Rok od „wojny podlaskiej”


„(…) No Stary to było jak w jakimś „Gladiatorze”. Jedne „Abdule” rzucały takie jakby pomosty na conterinę. Wtedy z lasu wypadła cała banda z jakimiś drągami, maczugami, a z tyłu jeszcze procarze i Białorusini z stroboskopem. Jak inwazja barbarzyńców na granice Rzymu (…)”

Tak rok temu znajomy, który wrócił z „podlaskiej zmiany” opisywał utarczki z migrantami na „limesie”. Minął rok i Historia wszystko ładnie zweryfikowała. Okazuje się, że takie ” archaiczne, przemocowe i patryarchalne” struktury jak wojsko czy uzbrojone formacje MSW są potrzebne. Potrzebne są też jasno wyznaczone granicę państwowe. Takie, których nikt nie może przekraczać „jak chce, gdzie chce i kiedy chce”. Jakoś dziś nie słychać oburzenia, gdy Finlandia zakłada zasieki, strażnice i czujniki wzdłuż swej bardzo długiej granicy z Federacją Rosyjską. Mniej też śmieszkowania z „harcerzyków z OT”. Wielka wojna ukraińska uzmysłowiła większości ludzi, że takowe formacje skutecznie wspierają wojska lądowe podczas obrony przed hordami barbarzyńców. Ja o tym mówiłem i rok temu i wcześniej, na swój więc sposób odczuwam teraz satysfakcję. Szkoda tylko, że musiały popłynąć rzeki krwii by do wielu ludzi to wszystko dotarło. Szkoda, że „miałem rację” miało też bardzo wysoką cenę. Już nie zobaczę „oryginalnego” Czernichowa czy Mikołajowa.

Czy w takim razie usprawiedliwiam zachowanie żołnierzy (lub funkcjonariuszy – zależy od wersji) podczas głośnego ostatnio „incydentu z Nietoperzem”? No nie. To było combo dwóch nierofesjonalnych zachowań. Z upadku nieszczęsnego „Abdula” nie powinni śmieszkować, a dwa – nie powinni tego nagrywać. Nieprofesjonalnie (jak się zdaje) i owszem, trzeba jednak wiedzieć, że ów „Nietoperz” nie był, żadnym „oszukanym przez reżim Łukaszenki”. Wiecie…rok temu można było się jeszcze zastanawiać czy czasem nie został „zwabiony i wykorzystany”. Minął rok, w kraju jego ojczystym istnieje internet. Dobrze wiedział, że będzie forsował nie tylko lasy i mokradła, ale i ogrodzenie. Wiedział, że prawie nikt „w Europie” go nie chce. Doskonale też zdawał sobie sprawę, że będzie współpracował z bezpieką Łukaszenki. Tak więc sklasyfikował bym go raczej jako swego rodzaju sabotażystę.

Druga sprawa – ludzie, którzy pilnują granicy też są… ludźmi. Gdybym po kilku czy nawet (tak też bywa) kilkunastogodzinnym patrolu natknął się na takiego „ptaszka” też pewnie wybuchnął bym śmiechem. Incydent był to może przykry, ale nie robił bym z tego jakiegoś dowodu na „zezwierzęcenie polskich formacji granicznych”. Nie zauważyłem na osławionym filmiku kopania, bicia, duszenia, straszenia bronią i tym podobnych zachowań. Zapewne też niedługo później „Abdul” otrzymał pomoc medyczną. Widzimy zdarzenia takimi jakie są i nie dorabiamy „historii dodatkowych”.

P. S.

Jeśli ktoś myśli , że „już po Rosji” może za dwie-trzy dekady bardzo się zdziwić: https://chutornik.pl/2022/10/rozdroze/

Lub też może nawet wcześniej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *