To nie gra
Przeglądam sobie internet. Ukraińcy zrzucili bombę z drona. Oczywiście zniszczyli rosyjski złom nie dając orkom żadnych szans. Kawałek dalej informacja , że gejmstrimer o pseudonimie Gucio przez ponad dobę walczył z ogromną żabą. Jego bronią był świetlny miecz. Jego walkę podziwiał cały świat. W dobie gdzie fikcja miesza się z realnością może wydawać się, że obie te wiadomości są tak samo ważne.
Tak naprawdę wojna na Ukrainie grą nie jest. W ukraińskich okopach siedzą ludzie , którzy niedawno byli cieślami, betoniarzami, specami HR-ów, grafikami komputerowymi, właścicielami sklepu z butami. Może siedzi tam Saszka który kładł w waszej łazience płytki. Może jest tam Włodymyr, który jeszcze niedawno przywoził wam ciepłego kebaba.
Siedzą i boją się, gdy nad głową huragan ognia i stali. Taki sam jak w dawnych wojnach. Tak samo grozi im snajper, bombowiec, moździerz, mina, kulomiot. Są jeszcze i nowe zagrożenia. Małe latające maszyny które naprowadzają artylerię wroga i wrzucają do okopów granaty. Boją się tak samo jak żołnierze na polach Borodino i jak ci na wzgórzach wokoło miasteczka Cassino. Tak samo muszą też zabijać. Czasem z bardzo bliska, czasem i białą bronią. I mierzyć się z tym faktem, bo oni wiedzą, że zabijają ludzi. Takich samych, biologicznie na sprawę patrząc, jak oni. Żołnierz rosyjski nie jest bowiem mutantem z gry tylko żywym człowiekiem. Takim samym jak żołnierz niemiecki w 1943. Nie każdy to zbrodniarz i nie każdy trafił na front z własnej woli. Są oczywiście i tacy co pragną tej wojny. Są i tacy którzy odcinali jeńcom głowy, gwałcili dziewczyny a potem wieszali je na drzewach, grabili i podpalali ukraińskie domy. Lecz i oni harczą, gdy wyciąga się z nich zakrwawiony nóż. Oni też jęczą nocami poharatani kulami, zaplątani w zasieki. To wszystko…jest naprawdę. Dziś, w maju 23 roku XXI wieku. W kraju sąsiadującym z Polską.
I to sobie wbijcie do głowy. Na polach Donbasu niedługo znów wyrosną czerwone maki. Prawdziwe, nie utworzone z pikseli.
