Dekadencja


Niedawno znajoma opowiadała mi historię z cyklu „poszukiwanie męża”. Jak zwykle, w jej przypadku, była to smutna historia. Znajoma owa poznała „na internecie” chłopaka. No, o ile o 34-latku można powiedzieć „chłopak”…Ok poznała mężczyznę. Z zawodu notariusz, z pasji narciarz. Narty zwykle w Dolomitach. W Wielkim Mieście zaś mieszkanie. Całkiem spore. Prezent od rodziców. Przystojny, członek zgrabny, w łóżku namiętny. Zdawało się jej, że poznała „faceta- marzenie” Randki były miłe, wilgotne i gorące. Dziewczyna, o ile o 30-latce można mówić „dziewczyna”, się zakochała. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej była nastawiona, na „coś poważniejszego”. Niestety, gdy doszło do tzw. „poważnej rozmowy” wyznał jej, iż „chyba jeszcze nie dojrzał do poważnego związku”. 34-latek, który nie dojrzał do poważniejszej relacji niż „spotykamy się i ruchamy”…

Inna znajoma też mi narzeka. Ona z kolei ma „stałą relację”. Od dziesięciu lat. Oboje bliżej 40-tki niż 30-tki. Surowe prawa przyrody zaczęły dawać jej sygnały. Znajoma więc zaczeła naciskać na swojego „TeŻeta”. Sugerować zaręczyny. Kusić seksem bez kondonów. Nic z tego. O zaręczynach gadać nie chciał. O zakładaniu kondonów zaczął pamiętać z szczególną starannością. W końcu wyznał jej, iż „jemu dobrze tak jak jest”.

Trzecia rozmowa była zaś z znajomym. Znajomy w stanie paniki. „Mobilizują! Jak w Rosji! 30 dni wyjęte z życia! Ja jestem senior-stukacz w klawiaturę! Nie mogę stracić miesiąca!”. Dopytuję czy dostał wezwanie. Nie dostał, ale „ale zawsze mogę! Jestem OBYWATELEM! Kaczyński jest jak Putin! Jebaaaaać PiSsssss!”.

I jak słucham takich historii to odczuwam coś na kształt dotknięcia. Czego? Właśnie niczego. Niczego, wielkiej Pustki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *