Idziemy, tylko gdzie?


„(…) bociany będą pływali a wilcy latali. Słońce wzejdzie na zachodzie a zajdzie na wschodzie. Baba z babą spać będzie, chłop z chłopem (…)”

Zamykając temat gadających maszyn. Nie, nie byłem technofobem ani foliarzem. Nie wierzę też w żaden Światowy Rząd , który steruje z Davos tym wszystkim. Lubię internet, mimo swych poważnycha minusów, ma też ogromne plusy. Nie mam nic przeciwko temu, żeby podróż koleją na trasie Krosno-Rzeszów trwała pół godziny. Podróż na Marsa? Świetna sprawa. Nie mniej ten wybuch, wejście na ostro AI do zwykłego życia mnie przeraził jak nic przed tym. Nie chcę tego rajskiego jabłka. Uważam, że jest nasączone trucizną. Czemu tak uważam?

Moja przygoda z cyfrowym światem

Urodziłem się już po tym jak człowiek postawił stopę na Księżycu. Była to epoka kaset VHS, walkmanów, teledysków, magnetofonów, pierwszych pecetów. Dwa lata przed moimi narodzinami wszedł do amerykańskich kin Terminator. Pięć lat po nich upadł Związek Radziecki. Świat szedł do przodu, ale wszystko to było nadal…szyte na ludzką miarę. Zobaczyłem jeszcze świat dawnej wsi. Rządzony przez rytm przyrody i ludowy katolicyzm. Technologiczne był to jednak XX wiek. Jeździło się jeszcze furmankami, ale i latało samolotami. W telewizji były trzy kanały. Można było też wypożyczyć film, kupić kasetę magnetofonową, posłuchać radia. Osobiście mógłbym zaakceptować powrót do tamtego świata. Brakowało by mi co prawda Wikipedii i YouTube , ale co tam takie niedogodności w porównaniu z lękiem jakie wywołują u mnie mechaniczne diabły jak nazwałem CzataGPT4 i jemu podobne poczwary jakie konstruuje się na wytępienie rodzaju ludzkiego.

Na przełomie tysiącleci pojawił się internet. Z początku był tylko ciekawym dodatkiem do książek i gazet. Nie mógł ich jednak zastąpić. Zwyczajnie jego przepustowość była jeszcze zbyt mała. W dodatku można było z niego korzystać tylko za pomocą stacjonarnych komputerów. Żeby, jak to wtedy mówiono surfować po necie trzeba było zamknąć się w pokoju lub wstąpić do kafejki. W drugiej klasie szkoły średniej dostałem cybersmycz – pierwszą komórkę. Był to aparat marki Nokia. Z początku intuicyjnie obawiałem się tego urządzenia. Czułem , że będzie to oznaczać podpięcie się na zawsze pod jakąś sieć. Lecz później odkryłem radość esemesowania. Szczególnie przydatna w erotyczno-romantycznych rozmowach z dziewczętami. Wykorzystywałem także komunikator internetowy zwany Gadu-Gadu. To wszystko się działo, ale było tu sporo miejsca dla człowieczeństwa w starym stylu. Około połowy drugiej dekady XXI wieku kupiłem sobie pierwszego smartfona. To było już wejście do preMatrixa. Z jednej strony ta mała skrzyneczka dawała dużo możliwości. Nie musiałem już nosić ze sobą aparatu fotograficznego. Żeby zabić nudę w autobusie nie trzeba już było kupować gazety w dworcowym kiosku. Podczas zamiatania podwórza słucham sobie podcastów, a przy trzepaniu dywanu muzyki z Jutuba. Z drugiej internet nie był już dodatkiem. Stał się częścią życia niemal 24 godziny na dobę. Nieco wcześniej, w 2011 roku dołączyłem do grona użytkowników Fejsbuka. Nagle to co zwykle gada się podczas picia wódki mogło być oznajmianie całemu światu. Prawdziwa, jak się zdawało, trybuna wolnego słowa. Miało to wszystko, ten skok technologiczny, swoje plusy. Jak prawie wszystko, miał też i ciemne strony. Z roku na rok coraz bardziej mroczne.

Gdzie My w ogóle idziemy?

Im dłużej byłem podpięty na stałe tym większe problemy miałem z czytaniem dłuższych tekstów. Żeby przeczytać książkę , a nawet gazetę coraz częściej musiałem dosłownie chować swoją Magiczną Skrzyneczkę. Byłem coraz bardziej uzależniony od napływu informacji. Informacja stała się już nie czymś co poszerza wiedzę, a raczej powodziową falą. Utraciłem część, rzec można, podstawowych analogowych umiejętności. Pewnej nocy, na fabrycznej zmianie, musiałem zrobić szereg obliczeń. Padła bateria mojego smartfona i… Tabliczka mnożenia na poziomie mnożenia liczb trzycyfrowych okazała się dla mnie poważnym problemem. Byłem na poziomie ucznia specjalnej troski z 3 klasy szkoły podstawowej. Nie tak to miało działać. Elektronika miała mnie rozwijać a nie cofać!

Nie lepiej było i patrząc szerzej niż na swoje życie. Ludzie dzięki internetowi wcale nie zaczęli krytycznie myśleć, dyskutować z większą kulturą. Na odwrót pozamykali się w swoich bańkach informacyjnych. Rozmnożyły się wszelkie sekty. Qannoy, woke-lewica, incele itd. Świat robił się coraz bardziej światem na opak. Przykład pierwszy z brzegu. Przed i na początku ery cyfrowej Afroamerykanie mieli różnych bohaterów. Byli to sportowcy i artyści, żołnierze, gangsterzy itd. W czasach smartfonów na herosa wyrósł drobny rzezimieszek, którego jedynym osiągnięciem była śmierć pod czas brutalnej interwencji policji. Oczywiście nieboszczyk Floyd nie jest bohaterem dla wszystkich amerykańskich Murzynów, ale dla bardzo wielu tak. Co więcej utarł się zwyczaj klękania ludzi innych ras przed cieniami Floyda. Ogromne rzesze pokornie oddaje mu cześć choć sami chyba dobrze nie wiedzą dlaczego. Po prostu wydaje im się, że tak trzeba. Takie przykłady można mnożyć. Patrząc na Polskę. Czemu takie postacie jak Grzegorz Braun czy Michał „Margot” Szutowicz zyskały, aż taki rozgłos? Dzięki internetowi.

Internet miał też wywołać Drugą Rewolucję Seksualną. Zapowiadano, że życie erotyczne rozkwitnie. Nic takiego się nie stało. Według badań ludzie nie tylko coraz rzadziej decydują się na poważne relacje i spłodzenie dzieci, ale i mówiąc kolokwialnie, nie chce im się już ruchać. Cywilizacja internetu to coraz bardziej cywilizacja walenia konia na śmierć. Cywilizacja samozagłady. Media społecznościowe okazały się kotłem w którym jest dosłownie wszystko. Najwięcej zaś próżności. Także i oczywiście mojej. Miałem z roku na rok coraz silniejsze wrażenie, że niebawem ludzie będą chcieli pokazać Światu wszystko. Łącznie z aktami zapładniania, porodami i agoniami. Coraz mniej w tym cyfrowym świecie było prywatności coraz więcej chaosu, darcia mordy i inwigilacji. Czy naprawdę jest to nam potrzebne? Czy nie lepiej by było by ktoś zaciągnął ręczny hamulec?

Koty wykorzystują zapewne ok. 90-100% potencjału jaki daje im ich kotowatość. Ile ludzkich możliwości wykorzystuje przeciętny użytkownik internetu?

Gwiezdne Wrota czy Wrota Piekieł?

Wcześniej oczywiście wiedziałem, że takie Golemy są tworzone w mrocznych kazamatach laboratoriów Big-Techu czy chińskiej bezpieki. Zdarzyło mi się nawet w 2018 rozmawiać z taką eksperymentalną cyfrowa panienką. Było to ciekawe doświadczenie, ale wyparłem myśl , że to już. Akceptowałem oczywiście to , że algorytmy są używane w sferze bezpieczeństwa, przemysłu, finansów, rozrywki, medycyny. Ogólnie mówiąc wszędzie. Jednak premiera tej szkaradnej machiny zwanej CzatGPT4 zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Było to uczucie podobne do tego jaki robi skorpion położony na obnażonej klatce piersiowej. Imponujące, ale niezbyt przyjemne. Rzeczywistość z filmów S-F stała się realnością człowieka XXI wieku. Zacząłem więc czytać na ten temat. Trafiłem na wywiad z wybitnym fizykiem kwantowym z Uniwersytetu Warszawskiego. Odnalazłem tam (przynajmniej tak to odebrałem, być może to mylne wrażenie) taką mieszankę niezmierzonej buty i niezgłębionej bezwzględności jakbym czytał rozmowę z samym czortem i to wysoko postawionym w piekielnej hierarchii. Streścić ją można jednym zdaniem My uczeni zrobimy z ludzi bogów, albo zmienimy ich w cyber-małpy.

Ludzie podobni „uczonym” z takich filmów jak Doktor Strangelove, Doktor Mengele kontratakuje czy Człowiek-Mucha mają nieograniczoną władze nad każdym z Nas. Czuję się jak jakiś biały szczur z laboratorium. Jeśli zginę, popadnę w obłęd czy zostanę mutantem to będzie tylko koszt postępu. Żadnych pytań. Mam się uśmiechać i cieszyć z nastania Nowej Ery. A niech ich wszystkich szlag trafi z ich uszczęśliwianiem. Bo to mi źle było w epoce gdy hitem nowinek była konsola Pegasus i walkman? Nie. Przynajmniej nie trzeba było się bać spełnienia proroctw z Apokalipsy Świętego Jana. Czy żyłem w lęku, gdy czarował swymi możliwościami winamp i CDroom? Nie, bałem się wpierdolu na festynie czy wywiadówki, ale Zagłada była czymś tak odległym jak świat z Matrixa.

TechnoBestia przybyła

Wyobraźcie sobie młodzieńca obdarzonego wspaniałą urodą, dorodnym przyrodzeniem, wielką elokwencją i urokiem osobistym a w dodatku mającego bogatego ojca. Młodzieniec ów ma wspaniałe życie erotyczne. Dziesiątki partnerek. Same mu wskakują do łóżka. Z czasem zwykły seks go nudzi. Zaczyna więc eksperymentować. Sadomaso, biseksualne orgietki stymulowane różnymi ekstatycznym i używkami i tym podobne. Coraz bardziej wyrafinowany seks w końcu go śmiertelnie nudzi. Finalnie zostaje aseksem, którego już nic z tych rzeczy nie interesuje. Wyobraźcie sobie też człowieka, który zażył psychodelika. Ma dobrą podróż. Jego umysł zalewają niezwykłe, rajskie doznania. Po paru godzinach w wieczności ma już jednak dość. Chce wrócić na ziemię. Zjeść kebaba i wypić piwo. I jeszcze wyobraźcie sobie gościa podczas wesołej libacji , któremu pije się coraz lepiej. Wlał w siebie 0,7 wódy. Piwo, wino i…Zaczyna się czuć źle. Zjedzone i wypite rusza z żołądka ku gardłu. Rzygowiny tryskają ustami i nosem. Dość!!!!

No to ja (i chyba wielu ludzi)ma podobnie. Te już mega, giga, tetra ale prawdziwe chujobajty danych, które nas bombardują męczą a nie cieszą. Męczy ta sieciowość, wirtualność, innowacyjność. Dla mnie osobliwość technologiczna nadeszła tej wiosny. Nie rozumiem już co się dzieje. Nic nie potrafię przewidzieć. Świat stał się jakimś dziwnym futurystycznym miejscem które zamieszkują różne rasy kosmitów.

I jej pieczęć

Niebawem, w 5 lub 25 lat Osobliwość będzie już tak powszechna, że aby nadążyć trzeba będzie się podpiąć do Systemu. Nie mówię o jakiś magicznych okularach , które poszerzą naszą percepcję. Temu nie jestem zasadniczo wrogi. Sam zachęcam do tego byście wzięli udział w zbiórce na termowizor dla ukraińskich żołnierzy ( https://chutornik.pl/2023/03/ku-krymowi/). Magiczne okulary złe nie są. Podpięcie na stałe, transhumanistyczne tworzenie Nowego Człowieka to już piekło. Co oznacza bycie takim Sieciowym Człowiekiem? Ano nic innego jak całkowitą zależność od Cyberbóstwa. Antychryst, Skynet, Władza będzie czytać Wasze myśli. Inwigilacja osiągnie poziom nieznany w przeszłości. Nigdy nie będziecie pewni czy to co widzicie jest prawdziwe czy jest tylko symulacją. To jest Maja o której mówił indyjski mędrzec Budda. To jest Czysta Ciemność , która funduje się ludzkości pod pozorem Cyfrowego Zbawienia. Dziękuję nie chcę. Kurwa wolę liczyć za pomocą ołówka i kartki. Wolę orać pole koniem. Wolę sobie przy tym podśpiewywać. Wolę to wszystko niż pójść za życia w czeluście Cyfrowego Piekła.

Rytm przyrody najlepiej słyszeć w świecie rzeczywistym

Nie, to nie progres

Każdy Wielki Wynalazek niszczył lub ograniczał jedne zawody, ale tworzył inne. Wynalezienie motyki, sierpa i radła spowodowało, że zbieractwo stawało się zajęciem drugorzędnym. Maszyna parowa zniszczyła warsztaty tkaczy, ale wybudowała tkackie miasta takie jak Łódź. Rozwój telefoni komórkowej był końcem dla zawodu monter i serwisant budek telefonicznych. Powstał za to szereg innych prac związanych z telefonią GSM. Czy rewolucja AI jest tym samym? Nie. Jej twórcy wprost mówią, że chcą uwolnić Świat od jarzma pracy. Czyli od czego? Poczucia bycia potrzebnym? Satysfakcji z tego, że nie tylko się bierze, ale też coś wnosi? Oczywiście mnóstwo ludzi nienawidzi pracować. Dla takich faktycznie ta Wielka Zmiana jest prawdziwym wyzwoleniem. Będą mieć teraz 40 dodatkowych godzin w tygodniu na walenie konia, albo oglądanie seriali. AI stworzy im takie symulacje, że wyżej wymienione czynności nabiorą zupełnie nowego wymiaru. Takich nicponi jest wiele, ale więcej jest takich co pracować chcą. Może lżej, może krócej, ale pracować.

Jest jednak nadzieja. Może się okazać, że mechaniczne diabły nie są , aż tak praktyczne. Czytałem ostatnio, że jakieś beztalencie stworzyło za pomocą AI książeczkę dla dzieci w pół godziny. Tak sobie myślę i co w związku z tym? 48 książeczek na dobę, 1440 na miesiąc. Skąd nabrać dzieci, które to wszystko przeczytają i lasów by narobić odpowiednią ilość papieru? Ekstremalna efektywność tego chujstwa może okazać się finalnie nieefektywna. Oby tak się stało.

Wojna bez zwycięzców.

Tak wiem, że ani Blok Ludzi Morza ani Blok Azji nie odpuści w rozwoju mechanicznych diabłów. Trwa nowa Zimna Wojna lub jak mówią inni nowe wojny napoleońskie. Owszem to prawda z tym, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy wyścigiem na coraz mocniejsze ładunki jądrowe a konkurowaniu kto zrobi silniejsza gadająca maszynę. Po 1945 roku NIKT nie użył bojowo bomby atomowej ani, tym bardziej, wodorowej. Nie użyto jej przeciwko Hajfongowi ani nie złamano nią oporu obrońców Azowstalu. Nie użyto jej w czasie himalajskich walk indyjsko-pakistańskich ani podczas wojny Yom Kippur. Zasadniczo nie odpala się ich już nawet na poligonach. Leżą w magazynach i tylko co jakiś czas wymienia się w nich to i tamto. Broń jądrowa jest jak sikiera. Możesz nią zabić, ale sama z siebie nikomu głowy nie odrąbie. I broń jądrowa i siekierą są narzędziami które nie przenikają życia człowieka. Są bo są. Z sztuczną inteligencją jest inaczej. To jest samochód prowadzony przez zećpanego wszystkim Sebę. Wsiedliśmy do niego i módlmy się , żeby skończyło się tylko na dachowaniu. Może i wygramy konfrontacje z potężnym Chińskim Smokiem , ale nasze społeczeństwa będą zdewastowane. Nie trzeba będzie do tego Skynetu ani Antychrysta.

Na koniec

Podsumowując – mechaniczne diabły to albo Złe , albo Chujstwo na Zgubę Rodzaju Ludzkiego Skonstruowane. Zniszczyć tego nie mogę, tak więc niech choć będzie wiadomo, że ostrzegałem. Oczywiście mogę się mylić, ale wnioski wysuwam obserwując to co już się stało. A stało się tak, że chujabajty danych wcale nie zrobiły z nas nadludzi. Wręcz przeciwnie mamy społeczeństwo pełne przesytu, inby, lenistwa umysłowego. Już teraz coraz bardziej lewe to prawe, prawe to lewe, góra jest na dole, a dół na górze.

Na foto – ok. 150 n. e. Wolny Dak podczas obrzędu ku czci bóstw przyrody.

P. S.

Wczoraj była rocznica katastrofy w Smoleńsku. Jakże świat się od tego czasu zmienił! I wcale nie na lepsze. Wtedy jeszcze można było jakoś panować nad chaosem. Teraz już nie. Chaos żyje swoim własnym życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *