Zachować się jak trzeba
Cena duża, ale i victoria będzie niemała
Nie ma co płakać, ani się złościć nad tym co Nas spotkało. Bywa. Nieszczęścia chodzą po ludziach, kataklizmy naturalne są naturalne, a wszyscy prędzej czy później umrzemy. Dziś toczymy wojnę z wirusem i patrząc na statystyki Polska radzi sobie na niej całkiem nieźle. Wygramy, ale zapłacimy oczywiście za to cenę. Czy jednak mogliśmy się zachować inaczej? Nie wiem, być może okaże się, że rząd Szwecji miał rację, na razie wydaje się jednak, że decyzje jakie zostały podjęte były słuszne. Możemy spokojnie spojrzeć w lustro. Zachowaliśmy się jak trzeba. Zachować sie jak trzeba to lepsze niż wesele na 500 gości bez kredytu nań. Lepsze niż złote buty. Lepsze niż posiadanie zamku z czterema basztami. A cena jaką płacimy za skuteczne ograniczanie liczby zarażeń i zgonów jest owszem wysoka, ale też trzeba pamiętać, że kryzys ekonomiczny przyszedł by i bez pandemii chińskiego koronawirusa. Niestety kapitalizm ma tą wadę, że co jakiś czas koniunktura dobra się nie trwa wiecznie. Co jakiś czas są spowolnienia i recesje.
Jarek ogarnij się
Oczywiście nie wszystko działa tak jak powinno. Obóz rządowy parokrotnie zachował się jak „późna Platforma”, albo i gorzej. 10 kwietnia zamiast jednoczyć tylko rozdrażnił obywateli. Także tych głosujących na PiS. Czy naprawdę Kaczyński, Duda i Morawiecki nie mogli przybyć pod pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej w różnych godzinach? Tak samo czy Prezes naprawdę musiał odwiedzać osobiście grób matki skoro zwykłemu Polakowi nie wolno tego robić teraz? Alienacja i arogancja władzy to bardzo szkodliwa cechy i tak wytrawny gracz jak Jarek musi to wiedzieć. Tak samo jak coraz bardziej bezsensownie wygląda pomysł by wybory prezydenckie odbyły się w wyznaczonym terminie. Oczywiście można się powoływać na przykład Bawarii i Korei Południowej tylko czy to aby na pewno dobre przykłady w tym względzie? Są jeszcze kwestie niby drobniejsze, ale stawiające obóz rządowy w złym świetle. Groteskowa „Szkoła w Telewizji„, polowanie na samotnych wędkarzy i rowerzystów, niejasne regulacje „antypandemiczne” połączone z drakońskimi karami, nie najlepsza komunikacja na linii władza-zwykli ludzie. Mimo wszystko jednak, z historycznego punktu widzenia, najważniejsza jest liczba ofiar. Im mniejsza tym wyżej należy ocenić działania poszczególnych rządów.
My się też ogarnijmy
Nie tylko rząd jest irytujący. My – obywatele też. Zaczynamy się powoli zachowywać jak banda histeryków. Oczywiście jeśli ktoś stracił pracę, jego biznes padł to tak, może być zrozpaczony. Mówię jednak o czymś innym. O tych wszystkich co „nie wytrzymują tej kwarantanny” . Zadać wypada takim ludziom proste pytanie. Czy ta kwarantanna polega na tym, że siedzisz w schronie-piwnicy żywiąc się zupą z obierków od ziemniaków czy raczej na tym, że leżysz przez telewizorem i zajadasz czipsy? A jak masz już dość seriali i filmików na Youtube to zamów model do sklejania w sklepie internetowym, albo rób pompki. Drażni mnie to jojczenie niemożebnie. No nie jest lekko, szczególnie ludziom mieszkającym w mieszkaniu w bloku, z małymi dziećmi. Owszem lekko nie jest, ale bywało gorzej i może być gorzej. Nie ma głodu, na głowę nie sypią się bomby i pociski. Nie trzeba mieszkać w piwnicach, ziemiankach czy namiotach. Nie ma łapanek, ani wojennego poboru, ani snajperów którzy mogą człowieka ustrzelić podczas drogi do sklepu. Trochę godnej postawy się przyda. Bo nie łudźmy się – historycy to wszystko opiszą za 50 czy 100 lat. Nasze jojczenia także.
Do zobaczenia za tydzień 😉
Pamiętajmy – to nie jest zabawa. A jak ktoś jeszcze myśli, że zabawa i „zwykła grypka” to niech popatrzy na statystyki koronawirusowych zgonów w USA (zbiorowe groby na przedmieściach NYC), Hiszpanii (miejskie lodowisko w Madrycie zamienione na kostnicę), Francji, UK (gdzie Covid-19 omal nie zabił premiera) czy Włoszech (słynne konwoje-kondukty z Bergamo). Przed nami szczyt epidemicznej fali. Walka trwa. Ta kampania nie jest jeszcze wygrana, a wchodzimy w fazę taką jak w sierpniu 1920 pod Warszawą. Miejmy nadzieję, że wygramy to bitwę, kampanię i wojnę.
Znikam na parę dni, bo ostatnio zająłem się wojowaniem z wuhanką. Nie, żadne tam bohaterstwo. To co robię można nazwać „działaniem na zapleczu frontu”. Bohaterami jest personel szpitali zakaźnych, ratownicy z karetek, itp. personel. Do poczytania!
Wpis dedykuję mojej ciotce Annie „Hani” Winnickiej-Moniez. Hania to Amerykanka rodem z Posady Jaśliskiej. Z zawodu pielęgniarka, obecnie służy w szpitalu zakaźnym w New Jersey. A to okolice, gdzie SARS CoV2 jedno z największych żniw na świecie i w jej przypadku „służba na froncie” nie jest żadną przesadą, kabotyństwem czy czczą przechwałką. W jej szpitalu wirus z Wuhanu zabił dwóch jej kolegów z pracy.