Non possumus


Dużo w ostatnich tygodniach pisałem o naszych wewnętrznych, polskich sprawach. O lewicy i prawicy, rządzie i opozycji, kościele i antyklerykałach, julkach i narodowcach – https://chutornik.pl/category/polityka-i-zycie/czarna-jesien-20/. Tymczasem dzieje się przecież polityka międzynarodowe. Nie tylko, gdzieś na Kaukazie czy w Azji Wschodniej, ale i tu w Europie. Unia Europejska od dawna grawitowała ku federalizacji zdominowanej, przez, parafrazując Stalina, „kierowniczy naród niemiecki”. Zachodzą teraz w Europie podobne procesy jak te, które zachodziły w USA w XIX wieku, tuż przed wybuchem wojny domowej (vide:https://chutornik.pl/2018/09/centralisci-i-konfederaci/ ).

Mitteleuropa

Jakie jest miejsce krajów „Gorszej Europy” w tym przyszłym państwie? Ano wymyślili to już Teutoni przed I wojną światową. Koncepcja ta zwała się Mitteleuropa. Co zakładała? Koncept ewoluował, ale, gdy zaczęto wprowadzać go w życie (czasy Wielkiej Wojny) był najzwyczajniejszą qasi- kolonialną ekspansją „nach Ost„. Nazim także zakładał kolonialną ekspansję w tym kierunku tyle, że bardziej brutalną. Wschodnioeuropejskie imperium niemieckie w tym wydaniu miało przypominac raczej „Wolne Państwo Kongo” niż Indie Brytyjskie. Jak było po 1989 roku? W Berlinie bez zmian w tej kwestii. Nie zarzucono kolonialnych ciągot. Oficjalnie krajom wschodniej Europy starano się pomóc stanąć na nogi po komuniźmie. Praktycznie dokonywano wrogich przejęć zakładów, lub wykupywano je po zaniżonych cenach. Drenowano (i drenuje – co PiS z tym zrobił od 2015?) te państwa finansowo poprzez unikanie opodatkowania. W zamian dawano „fundusze”, które jednak de facto o w większości wracały do Niemiec i były raczej inwestycją niż pomocą. Starano się przejąć rynek mediów by kształtować opinię publicznę podług swoich interesów. Traktowano je jak wielki rynek zbytu dla towarów nowych i tych „z drugiej ręki”. W końcu stały się te kraje rezerwuarem taniej siły roboczej.

Rok 2020

Dziś, pod koniec 2020 roku, Niemcy mają wspaniały czas do realizacji swoich zamierzeń. Francja jest słabszym partnerem. Co prawda militarnie silniejsza, ale gospodarczo już nie. W Niemczech nie było „żółtych kamizelek”. Dżihadyzm i słaba asymilacja imigrantów jest nad Sekwaną większym problemem niż nad Renem. Hiszpania? Rząd zrujnowanej Hiszpanii jest bardziej zainteresowany Wykuwaniem Nowego Człowieka z tęczy i dzieł Marksa i Engelsa oraz walkę z Widmem Generała Franko niż tym, że im się Katalonia odrywa czy tym, że covid kosi tam bardziej niż, gdzie indziej. Włochy są de facto bankrutem, Grecja to państwo półupadłe już od kryzysu w 2008 roku. Wielkiej Brytanii już nie ma w Unii. Idealny czas na podporządkowanie sobie Europy. Jednak czy „cała Galia uległa Rzymianom? Nie, trzy małe wioski jeszcze się nie poddały”. Polska, Wegry i mała, dumna (ale gospodarna i dostatnia) Słowenia. I bardzo dobrze, że jest ten opór, ta niezgoda. Z Niemcami możemy współpracować, ale na ich dyktat nie możemy się zgodzić. Non possumus.

A co nam mogą zrobić?

No właśnie co? Zagonić siłą do federacji? Tak jak Unia zagoniła z powrotem Konfederację podczas amerykańskiej wojny domowej? Kto ma to niby zrobić? Bundeswehra? Bundeswehra to nie armia kajzera ani Hitlera. To nie jest nawet Budeswehra z lat 80-tych XX wieku. Bundeswehra to jest dział niemieckiej budżetówki, a nie armia. Mitycznej „Euroarmii” nie ma i nie będzie. A jeśli jednak będzie to będzie się zajmowała uświetnianiem parad gejów, a nie wojowaniem. Wyrzucą nas z Unii i wpadniemyw łapy Putina? Wypowiedzą nam wojnę tyle, że ekonomiczną? Niestety dla naszych rodzimych jurgeltników Niemcy nie mogą tego zrobić. Wojna ekonomiczna? A jak gospodarka kraju nad Renem i Łabą przeżyje utratę więzów z Polską? Bez budowlańców i zbieraczy szparagów się obędą. Wezmą Mołdawian, Ukraińców, Gruzinów. Lecz bez swoich biznesów w Polsce czy na Wegrzech? Gdyby tak nagle stracili zyski z wszystkich Lidlów i Aldików? Gdyby tak nie mogli sprzedać ani jednego samochodu w tych dwóch krajach? Żadnego, ani nowego, ani używanego? Opłaci się im ta wojna?

Jak negocjować?

Oczywiście nie chodzi o to, żeby iść na wojnę. Trzeba negocjować, szukać kompromisu. Tyle, że trzeba dogadywać się znając swoją wartość i swoją siłę. Ani PiS ani Fidesz to nie moje bajki, ale w tym konkretnym przypadku popieram z całą mocą Orbana i Kaczyńskiego. Dobrze, że negocjują. Dobrze, ze idzie ku porozumieniu bo Niemiec to i przeciwnik i partner zarazem. Byle nie być w pozycji petenta, młodszego brata, biednego sąsiada co ciągle prosi o jakieś pożyczki.

P.S.

„PiS kieruje nas na Wschód” – mówią zwolennicy Antypisu. Cóż… Merkelowa dogaduje się z Rosją nie gorzej niż Orban. To raz. Dwa – ale nasza wielkość, sława i szanse dziejowe są na wschodzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *