Kto wygrał?
Tego szczególnego dnia można zastanawiać się czy tą największą z wojen, która zaczęła się właśnie u nas, wygraliśmy czy przegraliśmy? Co to za wygrana bez Lwowa i Wilna? Lecz przecież Kolberg znów jest Kołobrzegiem, a Generalplan Ost nie został zrealizowany. Więc chyba rzec można, że w największej z wojen byliśmy i wygranymi i przegranymi. Modne jest ostatnio słowo „niebinarność„. O ile jeśli chodzi o tożsamość płciową istnienie czegoś takiego jest co najmniej dyskusyjne 😉 to jeśli chodzi o historię jest zupełnie inaczej. Historia to nie koszykówka. Nie ma tylko czarnego i bialego, nie ma smaych 0 i 1. Tu można przegrać i wygrać jednocześnie. Nie tylko my i wygraliśmy i przegraliśmy tę wojnę.
Nad Kraljevom ziva vatra seva
Dawno, dawno temu… było w Europie państwo o nazwie Jugosławia – Kraj Słowian Południowych. Jugosławia teoretycznie zwyciężyła. Większość terytorium zostało wyzwolone od okupacji przez jugosłowiańską partyzantkę. Partyzantkę, która przekształciła się pod koniec konfliktu w niemal milionowe, regularne wojsko. Dysponujące lotnictwem, marynarką wojenną i pokaźna liczbą czołgów. Oczywiście, wbrew znanej piosence, nie obyło się bez pomocy (i to niemałej) zarówno Anglosasów, ale i Sowietów. Nie mniej zbrojne samowyzwolenie okupowanego kraju było ewenementem w tej wojnie.
Jak to bywa na Bałkanach historia nie może być zbyt prostą. Walczyły przeciw niemieckiemu okupantowi i jego sojusznikom nie jedna, a (sic!) dwie jugosławiańskie armie. Jedna walczyła i zwyciężała pod trójkolorowym sztandarem z czerwoną gwiazdą. Chorągiew drugiej była czarna, ozdobiona trupią czaszką. Była to armia Królestwa Jugosławii, a jej partyzantów nazywano czetnikami. Co zresztą oznacza dokładnie to samo co partyzanci. Ta armia przegrała w 1945 roku. Wódz tej drugiej, generał Dragoljub „Draża” Mihailović zawisł w 1946 roku na szubienicy. Stało się to z rozkazu (formalnie z wyroku sądu) marszałka Josipa Broza-Tito. Dla jednych 'Draża” to tragiczny bohater zdradzony przez zachodnich sojuszników. Porzucony przez swojego króla w imieniu którego walczył. Dla innych zbrodniarz wojenny, którego armia dokonywała krwawych czystek etnicznych w imię Wielkiej Serbii. Zdrajca Jugosławii, którego armia chętniej walczyła z rodakami niż z Niemcami.

Partyzanci Tity podczas odwrotu przez góry Bośni.
Czy jednak marszałek Tito na pewno był tryumfatorem? Teoretycznie tak. Pokonał na swoim terenie wrogów zewnętrznych – Niemców, Włochów, Bułgarów, Węgrów. Rozbił wrogów wewnętrznych. Królewską Jugosławię, upiorne Niezależne Państwo Chorwackie, bosniackich i albańskich SS-manów, serbskich kolaborantów. Więcej – jego armii bał się po wojnie sam Stalin. Zrezygnował z inwazji na Jugosławię. Co prawda komunistyczną, ale nie mającą ochoty tańczyć do moskiewskiej harmoszki. Później „Titostan” umiejętnie balansowała między blokami zachodnim i wschodnim. Wewnątrz także panował pozorny balans. Łączono elementy realnego socjalizmu i wolnego rynku. Zdawało się też, że pogodzono interesy wszystkich nacji zamieszkujących kraj. Państwo to, mimo tej pozornej stabilności , rozpadło się wśród huku dział. Stało się to zaledwie 11 lat od śmierci jego twórcy. Wiosną 1991 roku rozpoczęła się jakby dogrywka etnicznych walk z lat 1941-1945. Młodzi mężczyźni ucharakteryzowani na mieszaninę Johna Rambo z odpowiednio „czetnikiem”, „ustaszem’„, „mudżahedinem” pozowali do bojowych zdjęć. Biegali, strzelali i pokrzykiwali po górskich lasach, uroczych miasteczkach i kukurydzianych polach. To była taka rekonstrukcja historyczna. Tylko, że strzelano ostrą amunicją. Płynęła prawdziwa krew. Płonęły znów wsie,a nie makiety zbudowane na potrzeby show. Jugosławia socjalistyczna przegrała więc II wojnę światową, skoro upadła w wyniku jej lokalnej, bałkańskiej II tury. Przegrana z opóźnieniem jest także przegraną.
Meie maast ida pool
Chciałbym żeby Polska przegrała wojnę, którą teoretycznie wygrała, w taki sposób w jaki poniosła porażkę Finlandia. Miała zimą 1939/1940 zostać kolejną ofiarą paktu niemieckiego-sowieckiego. Mimo teoretycznej totalnej przewagi Sowietów odparła inwazję. Gdy w czerwcu 1941 roku Niemcy napadli na Sowietów przyłączyła się do agresorów by bić … agresora. Finowie nie chcieli się zbytnio angażować w megalomańsko-ludobójcze plany Hitlera. Odbili co utracili w 1940 roku i trzymali straż na pozycjach. W 1944 Armia Czerwona ruszyła do serii ofensyw. Od Bałtyku do Morza Czarnego szło uderzenie za uderzeniem. Jedno poszło na Helsinki. Finowie z pomocą niemieckiego sojusznika odparli kolejną wielką inwazję na swój kraj. Po czym go porzucili. Wiedzieli, że III Rzesza przegrała wojnę. Stalin zgodził się na rozejm. Nie chciał marnować sił potrzebnych do ataku w kierunku Berlina. Finlandia musiała jednak zapłacić sowity okup, a także zaatakować dawnego sojusznika. Z początku starano się symulować walki fińsko-niemieckie. Trwało to jakiś czas. Dopóty Stalin się nie zorientował. Wtedy zaczęła się finsko-niemiecka wojna na serio. Niemcy cofali się przez ośnieżoną Laponię w stronę Norwegii. Paląć, wysadzając w powietrze i minując co się da. Wiosną 1945 roku wojna w Europie się skończyła także dla Finów. Do 1991 roku pozostali w orbicie wpływów politycznych Moskwy. Ich gospodarka była mocno powiązana z systemem gospodarczym „Bloku Demokracji Ludowych„. Nie stali się jednak Ludową Demokracją, a wiadomo, że ta różni się od normalnej demokracji jak krzesło elektryczne od zwykłego krzesła. Przegrali, ale wygrali.
Na południowym brzegu Zatoki Finskiej leży Estonia. Estończycy to bliscy krewniacy Finów. Coś jak Serbowie i Czarnogórcy czy Czesi i Słowacy. Im nie powiodło się tak dobrze. Estonia także padła ofiarą zmowy Hitlera ze Stalinem. Już jesienią 1939 za pomocą szantażu wymuszono na rządzie w Tallinnie rozmieszczenie baz Armii Czerwonej. W czerwcu 1940 zaczęła się pełnoskalowa inwazja. Estończycy, którzy w latach 1918-1920 stoczyli zwycięzką wojnę z armią bolszewicką tym razem poddali się bez walki. Totalitarny system nie chciał jednak jedynie podporządkowania, chciał totalnego przeorania politycznego i społeczno-ekonomicznego zajętego terytorium. Szybko mokradła i puszcze zapełniły się uciekinierami. Ukrywano się przed poborem, przed NKWD. Latem 1941 roku, gdy przyjaźń Berlina i Moskwy skończyła się „Barbarossą” w tym małym kraju Wermacht witano jak wyzwolicieli. Wybuchło spontaniczne narodowe powstanie. Potem zaczęła się okupacja niemiecka. Niemcy traktowali Estończyków lepiej niż Słowian. Kraju im jednak nie reaktywowali. Chętnie zaś widzieli ich w roli askarysów – bitnych wojsk kolonialnych. I żołnierz estoński bił się jak lew z godła swojego kraju. Nie za nazizm i Niemców (których zresztą nie lubił z powodu historycznych zaszłości) tylko ze strachu przed powrotem NKWD. W 1944 Armia Czerwona zmiażdżyła regularny opór na opisywanym terytorium. Część estońskich żołnierzy, którzy nie zginęli i nie dostali się do niewoli wycofała się razem z Niemcami na zachód. Wielu innych dezerterowalo. Nie mieli ochoty dalej walczyć u niemieckiego boku, a walczyć z Sowietami nadal chcieli. Do końca światowej wojny ubyło 1/4 ludności kraju. I nie był to koniec przemocy. W Estonii nie ma takich gór jak w Jugosławii, ale są wielkie lasy i liczne bagna. Jest się gdzie kryć. Podjazdowa wojna trwała jeszcze długo. Moskwa stłumiła opór deportując wiele chłopskich rodzin stanowiących zaplecze partyzantów. Na ich miejsce sprowadzano Rosjan. Niedobitki partyzantów były tropione i niszczone. Ostatni z estońskich „Leśnych Braci” poległ w walce z KGB 15 lat po śmierci naszego „Lalka„. Estonia swoją wojnę przegrała. Tyle, że … także czasowo. Wszak Związku Radzieckiego już nie ma, a estońskie wojsko jest strażą NATO u bram Petersburga.
Partyzancki kraj
Nieco inaczej rzecz się miała na południe od Estonii. Białorusini w 1939 roku walczyli w szeregach odpowiednio – ci z zachodu Wojska Polskiego, ci ze wschodu Armii Czerwonej. Potem przyszło „zjednoczenie” tego kraju pod władzą Stalina. Sukces? Zważywszy kto jednoczył chyba niekoniecznie. W dalszej perpektywie czasowej jest inaczej. Stalina już nie ma, nie ma Związku Radzieckiego, a granice Białorusi sięgają dużo dalej. Pytanie tylko czy szersze granice są warte statusu państwa półzależnego? Najstraszliwszy okres światowego konfliktu rozpoczął się dla Białorusi 22 czerwca 1941 roku. Niemców, jak wszędzie ma wschodzie, witano raczej przyjaźnie. Bywało entuzjastycznie. Właściwie tylko Żydzi mieli coś do stracenia. Dla całej reszty „żeby grafy, pany, żeby sam diabeł byle nie bolszewiki„. I diabeł przyszedł. Nie reaktywowano Białoruskiej Republiki Ludowej, Wielkiego Księstwa Ludowego. Zamiast tego uznano Białorusinów jak większość Słowian za podludzi . Hitlerowcy sprawili, że puszcze i bagna zaroiły się od bojowników walczących pod czerwonymi sztandarami. Wojna na tyłach dostała potężne wsparcie ze strony „Wielkiej Ziemi” (z terenów kontrolowanych przez Armię Czerwonę). Drogą lotniczą i przez luki w froncie przerzucano rannych, broń, amunicję, sprzęt, oddziały specjalnego przeznaczenia, a nawet większe zgrupowania kawalerii. Podobnie jak w przypadku podziemnej armii Tity także tutaj dzięki zrzutom i mosto powietrznym leśna armia urosła na potęgę. Tak samo jak armia Tity czerwone dowództwo na Białorusi nie liczyło się z krwawymi odwetami okupanta. Rzezie dokonywane przez generała Dirlewangera i jemu podobnych „specjalistów” tworzyły masy ludzkie, którzy nie mieli nic do stracenia. Dla których las i partyzantka były jedyną szansą przetrwania.
Pojawili się też oczywiście Białoruscy kolaboranci. Do proniemieckich formacji wstępowali z różnych przyczyn. Jednym wydawało się, że III Rzesza jednak wygra. Inni bardziej nienawidzili bolszewików niż hitlerowców. Jeszcze inni robili to ze strachu. Była to jednak mniejszość. Byli też Białorusini walczący w szeregach banderowców czy „legionistów” (Armii Krajowej). Tych też było niewielu. Może gdyby AK miała stały dopływ środków do walki więcej było by białoruskich „legionistów” w dziejszej zachodniej części tego kraju . To jednak Stalin dawał naboje, którymi można było bronić swoich wsi i zabijać Germańca.
Latem 1944 przez Białoruś przeszedł huragan ognia i stali. Najpotężniejsza ofensywa w historii rozszarpała niemiecką Grupę Armii „Środek”. Od tamtej pory mieszkańcy tej sowieckiej republiki byli znów wcielani do regularnych sił Armii Czerwonej. I szli na Berlin! Za… tu pojawia się pytanie za co? Za Matkę Rosję? Za Kraj Rad i Stalina? Za sowiecką Białoruś? A może po to by mścić stosy trupów i zgliszcza? By dobić hitlerowskiego gada, który niósł Słowianom ludobójstwo i niewolnictwo? Białoruś wygrała wojnę bo Hitler nie zrealizował swego planu. Było to jednak zaiste pyrrusowe zwycięstwo.

Białoruś, walka z niemiecką ekspedycją karną.
Smok przeciw Imperium Wschodzącego Słońca
Kiedy rozpoczęłą się II wojna światowa? Skomplikowane pytanie. Dla Dalekiego Wschodu i Pacyfiku było to, w zależności jak patrzeć 7 XII 1941 lub… 7 VII 1937 kiedy to Japończycy rozpoczęli najazd na pograżone w wojnie domowej Chiny. Tak właściwie podbój rozpoczęli już w 1932 roku kiedy Republika Chińska oddała bez walki (tak jak Ukraina Krym) bogatą w surowce i uprzmysłowioną prowincję Mandżuria. Pięć lat później przywódca chiński Czang Kaj-szek postanowił stawić opór. Zawarł też rozejm z wodzem tamtejszych komunistów Mao Zedongiem. Rozpoczęłą się trwająca osiem lat wojna. Agresorzy parli cały czas na zachód. Wojska Czanga były rozbijane, okrążane, cofały się. Jednak żołnierzy chińskich było zawsze dużo. Bosi, obdarci, słabo uzbrojeni, ale liczni. Ich kraj był ogromny. Było gdzie się cofać. Na miejsce rozbitych dywizji, korpusów, armii formowano kolejne. Armia chińska dostała wsparcie. Nad Himalajami przelatywały transportowe samoloty, a przez dzikie góry Birmy przebito drogi zaopetrzeniowe. Na japońskich tyłach walczyli liczni partyzanci. Nie pomogła okrutnym „samurajom” taktyka „3 x Z”. Tj. „zabrać wszystko, co nie da się zabrać zniszczyć, ludzi zabić. Nie pomogła broń chemiczna. Chińczyków było za dużo by ich wszystkich zabić. Ugrzęźli tracąc ludzi, sprzęt, pieniądze, czas. Nie mogli użyć ogromnej liczby żołnierzy na innych frontach. Do podboju Brytyjskich Indii, ani do obrony przed Amerykanami wysp Pacyfiku. 2 września 1945 roku Cesarstwo Wschodzącego Słońca skapitulowało bezwarunkowo. Przed państwami Angolsasami, Sowietami, Holandią i Francją i oczywiście Republiką Chińską. Teoretycznie Chiny tryumfowały.

Mongolscy kawalerzyści podczas walk z Japończykami. Żołnierze Mikada zapuścili się, aż tak daleko.
Historia to jednak nie jest sport i nie ma jednoznacznych wyników. Wygłodzona, wypalona Japonia znalazła się pod amerykańską okupacją. Bardzo łagodną okupacją. Szybko odbudowała się i rozwinęła w mocarstwo ekonomiczne. Natomiast Tuż po wojnie wznowiono w Chinach wojnę domową. W 1949 powstała Chińska Republika Ludowa, Republika Chińska wycofała się z resztkami swej armii na wyspę Tajwan. Kontynentalna cześć Państwa Środka dostała się w łapy Mao. Jego rządy to czas szaleństwa i śmierci. Kto więc wygrał tę wojnę? Chiny czy Japonia? Idźmy jednak dalej. Mao oprócz tego, że był bolszewikiem i ludojadem, był też chińskim nacjonalistą. Tak samo jak Czang. Po jego śmierci w chińskiej partii komunistycznej coraz mniej było komunizmu, a coraz więcej nacjonalizmu. Za to dziejszą Japonię można nazwać „Cesarstwem nie Wschodzącego, a Zachodzącego Słońca”. Chiny Ludowe są natomiast supermocarstwem. Na rok 2020 musimy chyba jednak uznać chińskie zwycięstwo Czerwonego Smoka.
Division Azul
Hiszpania oficjalnie udziału w wojnie nie brała. To oficjalnie. Nieoficjalnie Malarz z Wąsikiem długo namawiał hiszpańskiego dyktatora to zaatkowania „Skały” czyli Gibraltaru. Brytyjczycy nie dali by rady odeprzeć szturmu. Zdobycie zaś tego punktu odcięło by Morze Śródziemne i morską drogę do Azji via Kanał Sueski. Generał Franko nie chciał stawiać na niemiecką kartę, zbywał niemieckiego fuhrera. Doprowadzając go do stwierdzeń typu „wolę mieć wyrwanego zdrowego zęba niż kolejny raz z nim (Franko) rozmawiać”. Hiszpania zgodziła się jednak na udział w „krucjacie przeciwko bolszewizmowi”. Na froncie wschodnim od lata 1941 roku do jesieni 1943 roku walczyła „Błękitna Dywizja„. Wsławiła się wytrwałością i walecznością, ale także humanitaryzmem w stosunku do jeńców i cywilów. Jesienią 1943 Franko, widząc już jaki będzie wynik wojny, „zwinął interes”. Hiszpania wyszła z wojny bez szwanku, a wraz z nastaniem Zimnej Wojny stała się jednym z ważniejszych sojuszników USA.
Poza „Błekitną Dywizją” wielu obywateli Hiszpanii walczyło po obu stronach, można rzec prywatnie. Cześć żołnierzy „Błękitnej” wstąpił do Waffen SS. Natomiast po stronie przeciwników Hitlera stanęło wielu emigrantów politycznych, którzy zbiegli z Hiszpanii po upadku tzw. Republiki.

Hiszpańskie natarcie pod Leningradem.
Nie ma tylko zer i jedynek
To tylko kilka przykładów. Czy jakiś kraj był w tej wojnie jednoznacnzym zwycięzcą? Chyba tylko Stany Zjednoczone Ameryki. Ten kraj wygrał bezapelacyjnie. Co nie oznacza, że wygrał na zawsze….
Tak jakby przypisy
Na fotce – fińscy komandosi sfotografowani podczas wojny kontynuacyjnej (1941-1944). Ten w środku to Lauri Torni alias Larry Thorne. Najsłynniejszy fiński zagończyk. Poległ w Wietnamie w stopniu kapitana Zielonych Beretów.
„Nad Kraljevom” – to tytuł czetnickiej, rzewnej piosenki partyzanckiej.
„Meie maast ida pool” – piosenka „Lesnych Braci” na melodię… sowieckiej pieśni „Jeśli jutro wojna”. Na pewno znacie tą melodię, bo do niej napisano też „Chłopców silnych jak stal”.
„Partyzanckie kraje” – tak nazywano terytoria opanowane przez sowieckich partyznatów.
Divison Azul – po hiszpańsku po prostu „Błekitna Dywizja”.
Tekst nie ma (w żaden sposób) charakteru naukowego. To taka zajawka – chcecie wiedzieć więcej czytajcie książki 😉
P.S.
Można zadać sobie jeszcze jedno pytanie. W latach 60-tych władze komunistyczne zaczęły masowo wypuszczać „na Zachód” mieszkańców swojego kraju. Gdzie pracowali „Jugole”? Ano najcześciej na budowach i plantacjach w RFN i Austrii. Kto więc wygrał? Tito czy Niemcy? Jeśli Niemcy przegrali czemu to nie oni jeździli w tamtych czasach do kraju Titostanu by na przykład zbierać śliwki na rakiję?
P.S. 2
Kiedyś podczas pracy w archiwum natknąłem się na zeznania ws. festynu. Zeznania ponieważ nie był to zwykły festyn. Urządzono go z okazji 1 rocznicy najazdu na Polskę. Jedna z głównych atrakcji oprócz piwa i pieczonej kiełbasy było zabijanie Polaków. Taka festynowa strzelnica. Dwie młode sekretarki poprosiły o możliwość wzięcia udziału w zabawie. Zapewne było bardzo wesoło. Nie ma to jak zjeść pyszna kiełbaskę, wypić parę piwek i nauczyć urocza blondynkę jak celnie strzelać do zakładników…