Co może się stać?
Zacznę od tego, że kiepski ze mnie prorok skoro wątpiłem w możliwość „wielkiego uderzenia” na Ukrainę. Cóż powiedzieć… Wątpiłem w „wielką wojnę” ponieważ uważałem, że Rosjanie zadziałają rozsądnie. Tymczasem banda z Kremla kierowana była już wtedy raszystowską megalomanią i skrajnie życzeniowym rozumowaniem. Połączonymi z rozpaczą (sic!) i skłonnością do ostrego hazardu. Putin i jego drużyna zagrali, nie pierwszy raz, w rosyjską ruletkę. Tym razem trafili na załadowaną komorę rewolewera.
I co teras?
Cóż mogą teraz zrobić? Mogą, i owszem, zacząć używać taktycznej broni jądrowej, sarinu, tabunu, vx itp. miłych wynalazków. Wtedy jednak zakończy się „neutralność” takich krajów jak Indie i Brazylia. Anglosasi znajdą sposób, żeby np. Hindusom nagle przestała pasować tania rosyjska ropa. Putin może też, przy okazji majowego święta, „wypowiedzieć prawdziwą wojnę”. Do zimy Chanat Moskiewski wystawi kolejną, tym razem już półmilionową armię. Z czego połowę będzie stanowić słabo wyszkolone i uzbrojone „opłoczenie”. Równie skuteczne w walce jak donbaskie „milicje ludowe”. „Kampania zimowa” skończy się gorzej niż próba podboju Finlandii w zimie 1939/1940. Wiosną 2023 zaczną zbierać kolejne wojska, ale już latem wybuchnie rewolucja. Jak w 1917 zacznie się w okopach, fabrykach zbrojeniowych i na głuchej prowincji. Jeśli zaś nie wybuchnie rewolucja to zostanie przeprowadzony pucz. Putin, o ile nie zdechnie do tego czasu, stanie przed „Trybunałem Specjalnym”. Potem serie z automatów zakończą jego kryminalno-terrorystyczny żywot. Tak czy siak, na poziomie ukochanej przez Rosjan „geopolityki i wielkiej strategii” ten konflikt już przegrali.
Smuta poputinowska
Tak będzie, albo będzie inaczej, jedno jest pewne. Los Moskovii jest przesądzony. Bez „Małorosji” z „Świętym Kijowem” nie będzie „Ruskiego Mira”. Bez Ukrainy procesy demograficzne skazują Rosję na to by w 2052 roku nowy prezydent Federacji swoje orędzie zakończył okrzykiem „Ahmat Siła! Allah Akbar!”. Tudzież Czwarte Imperium Rosyjskie czeka rozpad . Pierwsze odpadnie Białoruś i podległe Chanatowi Moskiewskiemu „państwa nieuznawane”. Potem kraj porozrywa się „po szwach” religijnych, etnicznych i regionalnych. Regionalnych? Dokładnie tak. Pomyślnie o ile lepiej żyło by się np. mieszkańcom rosyjskiego Dalekiego Wschodu, gdyby byli niepodległym krajem… Niemożliwe? Po 24 lutego 2022 wszystko jest już możliwe to raz. Dwa – w upadek caratu też nie wierzono. Watpiono w możliwość rozsypania się ZSRR. Nie ma już cara i nie ma Sojuza. Możliwy jest też koniec Federacji Rosyjskiej. Która notabene nie jest żadną federacją tylko wielką kolonią wąskiego grona „silnych ludzi”. Jej rozpad to najlepsze co mogło by spotkać narody ją zamieszkującą. Z samymi Rosjanami na czele. I tego im właśnie życzę z okazji ich wielkiego święta 🙂
