Tak tu cicho przed świtem


Sny przychodzą, fala za falą. Oto i rozpustnik proponuje znajomym skosztować szarburych kryształków. Nie są dziećmi, wiedzą co za dźin siedzi w owych kryształkach. Ciekawi pijaną ciekawością, owładnięci już przez Bachusa, kosztują magicznej potrawy. Gorycz zapijają winem czerwonym jak dziewicza krew. Rozpustnik prowadzi ich chwilę później w radosnym, nagim korowodzie tam, gdzie każe Afrodyta. Przerwacam się na drugi bok. Znów rozpustnik jest bohaterem majaki. Młodszy, nieśmiały kolega poprosił go by pomógł mu nawiązać blizszy kontakt z pewną dziewczyną. Rozpustnik niby i chce pomóc kumplowi, który wrócił niedawno z dalekiego rejsu czy innego wojska. Gdy jednak krzyżuje swoje spojrzenie z spojrzeniem owej dziewoi wie od razu , że trafił swój na swoją. Parę dni później chłopiec popada w rozpacz, gdy widzi w parku fałszywego przyjaciela w namiętnych objęciach swojej ukochanej. I dalej we śnie pojawił się, nieco pretensjonalny, senny kadr. Most, pod nim wezbrana rzeka. Nieszczęsny junak ciska bukiet czerwonych róż w odmęty. Leci ten bukiet, a kamera operatora pracuje na zwolnionych obrotach. Chlup! Róże wpadają w wiry, bukiet unosi się chwilę na powierzchni. Znika, pojawia się znów i jeszcze raz tonie. Tym razem na zawsze. Młodzieniec odchodzi pić wódkę w barze. Barman go pociesza jak to bywa w takich życiowych przypadkach. I pije do świtu, potem wychodzi w poranną mgłę. Kamera- cięcie!

Rozpustnikowi rozpustnica nie dała jednak szczęścia, leczy tylko mieszankę rozkoszy (dodajmy najwyższej jakości) i boleści. Z czasem boleść była zbyt bolesna i nieszczęsny sam rzucił się w odmęty rzeki. Tej samej do której wcześniej wrzucony został bukiet róż. Ciało jego grzeszne zeżarły okonie i szczupaki, a dusza poszła na Sąd. Wyrok zapadł. Nieszczęsna duszyczka stanęła przed wrotami to jakiejś ciemnej, lodowatej pustaci. Ni to lochu, ni to jaskini. Przywitała ją tam straszna mumia, która strasznym głosem rzekła

–Za rozpustne życię trafiłeś tutaj w otchałań śmierci, ciemności i mrozu! W bezczas samotnego marznięcia!

Obudziłem się, faktycznie zimno, wstaję i idę odpalić piec. Mumi nie ma ani w kuchni, ani na ganku, ani za oknem. Odetchnąłem z ulgą. Usnąłem znów. Sny, sny, sen za snem. Małe dziecko o wielkich oczach, w wielkiej czerwonej czapeczce z czerwonym pomponem. Na sankach z ojcem jest. Słoneczna zima, miejski park. Szczeście.

Potem zaś znów ponuro. Śnią się jakieś pobojowiska. Rozrzucona broń, pogruchotane armaty, trupy żołnierzy i koni leżą wśród białych pól. To chyba, gdzieś około wojen napoleońskich akcja tego snu się toczy. Berezyna czy inna Pruska Iława pewnie to widzę. Jęczą ponuro ranni. Nawołują matek i ojców, ukochanych i rodzeństwa. Śnieg biały miejscami barwi się purpurą. Stada ptaków przybywają na krwawą ucztę. Wrony, kruki, gawrony, jastrzębie. Szarpią kawały krwawego mięsa. Senny kamerzysta zbliża obiektyw do wielkiego kruka, wyszarpującego czerwony połć z zmasakrowanego gwardzisty. Spływają na ziemię, na biały śnieg, wielkie krople krwi.

A potem odmiana pory roku nagła. Wiosna, trawa zielona zamiast bieli. Kuźnia na zielonym wzgórzu. Tylko na horyzoncie widać sniegi. Na szczytach wyniosłych gór. Dziadek kowal uczy wnuka zawodu. Wnuk ciekawie patrzy na dziadkową pracę. Teraz znów widzę kuźnię z oddali. Jedze ku niej grupa jeźdźców. Jest ich wielu, stu może i więcej. Powiewają nad nimi choragie z pieknym herbami wyszytymi kunsztownie. Jedna z jednorożcem i wilkiem. Druga z dwugłowym złotym orłem. Trzecia z tygrysim pyskiem. Kowal i jego wnuk wychodzą przed swój warsztat. Klękają na jedno kolano przed królem. Skłaniają głowy. Na rękach stary mistrz trzyma cudnej urody miecz. Stal błyska w wiosennym słońcu. Wiosenny wiatr łopota proporcami. Król skłania się kowalowi z szacunkiem, uśmiecha do dziecka. Budzik! Koniec seansu.

Pół godziny później

Piję kawę, chyba pierwszy na ulicy, a może drugi lub trzeci? Kawa dobra, ciepła. Dopijam ostatnie krople gorzkiego napoju. Miło wyjść z takim ciepłem w środku w mroźną noc. W ciemną, czarną noc. Jest bardzo, bardzo cicho. Ani zając przebiegnie, ani ptak przeleci. Tak tu cicho przed świtem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *