Ziemkiewicz w puszczy
Lubię czasem posłuchać youtubowych audycji endeka Ziemkiewicza. Czasem się zgadzam z jego słowami. Czasem i nie zgadzam. Niekiedy zaś łapię za głowę, gdy słucham co też ów endecki gwiazdor opowiada. Niedawno ( tu streszczenie – https://www.google.com/amp/s/swiatrolnika.info/ekologia/organizacje-antyhodowlane/ziemkiewicz-wszechbambizm-to-plaga-wspolczesnego-swiata.html ) opowiadał swoim słuchaczom o tym, że Puszcza Białowieska została zjedzona przez kornika drukarza. Z winy „ekologów” i jej już właściwie nie ma.
Otóż jest zupełnie inaczej. Plaga kornika dotknęła drzewostany świerkowe sztucznie nasadzone na porębach. Drzewostany te nie zajmują większości terenu Puszczy. Ziemkiewicz opowiada farmazony. Dlaczego? Zapewne z powodu (charakterystycznego dla dużej części prawicowych publicystów) lekceważącego stosunku do przyrody. Endeckiemu gwiazdorowi nie chciało się nawet otworzyć Wikipedii podczas przygotowania tego fragmentu audycji. Nie mówiąc już o wielogodzinnej lekturze opracowań naukowych i popularnonaukowych. Zrobił „ziemkiewiczowski riserdż”, a słuchacze mu wierzą bo to przecież „Wielki Redaktor”…
Zima w tajdze 😉
Drugi skraj
Z lewej strony mamy jednak często do czynienia z owym sławetnym „bambizmem”. Oraz pseudo-pogańskim kultem „Gai”. Postawy takie są szczególnie częste wśród ludzi, którzy od przyrody żyją daleko. Wilk nie jest dla nich problemem bo nie są hodowcami owiec z Ustianowej. Pracują w mokotowskim Mordorze. Puszczę Białowieską wyobrażają sobie jako „pierwotną w całości”. Choć tak naprawdę nie wiedzą do końca co to znaczy „las pierwotny”. Tym bardziej nie wiedzą, że w naszej części tych lasów tylko ok 20 000 hektarów (ok 1/5) to lasy pierwotne i naturalne. Nie wiedzą nawet za bardzo ile to jest ten hektar. Za to wydaje im się, że wiedzą jak uratować Ziemię. W swoim mniemaniu oczywiście.
Czy między tymi postawami jest jakiś rozsądny środek? Wydaje się, że można go poszukać. Choć „można” to słowo zbyt słabe. Trzeba go znaleźć.
Przystanek na pustkowiu
Autobus miał jechać już dawno. Nie było go choć asfalt był czarny. Mróz nie był co prawda silny, ale wiał północny wiatr. Nawet mury przystankowe nie przeszkadzały mu w penetrowaniu ubrania. Najgorzej marzły palce. Ach gdyby móc wejść do ciepłego pojazdu! Wychylona ręką znak dany zatrzymuje czarnego Passata. Cudownie! Kierowca jedzie w kierunku Rumpuńczy. To już bliżej do domu. Właściwie z Rumpuńczy można przez las, przez Bukową Górę, przejść do Wiśniowej Góry. Tylko cztery czy pięć kilometrów dzięki te dwie wioski. Kierowca rusza, a my czujemy się uratowani z zimowej obieży. Nie musimy już czekać na tym lodowatym przystanku. Zimnym niczym przystanki gdzieś w stepach Kazachstanu.
Każdy, kto kiedykolwiek mieszkał na polskiej prowincji przeżył podobną sytuację. Ze „zbiorkomem” po 1989 jest u nas źle. Choć od 2015 widać trend ku lepszemu. Tak, byłoby dobrze gdyby na prowincji było znacznie więcej połączeń autobusowych i kolejowych. Niemniej jednak samochód to bardzo przydatne urządzenie, gdy mieszkasz poza metropolią. Nawet najlepiej zorganizowana komunikacja zbiorowa nigdy go nie zastąpi. Nigdzie nie ma tramwajowych linii między wioskami. Nigdzie nie ma wiejskich autobusów odjeżdżających co kwadrans. Na wsi auto trzeba mieć, jeśli nie chce się wegetować. Ten wynalazek przydatny jest także w dużych miastach. Może wielkomiejski singiel radzi sobie w Warszawie bez samochodu bardzo dobrze, ale ojciec trojga dzieci już nie. Niestety przy niewielu biurowcach są przedszkola i szkoły…
Na wzgórzu nad cerkwią. Pogórze Karpackie. Chwilę później ścieżkę przebiegła chmara łań. Na foto 2 – stacja PKP Polanka Town.
W ostatnim czasie widać czuć coraz większą presję by całkowicie zlikwidować auta o napędzie spalinowym. Nie chcę tu wchodzić w dywagacje na temat wpływu motoryzacji na klimat. Nie znam się na tym. Wydaje mi się jednak, że przy obecnym stanie rozwoju nauk technicznych dałoby się wyprodukować auto o napędzie spalinowym o znacznie mniejszym zużyciu paliwa niż dziś. Wszak taki proces już raz zaszedł – po kryzysie naftowym z lat 70-tych. No dobrze, załóżmy jednak, że do lat 40-tych XXI wieku z salonów samochodowych znikną „dizle i benzynowce”. Jakie powinny być te nowe, elektryczne auta? Ergonomiczne, bo na Teslę mnie nie stać, a Melexem jeździ się po polu golfowym nie drogach karpackich. Mają być tanie, niezawodne, żywotne i na dodatek na prąd z elektrowni atomowej. Bo przecież napędzanie ich energią z elektrowni węglowych, w kontekście „walki o klimat”, to czysty absurd. Czy takie będą? Nie wiem, ale jeśli nie to lud pracujący miast, miasteczek i wsi naprawdę się zdenerwuje. Zabrać tym ludziom dostęp do samochodów to skazanie ich na udręki. Jest to powód do podniesienia sztandar buntu.
Las Nasz, las ich
Nieraz pisałem „Turnicki Park Narodowy powinien powstać już dawno”. Podtrzymuje to co napisałem. Jednak w obecnych realiach nie ma na to widoku. Czy nie mogąc mieć tego czego by się chciało powinno się rezygnować? Ależ nie, trzeba znaleźć inną ścieżkę. Skoro nie Park Narodowy to może niech powstanie Rezerwat Turnica? Taki na dwa, trzy tysiące hektarów ochrony ścisłej, „parkonarodowej”. Wokoło niego zaś powstałaby strefa buforowa. Tak by mieszkańcy ościennych gmin mogli by zbierać tam grzyby i poroża czy pozyskiwać drewno na własny użytek. Mieszkańcy by mogli, ale drwale z Lasów Państwowych już nie. To samo się tyczy innych obszarów szczególnie cennych. Takie rozwiązania wydają mi się sensowne. Bo Turnica, Tatry, Puszcza Białowieska należą do Narodu, ale i należą do Miejscowych.
Globalnie patrząc warto zwrócić uwagę, że łatwo walczyć z deforestracją Borneo czy Amazonii, gdy się tam nie żyje. Jeśli jesteś biednym chłopem z przeludnionej indonezyjskiej wyspy to praca na plantacji palmy olejowej jest dla ciebie szansą. Nie stać cię by litować się nad orangutanem i panterą. Warto o tym pamiętać zanim zaczniemy „ratować Planetę”. Planetę, która ratować nam trzeba bo innej nie mamy. Nie ma alternatywnej Ziemi.
Mapy i narty ( Iwonicz Zdrój ).
Zbawcy mórz i oceanów
Z początku idea zastąpienia papierowymi plastykowych słomek do picia wydała mi się piękną, dobrą i rozsądną. Potem zdałem sobie sprawę, że nie ma to znaczenia. Nie ma bo gross plastyku jaki wpada do oceanów wpływa do nich z rzek południowej i wschodniej Azji. Ludzie Zachodu wypchnęli „brudny przemysł” do Azji. Jaki jest tego efekt? Choćby taki, że syfu plastykowego jest w morzach i oceanach coraz więcej. Normami ochrony środowiska Ludzie Wschodu nie przejmują się tak mocno jak my. Na dodatek staliśmy się od nich zależni na coraz liczniejszych polach. Nam nie trzeba gestów bez większego przełożenia. Nam trzeba zarówno reindustrializacji jak i samoograniczenia dzikiego konsumowania zasobów. Nie trzeba, by osiągnąć to drugie, zostawać weganinem. Starczy pościć w Wielkim Poście.
Głos wołający na puszczy
To były takie trzy głosy (jak mi się zdaje) zdrowego rozsądku. Prawdopodobnie jednak to głos wołający na puszczy. Zeżremy naszą planetę „walcząc o ekologię”. Ta walka przypominać zaczyna dowcip o cadyku i sekretarzu – „trzeciej światowej wojny nie będzie Towarzyszu Sekretarzu. Będzie za to taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie”.
P. S.
Ok to taki wpis na koniec roku 2021. Oby 2022 był lepszy. Znikam czytać pamiętniki legendarnego bieszczadzkiego myśliwego. O tak – książki myśliwskie najlepiej ze wszystkich kształtują miłość do przyrody. Gdybym na swojej drodze czytelniczej nie spotkał Londona i Szklarskiego to pewnie nie pokochał bym jej tak mocno. Tajga to także dom ludzi, ale ludzi ze strzelbą na ramieniu. I o tym zawsze pamiętajcie.
Kanion Osławy – po jednej stronie rzeki Karpaty Zachodnie, po drugiej Wschodnie. Więcej podkarpackich krajobrazów znajdziecie tutaj: https://chutornik.pl/category/podkarpacie/wsrod-wzgorz-i-gor/






