumentów „Apokalipsa – I wojna światowa”, którą znalazłem na jutubie. Bardzo dobry, syntetyczny cykl. Oczywiście wiele kwestii upraszcza i skraca, ale bez tego nie można tworzyć syntezy.
Wielką zaletą serii jest oparcie ją o koloryzowane filmy i zdjęcia z epoki. Jestem wielkim fanem koloryzowania. Filmy z tamtej epoki są czarno białe, a do tego przeważnie niezbyt ostre. Zdają się być sennym koszmarem. Po pokolorowaniu wzrasta realizm. Teraz o wiele lepiej potrafię sobie wyobraźic pradziadka z Bud szarżującego rosyjską piechotę na Wołyniu, czy praprawujka z Odrzykonia ruszającego do szturmu na bagnety, gdzieś nad Insonzo. Oczywiście kolorowanie ma tylko wtedy sens, gdy podparte jest rzetelnymi badaniami. Gdy jest robieniem „tak jak było”, a nie „tak jak się wydaje”.
Innym wielkim plusem jest cytowanie listów, dzienników, notatek ludzi z epoki. Historia jest nie tylko historia polityków i generałów, ale i zwykłych ludzi.
Niestety seria ma też poważną wadę -nie ma prawie nic o walkach w Karpatach, ofensywie Burusiłowa, podboju Serbii, walkach w Rumunii. Rozumiem, że autorzy koncentrowali się na froncie zachodnim bo są z zachodu, ale te dodatkowe 30 minut wydają się być potrzebne. Nawet dla widza z Indiany czy Arizony. Może nawet bardziej dla niego, bo o Verdun mógł słyszeć, o Gorlicach prawie na pewno nie.

Serię polecam, a sam zabieram się do czytania. Trochę o Galicji Wschodniej (reportaż historyczny Martina Pollacka), trochę o historii Polski po ukraińsku (dla przypomnienia języka) i trochę mapę (bo mapy się czyta) „Jaśliska i okolice”. Jak przeczytam to zrecenzuję.
O rysiach z pomorskich lasów. 30 XI
Ostatnio wrzucałem link z historią samicy rysia, która gdzieś pod Drawskiem napadła na kurnik, a potem najedzona w nim usnęła. Rysie na Pomorzu Zachodnim? Myślałem, że wytępiono je w tamtejszych lasach już w XIX wieku. W tym roku zaczęła się jednak reintrodukcja. Czyli powrotne zasiedlenie. Importuje się rysie i rysice z Estonii i Łotwy (gdzie jest ich mnóstwo) i wypuszcza w naszych puszczach. Wychowuje się też urodzone w niewoli rysiątka do życia na wolności.
To dobra wiadomość dla polskiej przyrody. Ryś to selekcjoner dużo lepszy niż człowiek. Rysie i wilki w pomorskich lasach to zdrowsza populacja tamtejszej zwierzyny. Gdyby było inaczej Pan Bóg/ Ewolucja/ Światowid nie stworzyli by tych zwierzów. A po za tym są same w sobie dziełem sztuki. Spotkałem kiedyś parę rysi. Na szosie z Daliowej do Tylawy. Piękna, majestatyczna bestia. Fajnie, że jest. Nawet jak czasem zrobi szkodę to suma sumarum więcej z rysia pożytku.
O Morawieckim i wojnie zimowej. 30 XI
Śnił mi się premier Morawiecki.Był dyrektorem technikum, a ja uczniem. Paliliśmy papierosy za śmietnikiem, gdy nadszedł. Miał ciemnożółtą koszulę, krawat granatowy w biale groszki, wieczne pióro w kieszonce koszuli. Spodnie granatowe w kantkę prasowane, okulary w rogowej oprawie i promienny uśmiech. Kazał nam, nie przerywając uśmiechania, zgasić papierosy, Pogroził palcem i przestrzegł przed piwem i marichuaną. Potem kazał iść do szkoły. Chyba jest Mati – uśmiechnięty dyro Zespołu Szkoł Stolarskich nr. 8 w Wysokiem Podlaskiem. Dyrektoruje nie najgorzej, uczniowie go lubią, niektórzy jeźdża na olipmiady, albo tuż po maturze zakładają własne warsztaty. Nie wiemy jednak co by się działo, gdyby jakis palący uczeń zaprószył ogień w stolarni. Czy dyro by sobie poradził? Obyśmy nigdy nie musieli się tego dowiadywać. A czemu piszę o pożarze?
Dziś mija 80 lat od rozpoczęcia sowieckiej inwazji na Finlandię. Politycy i wojskowi malutkiej Finlandii poradzili sobie z wyzwaniem. Po 3 miesiącach walk wywalczyli rozejm. Malutki, biedny wówczas kraj naprzeciw giganta.
Na fotce – fińska OT po rozbiciu sowieckiej dywizji zmechanizowanej w bitwie na drodze Raate. Styczeń 1940 r.
O morzu i lądzie. 29 XI
O i jeszcze jedna francuska szanta. Morze okno na świat Zachodu. A nasz żywioł to bardziej suchy przestwór oceanu, naszym okrętem koń. Choć i morze przecież mamy. Jesteśmy pośrodku. Niemal dokładnie między Brukselą a Moskwą. I wcale to nie jest takie złe. https://www.youtube.com/watch?v=8I_vQHbmmaY
Na rocznicę Nocy Listopadowej. 29 XI
Dziś prawie okrągła rocznica wybuchu powstania listopadowego. Modne jest w kręgach „konfederackich” uznawanie go za prowokację i skrajną nieodpowiedzialność. Mam inne zdanie. Ta wojna musiała wybuchnąć. Na ówczesnym, nazwijmy to „społeczno-politycznym etapem rozwoju” Rosji i przy takiej a nie innej osobowości ówczesnego cara ta wojna musiała wybuchnąć. Bo nie było możliwości na istnienie takiego „wrzodu” jak republikańska polska autonomia w składzie Imperium. Szkoda tylko, że nie dało rady zaczekać do wojny krymskiej…
Podobnie nazywa się głupotą i prowokacją insurekcję kościuszkowską. A niby trzeba było czekać na panowanie Pawła I, który Polaków lubił a do tego robił wszystko na opak działań jego babki katarzyny Wielkiej. Problem w tym, że chyba za bardzo nie wiedziano jakie plany i wizje ma wnuk Katarzyny II. Wiedziano za to, że Rosjanie rozbrajają resztki polskiej armii. Wybrano obronę przed rabusiami. Alternatywą było poddać się bez walki. Pytanie co lepsze – gwałt analny czy brutalne pobicie? Wybraliśmy walkę, która skończyła się „butowaniem”. Mogliśmy wybrac gwałt. Mniej bolesny fizycznie, ale psychicznie… Może byśmy się rozpłynęli w szerokiej jak Syberia rosyjskości.
Neoendecy i inni prawacy lubują się też w nazywaniu Piłsudskiego „bandytą z Bezdan”. Dmowski jakoby miał być efektywny, wporwadził polskich posłów do Dumy. Zapytać wypada – czy ów parlament powstałby, gdyby przez Rosję nie przetaczała się fala rewolucji, której Piłsudski był jednym z najgroźniejszych dla caratu wodzów? Nie bardzo. Dmowski mógłby sobie co najwyżej pisać monity, deklaracje i książki…

Na obrazku – nasi sojusznicy z czasów powstania 1905 roku. To tak w kontekście porannego posta o spotkaniu admirałów Japonii i Rosji 😉

O „Czerwonych Ogonach”. 28 XI
„Walczyli z Niemcami i z uprzedzeniami” – historia czarnoskórych pilotów. I taka walka z rasizmem mi się podoba. Chłopaki nie grali ofiar, woleli być drapieżnikami Czarnymi panterami czy może bardziej czarnymi jaszczembiami

😉 Pokazali, że są nie gorsi. I takie równouprawnianie jest dobre dla samych „grup społecznie upośledzonych”. Parytety, „dodatkowe punkty” na dłuższą metę mogą mieć skutki odwrotne do zamierzonych https://www.youtube.com/watch?v=kIK1YSz1UgE
O sztuce Dalekiego Wschodu. 24 XI
Chłodno się zrobiło. Jak na tym japońskim obrazie poniżej. Japonia, Chiny, Korea – odrębny świat malarski, a nie gorszy od naszego. Bardzo lubię tą ich nastrojowość, impresyjność.
O relacjach II RP z „Zachodnimi Ukraińcami” 23 XI
Zawsze w listopadzie, gdy nadchodzą kolejne rocznice obrony Lwowa, przychodzą mi różne refleksje nt. stosunków polsko-ukraińskich. Dziś sobie tak myślę – czy w istocie wojna z Ukraińcami z lat 1918-1919 nie była swego rodzaju wojną domową? Wojną domową Galicjan, która szykowała się już od paru dekad wcześniej. Skoro była to swego rodzaju wojna domowa, to czemu Haliczan (Ukraińców z przedwojennych województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego) nie potraktowano tak jak się powinno potraktować przegranych w wojnie domowej? To znaczy po militarnym i politycznym rozbiciu wyciągnąć do nich rękę. Tak jak np. Waszyngton wyciągnął rękę do Południowców jakiś czas po zakończeniu wojny secesyjnej. Była na to szansa w latach 30-tych, gdy Ukraińcy z Polski zorientowali się, że los ich rodaków w ZSRR po zmianie polityki Kremla jest straszny. Niewiele z tego kompromisu wyszło bo sanacja wchłonęła ostatecznie ok. 1938 r. truciznę endeckiego nacjonalizmu. Zatruta znów zaczęła rozdrażniać Ukraińców-Haliczan i Ukraińców z Wołynia oraz wschodniej Lubelszczyzny. Drugą opcja, która mogliśmy wprowadzić w życie w międzywojniu to zrobienie tego samego co Stalin. Terror, deportacje i głód. Jesteśmy jednak Polakami, a nie Rosjanami czy Niemcami i ta opcja odpadała.Tak więc nasza polityka szła pośrodku. Ani z Ukraińcami się nie umieliśmy dogadać, ani ich sterroryzować. Efekty tej drogi były tragiczne.. Starczyło dwa lata panowania Stalina i rok Hitlera na południowo-wschodnich ziemiach II RP by rząd dusz wśród miejscowych Ukraińców przejęli rzeźnicy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
P.S. Jak macie jakie pytania to piszcie w komentarzach.
O wojnie II światowej na morzach i oceanach. 22 XI
Tak przy okazji filmu o Uboocie, który oglądam. Czy Państwa Osi mogły wygrać? Możliwe, ale trzeba było splotu okoliczności. Wygrać na wschodzie, tak jak podczas I wojny światowej. Lub przynajmniej zremisować, zawrzeć rozejm. Tak samo na Dalekim Wschodzie – wyprowadzić jak najwięcej wojsk japońskich z ogromnych chińskich przestrzeni. Skupić się na wojnie na morzach i oceanach. Chyba, bo i pewnie to by nie pomogło. Patrząc jednak na poziom życia w RFN i Japonii, a na poziom życia w Polsce, b. ZSRR czy na Filipinach można się zastanawiać, kto wygrał, a kto przegrał tą wojnę.
O przemówieniu Zandberga w Sejmie. 20 XI
Niektórzy mówią – szkoda, że PiS nie ma większości konstytucyjnej. Też tak czasem myślę. Częściej jednak myślę, że to dobrze, że taki Braun czy Zandberg jest w Sejmie. Ładnie mówią, a czasami zbliżają się do racji. Oczywiście (moim zdaniem) częściej nie mają, ale dobrze, że są

😛 Warto posłuchać – https://www.youtube.com/watch…
O historycznej hipokryzji
Bawi mnie wrażliwość historyczna polskiej lewicy. Lewi np. darzą ciężkim uczuciem nienawiści Brygadę Świętokrzyską NSZ ponieważ jej oficerowie doszli do taktycznego porozumienia z hitlerowcami by uratować swych ludzi przed nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną. Za NSZ nie przepadam, ale nie uważam taktycznej współpracy z III Rzeszą za coś obrzydliwego. Churchill współpracował taktycznie z ZSRR i nikt mu tego nie wypomina. Co więcej Churchill pił wódkę z Stalinem, a „Bohun” z Hitlerem nie.
Lewica polska uważa, że „Łupaszko” i „Bury” powinni zostać uznani za czarne charaktery ponieważ palili białoruskie wsie na Podlasiu. Tylko za co palili? Za to samo za co Churchill palił niemieckie miasta. Mieszkańcy tych wsi i ty miast ochoczo wspierali totalitarny, agresywny reżim z którymi Łupaszko”, „Bury” i Churchill prowadzili wojnę.
Lewica proponuje alternatywnych bohaterów. Na przykład bojowców OB PPS. Z całą sympatią do kolorytu rewolucyjnej walki z caratem – to byli terroryści. Nasi, prowadzący słuszną walkę, ale terroryści. Ci przynajmniej byli terrorystami cywilizowanymi. Lewica ma też bardziej krwawych idoli. Che Guevara, rezuskie armie hiszpańskich anarchistów itd. Wybacz lewico, „Łupaszko i „Bury” mają na koncie po klika dziesiątek ofiar cywilnych. Anarchistyczny i trockistowski terror w Hiszpanii to dziesiątki tysięcy. No, ale… „to byli nasi”.




