Odliczanie


Nie będzie to obezwładniające uderzenie podobne do tego jakie latem 1995 zmiotło z kart historii Republikę Serbskiej Krajiny. Nie będzie to też dość powolne, ale systematyczne wypieranie wroga podobne do azerskiej rekonkwisty w Karabachu w 2020. To nie jest jesień 2022 kiedy na styku Ukrainy Słobodzkiej i Donbasu udało się wedrzeć szybko daleko w terytoria okupowane przez Moskali. Ukraińska wielka kontrofensywa roku 2023 to zadanie o wiele trudniejsze. Nie mniej jednak ten zapowiadany od dawna atak nastąpi. Mam nadzieję, że ukraińskie wojska dotrą do wód Morza Azowskiego. Jeśli nie dotrą to i tak atakować trzeba bo wielka wojna ukraińska nieuchronnie zbliża się do momentu kiedy obie strony usiądą do stołu rozmów.

Oczywiście chętnie bym zobaczył żółto-niebieskie chorągwie nad portem wojennym w Sewastopolu, ratuszem w Ługańsku, ruinami Azowstalu i gruzami donieckiego lotniska. Patrząc jednak realistycznie dzisiejsza Ukraina to nie Wietnam Północny sprzed 50 lat, ani nie Iran lat 80-tych XX wieku. Ten kraj nie ma mas młodych chłopców ze wsi, których można rzucać na wroga batalion za batalionem, fala po fali. To kraj jedynaków. Druga sprawa jest taka, że co prawda Chanat Moskiewski nie ma siły na trwająca latami wojnę ojczyźnianą, ale i NATO też ma swoje ograniczenia. Co innego dostarczać broń partyzantom z Kardanostanu czy pomagać tłumić rebelię w Mambaleo , a co innego toczyć Proxy War na taką skalę. Nie ma jak widzę ku temu woli politycznej by wspierać Kijów , aż do pełnego zwycięstwa. Tak więc od tego natarcia , które teraz nastąpi będzie zależeć ukraińska pozycja negocjacyjna. Trzeba więc Ukraińcom wywalczyć jak najwięcej. Tyle ile się da. Żeby zaś dało się jak najwięcej tego im serdecznie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *