Arcykibol cz. 1


Chuligańska kariera

Arkan to najbardziej znany pseudonim Żeljko Rażnatovicia. Najsłynniejszego serbskiego gangstera, zbrodniarza wojennego, miłośnika futbolu, a dla niektórych inkarnację dawnych serbskich bohaterów. Urodził się w 1952 roku w Breżicach leżacych dziś w niepodległej Słowenii. Młody Żelko był wychowywany twardą ręką przez ojca – pułkownika lotnictwa. Dokładniej dwoma rękoma, którymi tato go łapał, podnosił w górę i ciskał. A to o ścianę, a to o podłogę. Ciskanie na wiele się nie zdało, bo chłopak zamiast wojskowym postanowił zostać bandytą. Jak postanowił tak i zrobił. Pierwszego napadu dokonał w wieku lat czternastu. Dał się złapać, a poprawczak okazał się gorszakiem. Co prawda po wyjściu tato stwierdził, że chłopak jest co prawda trudny, ale za to twardy. Ogłosił więc swą wolę „zostaniesz oficerem marynarki”. Ten jednak, gdy tylko stuknęły mu odpowiednie lata, korzystając z liberalnej polityki paszportowej Tity, wyjechał na Zachód. Nie harował jednak na budowach, nie pocił się zbierając szparagi na polach bauerów. Zaczął robić to w czym był naprawdę dobry. Okradać Niemców (mszcząc przy okazji nazistowskie zbrodnie) i inne zachodnie nacje. Wyspecjalizował się w napadach na banki i włamach. Z zachodnioeuropejskich więzień i aresztów najzwyczajniej uciekał. Pewnego razu wpadł na salę sądową podczas rozprawy na której sądzono jego kumpla. Wyszli razem z pistoletami w dłoniach. Jednocześnie rozpoczął współpracę z jugosławiańskim służbami, które zwróciły uwagę na jego umiejętności. W 1983 wrócił do Ojczyzny. Nadal trochę zbójował i zapewne nadal współpracował z bezpieką. Oprócz bandytki lubił też futbol i atmosferę stadionu. Szybko piął się po szczeblach kariery w środowisku fanatyków belgradzkiej Cervenej Zvezdy. Wielu twierdzi, że robił to nie tyle z miłości do klubu i własnej ambicji co z polecenia komunistycznych służb. Komuniści serbscy przepoczwarzali się wtedy w gorliwych nacjonalistów. Część zapewne robiła to szczerze, część z wyrachowania. Niewątpliwie ten „wielkoserbski chrzest” przydał się bardzo dla zachowania przez nich władzy.

Jako wódz kiboli wprowadził wśród nich qasi-wojskową dyscyplinę. Zarządził jasno i wyraźnie swoją wolę. Brzmiała ona tak: „Ma być mniej białych proszków, dziewczynek i rakiji a więcej sportu”. Z naciskiem na sporty walki. Za czasów jego przywództwa zmienił się przydomek chuliganów Zvezdy. Z „Cyganów” stali się „Delijami„. Delije to po serbsko-chorwacku (był kiedyś taki język) oznacza bohatera, walecznego wojownika. Głównym rywalem bojówek Arkana byli „Grabarze” – kibice FK Partizana. Także z Belgradu. To byli wrogowie, ale tacy swojscy. Z podwórka. Byli i wrogowie nie tylko futbolowi, ale i etniczni. Kibice takich klubów jak Dinamo Zagrzeb czy Hajduk Split. Nasz antyboahter w 1990 dowodził podczas słynnych zamieszek na meczu Zvezdy z Dinamem. Ten mecz uznaje się za symboliczny początek wojny między Serbami a Chorwatami. Symboliczny bo pierwsze strzały padły niecały rok później.

Ze stadionów na front

W 1991 spełnił marzenie ojca. Został oficerem. I to nie byle jakim – dowodził swoją własną, półprywatną armią. Oficjalnie nazywała się Serbska Straż Ochotnicza. Skąd bandyta na takim stanowisku? Wiosną 1991 roku Jugosławia zaczęła się rozsypywać na całego. Chorwaci i Słoweńcy zaczęli przeć do secesji. O ile Słowenia była prawie monoetniczna, to w Chorwacji istniały zwarte regiony zamieszkałe głównie przez Serbów. Jeszcze przed niepodległosciowym referendum serbscy chłopi zaczęli ustawiać swoje posterunki na drogach i formować oddziały samoobrony. Bali się odrodzenia (w tej czy innej formie) reżimu ustaszowskiego z czasów II wojny światowej. Ustasze czyli chorwaccy naziści mordowali Serbów masowo i często w bardzo okrutny sposób. Od wojny minęło zaledwie 46 lat, a reżym w Belgardzie skutecznie podsycał ten strach propagandą i amunicją. Do tego cześć chorwackich polityków i paramiliatrnych watażków odwoływała się wprost do reżymu Pavelicia. Padały pierwsze trupy, rosła zbiorowa psychoza po obu stronach. Niby ludzie nie chcieli wojny, ale wojna chciała ich. Kostucha już ostrzyła swoją kosę.

W czerwcu JNA czyli Jugosławiańska Armia Ludowa, wtedy właściwie już wojsko wielkoserbskie, rozpoczęła zbrojną interwencję w zbuntowanych republikach. Wojna w Słowenii trwała zaledwie 10 dni. Po krótkich starciach ze zbuntowanymi słoweńskimi wojskami OT, policjantami i uzbrojonymi cywilami JNA wycofała się z tego kraju. Natomiast w Chorwacji podburzeni Serbowie proklamowlai powstanie Republiki Serbskiej Krajiny. Otrzymała ona wszelakie wsparcie od Belgradu. Broni było, aż nadto. Wojsko było oczkiem w głowy marszałka Tito. W armijnych magazynach zalegały ogromne ilości broni, amunicji i sprzętu. Często całkiem nowoczesnego. W samej Serbii i Czarnogórze formowano paramilitarne oddziały „czetników” majace wesprzeć „Braci Serbów„. Składały się z żarliwych patriotów, kibiców piłkarskich, pół-wariatów, poszukiwaczy przygód, psychopatów, fascynatów ruchu czetnickiego z czasów II wojny światowej w końcu z wszelkiej maści bandziorów. Przybierały szumne i drapieżne nazwy – Białe Orły, Wilki, Osy, Pantery, Sokoły, Skorpiony. Najsilniejszą (w szczytowym momencie podobno 10 000 bojowników) tego typu formacją były Tygrysy Arkana bo tak zwano nieoficjalnie milicję będącą pod komendą Rażnatovycia.

Swobodny czas rozbójników

Pierwszą wielką bitwą w jakiej wzięła udział jego mała armia było oblężenie Vukovaru w Slawonii (region niedaleko granicy z Wegrami). Było to piękne kilkudziesięciotysięczne miasto. Perła habsburskiego baroku oraz rzeczny port nad Dunajem. Późnym latem 1991 miało pecha bo stanąła na drodze zmechanizowanego korpusu regularnej armii jugosławiańskiej wspieranej przez „czetnickie” watahy . Bronione było przez wielonarodowe pospolite ruszenie (także przez część vukovarskich Serbów) mieszkańców miasta. Wsparły ich oddziały ochotnicze, które przybyły z głębi kraju. Oddziały te, na co warto zwrócić uwagę, były złożone m.in z stadionowych chuliganów. Wytrwali, aż 87 dni. Mimo zmasowanych ataków z ziemi, powietrza a nawet z okrętów pływających po Dunaju. Vukovar zyskało dzięki temu miano „chorwackiego Stalingradu” tudzież „chorwackich Termopil”. I tak też po bitwie wyglądał. Po ostatecznym szturmie nastąpiła orgia gwałtów, grabieży i morderstw. Tak zaczynała się wojenna kariera naszego antyboahtera. Po Vukovarze „Tygrysy” zadomowiły się w Krajinie. Kwatera główna mieściła się w miasteczku Erdut. Zimą 1991/1992 jego chłopcy walczyli z Chorwatami. I czyścili „serbską ziemię” z „wrogiej nacji„. Instynkty hamowane w czasie pokoju tutaj mogły być realizowane bez oporów. Przy okazji zarabiano na rabunku i innych wojennych biznesach. Wojna żywiła wojnę.

Jak wojowała armijka wodza kiboli Cervenej Zvezdy? Dla wielu Serbów byli obrońcami narodu i prawosławnej wiary. Poza wielkoserbskim matrixem zyskali złą sławę bandytów, gwałcicieli i sadystów. Zbrodniczość tej formacji nie podlega wątpliwości. Natomiast o ich zdolnościach bojowych różnie już mówią. Jedni twierdzą, że byli frontową strażą pożarną, elitą rzucaną w bój na trudne odcinki. Inni, że było zupełnie na odwrót. Tygrysy zajmowały się głównie robotą, którą armia nie chciała sobie zbytnio brudzić rąk. To jest czystkami etnicznymi. Nie jestem w stanie odpowiedzieć – „było tak”, albo „było tak”.

Piekło Bośni

Wiosną 1992 roku wojna rozpaliła się w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie. Napięcie między narodami zamieszkującymi tę „Jugosławię w miniaturze” rosło już od jesienii 1991. Bośniaccy Serbowie obawiali się zdominowania przez liczniejszych Chorwatów i Boszniaków. Rosła agresja po obu stronach, wróciły upiory z przeszłości. Z czasów II wojny światowej. W kwietniu następnego roku zaczęły świstać kule. Podobno pierwszą ofiarą był… serbski pan młody. Zginął zabity przez snajpera na oczach panny młodej i weslenych gości. Czy tak było? Nie wiem. Tak opowiadają Serbowie.

Na pewno było tak: Po referendum secesyjnym Bośni i Hercegowiny, miejscowi rodacy Arkana ogłosił własną secesję. Powstała Republika Serbska. Stolicą tego państweka zostało Pale – turystyczna miejscowość w górach niedaleko Sarajewa. Armia Jugosławii co prawda oficjalnie wycofywała się z tego kraju. Realnie zostawiała armii rebelianckiej czołgi, działa bezodrzutowe, noktowizory, śmigłowce, magazyny amunicji, oficerów itd. itd. Militarne zasoby JNA w samej Bośni były wystarczające do stworzenia znaczącej siły. Siły, która miała rozstrzygnąć wynik wojny. 1,5 milionowe państewko w szybkim czasie wystawiło stutysięczną armię i weszło w posiadanie ok. 300 czołgów i setek dział. W Serbii i Czarnogórze tamtejszy odpowiednik WKU wyłapywał poborowych pochodzących z Bośni i przekazywał na front. Miloszewić podesłał także Karadziciowi i gen. Mladiciowi serbskie milicje. W góry Bośni ruszył więc i Arcykibol ze znaczącą cześcią swych band. W Krajinie sytuacja się uspokoiła. Nie było już wiele do wojowania. Nie było też już chorwackich dziewczyn do gwałcenia. Ani niespalonych chorwackich domów do rabowania. Natomiast nieco dalej na południe i owszem. Otwarła się wspaniała biznesowa nisza. Wkrótce i tutaj zasłynęli z dzikich okrucieństw.

Czyściciele

Polityka władz w Pale była od początku jasna. Posiadając militarną przewagę zająć jak najwięcej terenu. Następnie wyczyścić go z „ustaszy i Turków” jak nazywano Chorwatów i Boszniaków. Metoda faktów dokonanych. Ekonomią i PR-em nie zaprzątano sobie głowy. Do jesieni powstańcy zajęli ok. 70 % terytorium. Na opanowanych przez nich terenach rozpoczęła się orgia przemocy. Kobiety gwałcono masowo i z swoistą fantazją. Cześć sprzedawano do burdeli, albo zamykano w czymś co można nazwać owulacyjnych obozach koncentracyjnych. Reszty się domyślicie. Mężczyzn bito, okaleczano, „internowano”, czasem także gwałcono. Podrzynano jeńcom gardła a trupy wrzucano do rzek. Wieszano, rozstrzeliwano, przywiązywano ludzi do ogrodzeń i podpalano. Każdy zbój mógł spełnić każdą sadystyczno-seksualną zachciankę. 'Wrogie” wsie systematycznie grabiono i palono. Burzono koscioły i meczety. Zaorywano cmentarze.

Żeby było jasne wypędzali i dokonywali zbrodni. Wszyscy się nienawidzili, wszyscy chcieli zemsty, nikt zaś nie chciał wrogich wiosek na swoich tyłach. Wroga wioska to wszak oparcie dla partyznatów. Nie mniej zbrodnie dokonywane przez siły Republiki Serbskiej były najliczniejsze. „Tygrysy” miały w nich swój znaczący udział. Przy okazji nabijano zbójeckie sakiewki. Wojna to nie tylko rabunek. To okupy i haracze. To handel bronią, paliwami, narkotykami, alkoholem, fajkami. To wymuszanie myta na posterunkach pilnujących dróg. To dziewczyny brane w jasyr i sprzedawane do burdeli. Przeciętny „tygrysek” o ile nie zginął to przywiózł z wojny dobry pieniądz. Zarabiał także ich Komendant. Równolegle rozwijał biznes przemytniczny na terenie tzw. Nowej Jugosławii czyli Serbii i Czarnogóry. Sankcje i hiperinflacja spowodowały ogromny rozwój kontrabandy i czarnego rynku. Kto na tym zarabiał? Ci, których żywiła wojna – politycy, wojskowi i gangsterzy.

Ostatni rok wojny

Z czasem zapanował kompletny chaos. Chorwaci zaczęli wojować z Boszniakami, a nawet miejscami Boszniacy bili się miedzy sobą. Jednak w ostatnim roku wojny, w 1995 roku sytuacja była już inna. Belgrad dobity sankcjami nie był w stanie skutecznie pomagać ani Krajinie, ani rebeliantom z Bośni. Za to siły bośniacko-chorwackie znów zjednoczyły się przeciw Serbom. Do Zagrzebia i Sarajewa płynęła broń. Z USA, z RFN-u (zasoby armii NRD), z Iranu, z państw arabskich. Tysiące wojowników dżihadu wsparło armię Boszniaków. Amerykanie przekazywali Chowatom satelitarne zdjęcia serbskich pozycji. Wojska serbskie zaczęły być powoli spychane. W lipcu ostatni raz kontratakowali na dużą skalę. W zdobytym miasteczku Srebrenica wyrzynają tysiące wyznających islam mężczyzn i chłopców. Selekcji dokonują za pomocą rozwieszonego na wysokości 1,5 metra sznurka. Kto nie dał rady przejść pod nim wyprostowany poszedł na rozwałkę. W imię Narodu i prawosławnego (nie katolickiego bo Chorwaci mieli swojego Jezusa) Chrystusa oczywiście. To był jednak ostatni podryg bestii. W sierpniu chorwacki blitzkrieg, wsparty technicznie przez Amerykanów, zmiótł Republikę Serbskiej Krajiny. Końcem sierpnia rozpoczęły się kilkutygodniowe naloty NATO-wskich samolotów na pozycje armii Mladicia i infranstrukturę państweka Bośniackich Serbów. Wojna się kończyła. W listopadzie w amerykańskim Dayton Belgrad, Sarajewo (swoją drogę nadal otoczone przez armię gen. Mladicia) i Zagrzeb doszły do wymęczonego porozumienia. Wojna nie przyniosła narodom Jugosławii nic dobrego. Poza niektórymi ludzmi. Ludźmi takimi jak nasz antybohater.

Arkan zwinął swój wojenny interes. Zaczął realizować swoje marzenia o byciu poważnym biznesmenem oraz piłkarskim działaczem. Zmieniło się też jego życie osobiste. W swoim życiu spłodził dziewięcioro dzieci z różnymi kobietami. Wiele innych posiadł dobrowolnie lub (znając zwyczaje tygrysie) przystawiając pistolet do ich głowy. Był jednak bardzo pobożnym zbójem i nie chciał dłużej żyć w grzechu. Postanowił się ożenić. Kim była szczęśliwa panna młoda, jak potoczyła się dalsza mafijno-futbolowo-biznesowa kariera Żelka, oraz o tym jak skończył, o tym wszystkim za tydzień lub dwa.

Na koniec

Poniżej insygnia bandy Arkana. Na pierwszym tygrysek. Na drugim godło serbskie – dwugłowy biały orzeł. Prawie jak polski. Warto zwrócić uwagę, że godłem chorwackim jest szachownica biało-czerwona. Na obu insygniach widzicie krzyż i czterokrotnie powtórzoną literkę „C” oczywiście napisaną cyrylicą. Oznacza to „Samo sloga Srbina spasava” – „tylko jedność zbawi Serbów”.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *