Niegdysiejsze śniegi


Zimy dawne były inne niż teraz. Jeśli dziś mówimy „ale ostra zima w tym roku” to dawniej stwierdzili byśmy „coś słaba ta zima tegoroczna”. Jakkolwiek mroźne i śnieżne nie przeszkadzało to dziecięcej aktywności na świeżym powietrzu. Ileż to radości dawała Malinowa Góra przysypana śniegiem. Jej łagodniejszy skłon był areną zjazdów na sankach, workach wypełnionych słomą oraz pierwszych eksperymentów narciarskich. Opadające ku rzece klify areną zimowych wspinaczek. Raz nawet polecieliśmy w dół w mini-lawinie. Była to wspaniała choć nieco niebezpieczna przygoda. Ćwiczyliśmy też łyżwy i graliśmy w qasi-hokeja. Odbywało się to na przyszkolnym lodowisku. W mniej bezpiecznej wersji na zamarzniętym strumieniu Matka. Czasem lód się załamywał pod ciężarem hokeisty co kończyło się lodowatą kąpielą.

Często prowadziliśmy gry terenowe. Wcielaliśmy się w ich trakcie w takie postacie jak Krzysztof Wielicki, Marek Kamiński, Janne Ahonen, Adam Małysz czy Jack London. Nie zabrakło też ćwiczeń wojennych. Za poligon służyły przez bliskie opuszczone magazyny. Solidne budowle z cegieł i zbrojonego betonu. Pełne zakamarków. Doskonale nadawały się do symulowania walk ulicznych. W zimie z oczywistych względów nie rekonstrowaliśmy Sajgonu ani powstańczej Warszawy. Magazyny o tej porze roku nadawały się za to doskonałe na odtwarzanie walk o Stalingrad. Jako, że był to czas wojen czeczeńskich urządzaliśmy „polowania na rosyjskie czołgi”. Za broń strzelecką służyły kije i zakupione na odpuście plastykowe karabiny. Za granaty bryły lodu, śniegowe kule i petardy. Szczególnie ceniliśmy potężne Achtungi! . Eksperymentowaliśmy z poważniejszym orężem. Karbidowe bomby i koktejle Mołotowa dawały wiele radości. Ważną rozrywką były bójki. Miejscem pojedynków była łąka za szkołą. Tam na wydeptanym w śniegu ringu w honorowy sposób chłopcy rozwiązywali spory. Istniała też rozrywka łącząca amatorski teatr, ludową religijność i zarobek. Było to chodzenie po kolędzie. Ja wcielałem się w rolę Cyganki lub Turonia. Chodziło się od domu do domu grając, śpiewając i recytując.

Oczywiście nie tylko sport i kolędowanie wypełniały zimowe miesiące. Nie było jeszcze internetu więc regularnie nawiedzało się biblioteki. Czytało się ile się dało. Przy herbacie z cytryną ruszało w podróże razem z bohaterami stworzonymi przez Alfreda Szklarskiego i Jacka Londona. Internetu jeszcze nie było, ale był już Polsat. Na Polsacie leciały najlepsze filmy i seriale. Sagi o Conanie i o Rambo. Spotkać tam można było Strażnika Teksasu, Makgajwera, Renegata, Herkulesa i Xenę czy herosów z Drużyny A. Z kolei w TVP w weekendy emitowano „Magazyn Morze” i różne ciekawe filmy. Dało się żyć bez internetu. Więcej, gdy w tamtych precyfrowych latach oglądało się jakiś film to jego fabułę pamiętało się do końca życia. Możecie zresztą mnie zapytać „o czym był film „Człowiek, który chciał być Królem”, „Papilon”, „Mały, Wielki Człowiek”, „Łowca Jeleni”, „Dobry, Zły i Brzydki””. Każdy ten film Wam ładnie opowiem.

Takie właśnie były dawne zimy na Podkarpaciu. Tak je pamiętam i czasem trochę tęsknię do tej co prawda mroźnej, ale arkadyjskiej krainy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *