Okiem Włocha


Zacznijmy od tytułu. Może być mylącym. Wszak wojna rosyjsko-ukraińska rozpoczęła się osiem lat temu. Jest jednak, wbrew pozorom, zupełnie prawdziwy. W lutym tego roku zaczął się jej zupełnie nowa odsłona. O wiele bardziej epicka zarazem o wiele straszliwsza. Rozpoczął się Wielki Najazd Orków. Autor, doświadczony dziennikarz wojenny, opisuje jego pierwsze dni. Notatki zaczyna robić 21 lutego, tuż przed „uderzeniem gromu”. Dziennik urywa się na 10 marca kiedy wrócił do swej słonecznej Ojczyzny.

Nie-napisany i napisany

Te dni, które wstrząsnęły światem są i moim prywatnym doświadczeniem. Jako, że byłem w Kijowie 25 lutego porównuje to co sam widziałem i doświadczyłem z reportażem autorstwa Nello Scavo. Och ileż podobieństw widzę! Tak, tak to wyglądało. Tak właśnie. Z drugiej strony było całkowicie inaczej. Autor reportażu jeździ na wojny od dekad. Nie przypadkiem regularnie powraca w tekście słowo „Sarajewo”. Dla mnie tamta podróż była jak sen na jawie, psychodeliczna podróż do innego świata. Całkiem możliwe, że podobnie czuł się Scavo, gdy wyruszał na swoją pierwszą wojenną odyseę do Jugosławii rozpadającej się wśród huku dział. Jest Włochem. Ukraina jest dla niego równie „bliska i daleka” jak Syria. Ja jestem Polakiem, do tego związanym z Ukrainą osobistymi więzami. W końcu on był tam z racji wykonywanego zawodu. Ja z przyczyn osobisto-honorowych. Z tych samych przyczyn do tej pory nie spisałem swoich wspomnień z tych dni. Choć pamiętam wydarzenia co do godziny, co do minuty. Skoro ja nie spisałem to poczytajcie co napisał Włoch.

Na południe

Tytuł może być także mylący pod innym względem. „Kijów” – w Kijowie Scavo spędził kilka dni. Później ruszył na południe. Szlakiem uchodźczyń. Do Odessy i dalej mołdawskiego Kiszyniowa i rumuńskich Jass. Reportaż jest to wojenny, ale raczej „cywilny” niż frontowy. Nie mniej ciekawy. Zapewne każdy/a z czytających ten wpis miało większy lub mniejszy że im kontakt z uciekinierami z Ukrainy. Zapewne większość z Was słyszało ich opowieści na własne uszy. Tu mamy spojrzenie człowieka z zewnątrz, dalekiej Italii. Zawsze ciekawie posłuchać takiej „innej” opowieści o tym samym zdarzeniu.

Bardziej literatura niż faktu

Książka jest niepozbawiona wad. Przede wszystkim autor jest, jak się zdaje „otwartym katolikiem” z obsesją na punkcie rasizmu, skinheadów i straszliwej „skrajnej prawicy”. Czasem jest to bardzo irytujące. Oprócz tego czasem, stanowczo zbyt upraszcza. Innym razem zaś zbyt komplikuje. Można to jednak wybaczyć. Reportaż to co prawda literatura faktu, ale z zasady więcej w nim literatury niż faktu. Na książkę o faktach też czekam. Mam nadzieję, że wojna rosyjsko-ukraińska zamknie się w datach 2014-2022 i w 2032 przeczytam jakąś jej solidną, a jednocześnie lekko napisaną monografię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *