Spokój i Solidarność
Ostatnio zrobiło się trochę nerwowo. Wszędzie wokoło, także na Chutorniku. Czy w czymś pomagają nerwy? Ano w niczym. Spokój to stan który może w tej sytuacji pomóc. Zimna krew w spokojnych i bezpiecznych czasach nie jest to najważniejsza cecha charakteru. Czasy jednak trudne i groźne. Zimna krew… jest nam najbardziej potrzebna. Drugą absolutnie niezbędną jest też Solidarność. Nie chodzi tu oczywiście o związek zawodowy o tej nazwie 😉 Duże „S” z innych powodów. Zagraża Nam i „grypka” o śmiertelności dochodzącej miejscami do poziomu „hiszpanki”. Zagraża susza. Wisła wygląda jak rzeki w Sudanie Dogasły pożary w czarnobylskiej zonie, ale płoną biebrzańskie bagna (sic!). Setki tysięcy ludzi straciły pracę, firmy, wpadło w bardzo złą sytuację materialną. Przyszłość niepewna. Co może nam pomóc? Jeden do drugiego, dwóch do trzeciego. Na każdym poziomie. Solidarność przez duże „S”. Solidarność sąsiedzka, lokalna, narodowa, obywatelska, polityczna, ekonomiczna.
Oczywiście denerwują mnie ci co złoszczą się na rząd w sposób w jaki dzieci wściekają się na mamę, która ubiera im płaszcz antydeszczowy podczas ulewy. Denerwują foliarze, malkontenci i partyjno-internetowi wojownicy. Denerwuje rząd i opozycja. Denerwuje policja. Czy jednak mamy jakiś inny wybór niż działać razem?
P.S.
I nie zapominajmy o poczuciu humoru. Poniżej najlepsza moim zdaniem „pandemiczna pasta” jaką znalazłem w przestrzeni internetów 😉
Radzę Ci uważać podczas korzystania z aplikacji typu Tinder w czasach epidemii. Ku przestrodze opowiem moją historię. Jeszcze w marcu zacząłem pisać z pewną dziewczyną – Moniką – studentką drugiego roku medycyny. Zauważyłem w tle jednego z jej zdjjęć narty i zagadałem na ten temat, ponieważ też dużo jeżdżę. Opowiedziała mi, że była w tym roku raz pojeździć na nartach we Włoszech i bardzo żałuje, że w najbliższym czasie nie będzie mogła wrócić do tego pięknego kraju. Zwróciłem jej uwagę na to, że to zachowanie były ryzykowne, a ona odpowiedziała na to, że żyje się tylko raz i bez ryzyka nie ma zabawy. Bardzo mi to zaimponowało. Wczoraj z racji zniesionego zakazu wyjścia do parków w końcu odważyłem się i zaprosiłem ją na spacer. Byłem zaskoczony, że przyjęła to z entuzjazmem i nawet między wierszami zasugerowała, że w końcu zobaczy mojego he he siusiaka. Już na początku spotkania powinna mi się zapalić lampka ostrzegawcza, kiedy zwróciłem jej uwagę na to, że ma podkrążone oczy. Powiedziała z lekkim wyrzutem, że przecież na medycynie musi cały czas zakuwać do egzaminów. Jak spytałem, co to za egzaminy odbywają się teraz, kiedy uczelnie są zamknięte to zmieniła temat. Olałem to, bo jednak wcześniej dobrze nam się rozmawiało i uznałem, że spędzimy ten czas miło. Okazało się, że oboje byliśmy sobą oczarowani, przeszliśmy wzdłuż i wszerz całe Pole Mokotowskie, rozmawiając na temat jeżdżenia na nartach i naszych marzeń. Pod koniec, pamiętając o jej stosunku do ryzyka, postanowiłem złapać ją za rękę. Powiedziała, że tylko na to czekała, i że teraz mogę jej zdjąć maseczkę, bo bardzo chce mnie pocałować. A ja głupi, zaślepiony wizją bolcowania młodej studentki zdjąłem jej tę maseczką skrywa się nie 22-letnia studentka medycyny, ale pan minister zdrowia Łukasz Szumowski. Powiedział mi, że to złapanie za rękę było naruszeniem ustawy o zapobieganiu epidemii i niniejszym nakłada na mnie karę administracyjną w wysokości 30 tysięcy złotych. Dodał, że nie śpi nocami właśnie po to, żeby złowić takich jeleni jak ja. Teraz czekam na patrol policji, który ma mnie odwieźć do domu na kwarantannę…