Pietrosul Jaśliski
Wilcze Wrota – po jednej stronie Ostra, po drugiej Piotruś. W środku Jasiołka.
Puszcza Karpacka – idealne miejsce do wędrówki trochę bezcelowej, a jednak trochę i celowej.
A celem były grzyby. Święty Jan z Dukli, który miał na tej górze jeden ze swoich „aśramów” dał dobre tropy. Dwie pełne torby opieniek to bilans spaceru.
Czemu Pietrosul? Ano bo Piotruś pierwotnie nazywał się z wołoska „Pietrosulem”. Co oznacza tyle co kamienista, skalista góra. Łemkowie zwali go też czasem Płazyną. Pewnie ze względu na wypłaszczeną wierzchowinę. Jedna i druga nazwa są adekwatne. Pełno tu i skałek i płaskich młak, idealnych do zagubienia.
Zagubienie nastąpiło, ale umiarkowane. O zmierzchu przeszliśmy brodem Jasiołkę. Na szczęście motocykliści, którzy odpoczywali nad rzeką mieli zapalniczkę. Swoją zgubiłem…wiele godzin wcześniej. Cóż, ścieżka zdrowia się odbyła.
P.S.
A na parkingu w Stasianie spotkaliśmy słynnych grzybowych gangsterów z Rumunii. Oni istnieją naprawdę.

















