Imperia i ludzie – przesyt i niedosyt
Duch Yamato
Na wodzie unosiły się różne szczątki. Uczepieni ich rozbitkowie wołali rozpaczliwie o pomoc. Było ich mnóstwo, setki głów wystawało nad powierzchnią Cieśniny Cuszimskiej. Podpływali do nich inni marynarze i wyciagali na szalupy. Rozbitkowie mieli oczy szerokie, ci zaś na szalupach – skośne. To krajobraz po bitwie – Marynarka Wojenna japońskiego cesarza posłała na dno większość rosyjskiej Floty Bałtyckiej. Sama wojna rosyjsko-japońska była pasmem, zaskakujących zwycięstw Japonii. Egzotyczne cesarstwo z Azji Wschodniej przebojem wdarło się do grona światowych potęg. Pokonali I ligowego zawodnika – państwo cara Mikołaja II. Cuszima, Port Arthur, Morzez Żółte, Port Arthur – ta wojna pokazała sprawność japońskiej armii i floty. Zakończyła się jednak dość „umiarkowanym” pokojem. Japonia wiedziała, że może wygrać wojnę ograniczoną. Nie planowała podboju wschodniej Syberii. Nie chciała rozdrażniać zranionego niedźwiedzia, który miał jeszcze wiele rezerw. Jednak japoński duch wzmocnił się znacznie po tym tryumfie. Zaszedł tam proces podobny nieco do tego, który miał miejsce u nas w Polsce. U nas chłopski poborowy bijący bolszewika czuł się następcą Skrzetuskiego i Kmicica. Tam japoński rekrut czuł się samurajem cesarskim. „Usamurajono” cały naród, a największa od wieków wygrana podbiła poczucie narodowej dumy.
Piękny Kraj, ale ciasny
Skąd pomysł by budować japońskie imperium? Zacznijmy od geografii. Japonia to piękny kraj. Znajdziemy tu wszelkie krajobrazy. Od tropikalnych raf Okinawy po tajgę Hokkaido. To kraj – archipelag rozgraniczający Pacyfik od przyazjatyckich mórz. Jednocześnie to kraj gór. Widoki wspaniałe, ale taka a nie inna geografia generuje też problemy. Niewiele jest terenów dogodnych do sadzenia ryżu. Niewiele jest placu do rozbudowy miast. Miasta i wioski są gęsto zabudowane. W tamtych czasach budowane głównie z łatwopalnego drewna. Wyspy leżą jednocześnie w tzw. Pacyficznym Pierścieniu Ognia. To kraj wulkaniczno- sejsmiczny. Tsunami to słowo japońskie… 1 września 1923 roku zatrzęsło się dno oceanu. Sejsmiczne fale uderzyły w Kraj Kwitnącej Wiśni. Bilans – 105 tysięcy ofiar. Główną przyczyną zgonów były straszliwe pożary, które wybuchły po wstrząsie. To trzęsienie było największym, ale wulkaniczno-sejsmiczne klęski nawiedziały Cesarstwo regularnie. Za każdym razem po wstrząsach wybuchały szalone pożary.
Jednocześnie na przełomie XIX i XX wieku ludność Japoni rosła i rosła. Dużo młodych ludzi generowało dużo miłości, a więc i dużo dzieci. Serce cesarskie się radowało, ale i jednocześnie martwiło. „Trzeba tym dzieciom dać jeść! Trzeba dać młodym mężczyznom możliwość zarobku! Trzeba zapewnić japońskim firmom tanie surowe i rynki zbytu! Bez tego…Był już okres w dziejach Cesarstwa, gdy kraj na dziesięciolecia pogrążył się w chaosie wojen domowych. Ojczyznę może też, mimo reform, czekać los kraju biednego i zdominowanego przez mocarstwa. Potrzebna jest ekspansja, tworzenie własnych kolonii. Potrzebny jest dostęp do ziemi dla osiedlania nadwyżek ludności oraz dostęp do tanich surowców dla dynamicznie rosnącej gospodarki„. Tak zapewne mówili, jednym głosem, doradcy dworscy, politycy, generałowie i admirałowie oraz profesorowie.
Imperium Wschodzącego Słońca
Po wojnach z Chinami (1894-1895) i Rosją (1904-1905) Dai-Nippon Teikoku (Cesarstwo Wielkiej Japonii) zacząło tworzyć zamorskie imperium. Przejąło Koreę (którą próbowali samuraje podbić w wieku XVI) i rosyjskie wpływy w Mandżurii. Anektowało Tajwan, połowę Sachalinu i wyspy Peskadory. W Wielkiej Wojnie wzięło udział tak, że przy minimalnych stratach zyskało spore zyski. Interweniowało też w rosyjskiej wojnie domowej przeciw bolszewikom. Wraz z sukesami rosły apetyty. Na przełomie 1931 i 1932 roku Japończycy napadli na pogrążone w wojnie domowej Chiny i wyrwały im Mandżurię. Chińczycy nie stawiali zbyt wielkiego oporu. W podbitej krainie ustanowiono państwo Mandżukuo. Na tronie osadzili niejakiego Pu Yi. Formalnie był to eks-cesarz chiński z dynastii mandżurskiej. Praktycznie zakres jego władzy i sposób w jaki go traktowali nadzorcy z Nipponu doskonale pokazuje film „Ostatni Cesarz”. Nie chcąc spojlerować zbyt wiele napiszę tylko, że nie chcielibyście być w jego skórze.
W 1936 z kolei Japończycy wkroczyli do chińskiej Mongolii Wewnętrznej. Tam też stworzyli marionetowe państwo – chanat Mengijang. Gdyby wtedy wojskowi i politycy z Tokio posciągnęli swoje apetyty! Zapewne po czasie świat zaakceptował by stan faktyczny. Zajęte w latach 1931-1936 obszary były ogromne – to prawie 1400 000 km 2. Młodzi Japończycy mogli tam emigrować z rodzinami. Zakładać gospodarstwa na mandżurskich równinach i rancza w stepach. Zajęte tereny były bogate w potrzebne japońskiej gospodarce złoża i miejscami nieźle uprzemysłowione. Rozpędzona machina imperialnych ambicji i państwowej agresji raz w ruch wprawiona nie mogła się jednak łatwo zatrzmać. Japoński rekin był ciągle głodny.
Od Cuszimy do Hiroszimy
Chiny nadal kusiły. 7 lipca 1937 Imperium Wschodzącego Słońca rozpoczyna podbój Republiki Chińskiej. Chińczycy zjednoczyli się (tymczasowo) w oporze i tym razem stawili silny opór. Siły japońskie wygrywały bitwy, zajmowały kolejne miasta i prowincję ale… Nie mogły zniszczyć chińskiej woli walki, ani wybić wszystkich Chińczyków. Starali się bardzo. Bombardowali miasta. Stosowali broń chemiczną i biologiczną. Dokonywali strasznych rzezi. Palili wsie, niszczyli ryżowiska. Gwałcili, rabowali, porywali dziewczęta w jasyr. Ich pochód przypominał inwazję Czyngiz Chana.
Na nic zdał się jednak dziki terror. W roku 1938 Armia Chińska cofała się, ale nie uległa rozbiciu. Mimo ogromnych strat nadal miała rezerwy. Wojna zmieniła się coraz bardziej w konflikt pół-partyzancki, a najeźdźcy toną w bezmiarze ogromnego Państwa Środka. Niby wygrywają, ale czas nie działa na ich korzyść. W 1939 na stepach nad rzeką Chałchin-Goł armia cesarza Hirohito starła się z wojskami sowieckimi i mongolskimi. Aż tak daleko doszli Japończycy. Doszli… I się zatrzymali. Stwierdzono, że Sowieci są zbyt silni. Kontynuowano więc podbój Chin. Bez większych sukcesów. Nadal – wygrywano bitwy, nie zwyciężano w wojnie. Tymczasem wojska chińskiego generalissimusa Czang Kaj-Szeka były coraz mocniej wspierane przez Anglosasów. Z brytyjskiej Birmy, droga przez dżunglę i góry, jechały ciężarówki wyładowane bronią i amunicją. Na samą Japonię spadły zaś ostre sankcje ekonomiczne. Jednocześnie Cesarstwo coraz mocniej grawitowało ku Trzeciej Rzeszy. Skoro bowiem Anglosasi byli wrodzy to ich wrogowie stawali się sojusznikami. Cesarstwo znalazło się na prostej drodze do małej apokalipsy.
Cesarska Piechota Morska – 1941
Jak płatki sakury
Japoński blitzkrieg rozpoczął się w grudniu 1941 roku. Dokładnie wtedy, gdy Wermacht doczołgał się do bram Moskwy. Wojownicy cesarscy napędzani fanatyzmem i amfetaminą przez kilka miesięcy odnosili ogromne sukcesy bijąc wojska amerykańskie, brytyjskie, holenderskie, filipińskie, australijskie, nowozelandzkie. Jednak pasmo sukcesów nie mogło trwać wiecznie. W czerwcu 1942 roku, w bitwie lotniskowców, w okolicach atolu Midway, flota Wschodzącego Słońca poniosła klęskę. Tymczasem amerykańska machina przemysłowo-militarna rozkręciła się na dobre. Jeszcze przez kilka miesięcy Japończycy dotrzymywali pola Aliantom na wodzie, lądzie i w powietrzu. Kalkulowali – „może jednak Amerykanie odpuszczą? Usiądą do negocjacji? Może przestraszą się strat jakie poniosą?” Jankesi jednak nie przestraszyli się. Okazali się twardsi niż przypuszczali Japończycy. Potem, mniej więcej wtedy gdy Niemcy przegrały batalię o Stalingrad, zaczął się japoński odwrót na wszystkich frontach. Równia pochyła z której zejść nie mogli łatwo, gdyż zabraniał im to samurajski honor. Honor… Honor nie mógł wybudować nowych lotniskowców. Duma narodowa nie mogła wyszkolić solidnie pilotów. Poborowy japoński walczył jak prawdziwy samuraj, do końca, lecz cóż z tego? Wrogów było więcej. Mieli więcej okrętów, więcej amunicji, więcej prowiantu. Nawet najlepszy karateka nie podoła zgrai okładającej go dragami ze wszystkich stron.
Finalnie, latem 1945 Japonia była w ruinie. Jej flota handlowa i wojenna leżała na dnie zatopiona przez łodzie podwodne, okręty i samoloty wrogów. Miasta japońskie były wypalone, a zgliszcza niektórych radioaktywne. Resztki portów bezkarnie ostrzeliwano z dział amerykańskich okrętów. Zaś przez ulicę Port Arthura maszerowali żołnierze z rosyjską pieśnią na ustach… Nie pomogły ataki kamikadze, ofiarność, fanatyzm. Tak kończył się japoński przerost ambicji. Zamiast awansowania do rangi supermocarstwa musieli ukorzyć się przed potęga Ameryki i jej sojuszników. Zamiast zdobycia niezmierzonych łupów zostali pokarani ogniem z nieba. Jak Sodoma i Gomora. Od tego czasu uspokoili swoje militarne pasje. Zamiłowanie do fanatyzmu przekuli zaś w legendarna pracowitość.
Czasem myślę, że za dużo czyta
Piotr Zychowicz, jak się zdaje, za dużo naczytał się różnych pism geopolitycznych i germanofilskich. Jego ostatnie wypowiedzi noszą znamiona czegoś pośredniego między szaleństwem, przeintelektualizowaniem i dziecięcą naiwnością. Chodzi mi o jego najnowszą ideę by Niemcy wzięły odpowiedzialność za Europę i zaczęły tworzyć Imperium Europejskie. Konkurencyjne i dla USA i dla Chin. Wobec słabnięcia naszego amerykańskiego protektora i wzrostu potegi Chin mogło to wydawać się nawet interesujące. Wszak nasze polskie stosunki z Teutonami to nie tylko II wojna światowa, Grunwald i rugi pruskie. To też wieki całkiem dobrych relacji. Począwszy od Zjazdu Gniezieńskiego po Legiony Polskie walczące u boku Państw Centralnych – historia zna wiele przykładów współpracy. Nasze stosunki gospodarcze są bardzo mocno powiązane. Może więc dogadać się z Niemcami? Uznać ich wyższość, ale i szanować siebie? Wszak, nie ukrywajmy, jesteśmy młodszym bratem dla USA i mało komu to w Polsce przeszkadza. II wojna światowa była już naprawdę bardzo dawno temu. Inny świat, inne wyzwania. Tylko czy Niemcy chcą tworzyć na nowo Święte Cesarstwo Rzymskie? Do tego trzeba by było jakiejś spajającej Imperium ideologii. Idologii IV Rzeszy. Przypatrzmy się więc ideom trzech poprzednich Reichów.
Oto i mamy Pierwszą Rzeszę. Jej ideologię można streścić w haśle – Krzyż Miecz Pług. Teutoni mieli być ludem przewodnim wykuwającej się w ogniu walk z poganami cywilizacji europejskiej. Bronić i budować. Podbijać i chrzcić. Oto misja dawnych Niemiec.
Druga Rzesza powstała w wyniku zjednoczenia państw niemieckich. Zjednoczenie to odbyło się i drogą działań dyplomatycznych i wojen. Zjednoczeni Niemcy pokonawszy Francję – mocarstwo I ligi zamarzyli o „swoim miejscu pod słońcem”. Patrzyli na swój potencjał – demograficzny, militarny, ekonomiczny i kulturowy. Nie mieli zamiaru być niżej Brytyjczyków, Francuzów czy Rosjan. Nacjonalizm stawał się ich świecką religią. Jednocześnie czuli potrzebę „ niesienia cywilizacji” ludom Azji, Afryki czy Europy Wschodniej. Przegrali Wielką Wojnę, ale nie dali za wygraną. Znaleźli sobie Wodza, który zdawał się byc uosobieniem ich marzeń i ambicji.
Cesarz Otton I i feldmarszałek Von Mackensen – chwała dawnych Niemiec
Trzecia Rzesza opierała się na obłąkanej ideologii. Mimo wszystko jednak Niemcy podbili ogromne obszary od Atlantyku po Wołgę i Kaukaz. Od Koła Podbiegunowego po Saharę. Szalone bo szalone, ale idee „Inkarnacji Wotana” wykrzesały z Niemców ogrom imperialnej energii.
Niemcy XXI wieku
Dziś? Dziś Niemiec chce wygodnie żyć, a na emeryturze wyjechać do ciepłych krajów. Jeśli Niemcy działają na rzecz swojej dominacji w Europie to tylko dla wygodnego życia i pełnych portfeli. Co miało by być idelogią spajającą Imperium Europejskie Pod Niemieckim Zarządem? Co? Sztandary „postępu”, tęczowe chorągwie? Multikulturalizm? Przecież to wszystko już się sypie, rozpada w bezwładzie. Nie ma ideii, religii, herosa, niczego co mogło by spoić taką Eurpejską Federację. Naciski ekonomiczne? To może działać tylko chwilowo. To tak jak (w skali mikro) jak z tymi polskimi samorządami, które ostatnio odwołały „antyLGBTQWNXYZ” uchwały. Radni siedli, poradzili i uradzili. Ukorzyli się i odzyskali fundusze. Ukorzyli się, ale swoje tam wiedzą. Nie wierzą, że Michał jest Margotą.
Nie, nie będzie IV Rzeszy. Niemcy mogą być i najsilniejsze gospodarczo w Europie, ale samodzielne nie będą. Zmienią tylko suwerena. Z lenników USA, staną się lennkiami Chin. Do stworzenia Imperium trzeba mieć serce, a nie tylko rozum. Potrzeba Wielkiej Ideii. Czasem jest jej za dużo i kończy się tak jak Japonia i Niemcy w 1945 roku. Lecz czasem jest jej zbyt mało i imperium nie powstanie nie dlatego, że technicznie nie może lecz dlatego, że nie ma ku temu pasji.
Niemiec nie chce wojny
By być samodzielnym imperium potrzeba też Armii i Floty. Wielkich admirałów i generałów. Sławy wojennej. W Imperium Europejskim Bundeswehra powinna być więc największą, najsprawniejszą i najbardziej doświadczoną armią. Jak jest? Zacznijmy od generałów. Generał chiński, rosyjski, pakistański czy turecki to generał. Człowiek od zabijania. Generał Bundeswehry to urzędnik federalny wysokiego szczebla zajmujący się m.in misjami pokojowymi. Sława wojenna? Pamiętacie wojnę w Bośni? Gdyby tak wtedy, świeżo zjednoczone Niemcy, wyszły z Wielką Ideą. Wielką Ideą – „to kraje świeżo utworzonej Unii Europejskiej zrobią porządek na Bałkanach. Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi i inni pomniejsi zmuszą siłą strony konfliktu do negocjacji i odblokują Sarajewo. Niech Amerykanie patrzą jak biją się, w szczytnym celu, Europejczycy! Ramię w ramię Brytyjczyk, Niemiec i Francuz!” Ok, powiecie, to utopijna wizja. Więc odpowiem ok – była przecież wojna w Afganistanie. Jak wyglądała natowska interwencja w tym kraju? Wojska brytyjskie toczyły krwawe potyczki, Niemcy kopali studnie. Brytole ogranizowali obławy, Niemcy woleli raczej rozwozić pomoc humanitarną. Straty brytyjskie – 456 zabitych. Niemieckie – 62. Niemiec nie chce dziś wojny, nie chce ryzyka, nie chce sławy. Z takim nastawieniem nie ma co liczyć, że Niemiec wezmie odpowiedzialność za Europę. IV Rzeszy nie będzie. Będzie co najwyżej jakaś pokraka zwana Federacją Europejską. Europa zaś będzie, parafrazując Mao, półwyspem o coraz bardziej malejącym znaczeniu.
Może jednak Ameryka?
Może więc jednak „opcja atlantycka” ? Och gdyby Ameryka się odrodziła. Najpierw jednak trzeba byłoby zamknąć campusy humanistyczne. To już nie miejsca, gdzie rozmyśla się o Cyceronie. To miejsca, gdzie Cycerona się traktuje jako białego imperialistę do zapomnienia. I trzeba jeszcze zrobić naprawdę wiele porządku. Kto tego dokona? Musiał to by być ktoś na miarę Lincolna!
Film z Johnem Waynem – duch dawnej Ameryki.
Co robić?
A nie wiem, wiem tylko, że Niemcy są tak samo zależni od Polski jak i my od nich. Nie musimy się zbytnio kłaniać. Tak w sam raz, skłonić kapelusz, ale nie czapkować. Wiem też, że trzeba bez kompleksów być, ale i bez złudzeń. Jesteśmy zepsutym narodem i żadnego Trójmorza nie będzie. Nie jesteśmy jedna aż tak zdegenerowani by nic nie robić w tym kierunku.
P. S.
Następne wpisy – o dezerterach i o ekologii. To po Świętach i Nowym Roku.
P. S. 2
A na Święta Bożego Narodzenia i nowy 2022 rok. Zgody, rozumu, siły i radości.






