Morze, nasze Morze
W dzieciństwie jedną z moich wielkich fascynacji były szerokie przestwory mórz i oceanów. Krosno leży w głębi lądu. Daleko i od Bałtyku i od Morza Czarnego i od Jadranu. Czego oko nie widziało to czasem i serce więcej ciekawi. Potem o morzu zapomniałem. Do czasu, gdy zacząłem rejsy na Półwysep Kornwalijski. Krainę wciśnięta pomiędzy La Manche, Morze Celtyckie i Atlantyk. Tam powiew oceanu było czuć bardzo mocno. Każdy zaś brytyjski mejt miał kogoś, kto był związany z morzem. Wujka rybaka, clasmejta co pływał na kontenerowcach, kuzyna w Royal Marinsach, albo i sam planował służbę na lotniskowcu. Na Wyspach Brytyjskich wróciła moja miłość do morza. O niej będzie ten wpis.
Czarnomorscy partyzanci
Największa wojna morska naszych czasów (od falklandzkiej czegoś takiego nie było) toczy się aktualnie całkiem niedaleko. Uświadomiła mi jak bardzo nie doceniałem znaczenia Marynarki Wojennej. Wydawało mi się wcześniej, że wystarczy mieć dużo rakiet ziemia-woda i trochę małych a szybkich łodzi dla ochrony przed dywersantami i dokonywania rajdów. Plus jeszcze parę trałowców. W lutym 2022 historia zaczęła weryfikować moje wyobrażenia o morskiej wojnie. To co było przeze mnie lekceważone okazało się arcyważnym.
Jak sprawa wygląda po 1,5 roku trwania konfliktu na wielką skalę? Ukraina, kraj z ogromnymi (wareskimi i kozackimi) tradycjami skutecznej walki morskiej, odniosła szereg sukcesów. Odbito Wyspę Węży. Zatopiono Moskwę. Zniszczono lub uszkodzono szereg rosyjskich okrętów i statków. Zdalnie sterowane torpedy dosięgały celów nawet w kaukaskim Noworosyjsku. Ukraińscy komandosi przenikają morzem w góry Krymu, a może i aż na Kaukaz. Odessa i Mikołajów obroniły się. Chersoń został odbity. To wszystko prawda, ale prawdą jest też to, że Korytarz nadal kontroluje armia Chanatu Moskiewskiego. Pętla blokady zaciska się na ukraińskich portach nad Morzem Czarnym. Bez floty wystarczająco silnej do jej przerwania nic się nie zmieni. Kraj broniący się przed agresorem będzie skazany na kontynuowanie swoistej morskiej partyzantki. Takie korsarsko-kozackie akcje napsują krwii agresorom, ale blokada nie rozerwą. Nie widać też konwojów, które pomogły by przedrzeć się statkom handlowym do ukraińskich portów. Ofensywa taurydzka przypominają natarcia spod Ypres. Morze Azowskie jest może w zasięgu zdalnych torped, ale ani nie wpłynie nań okręt pod banderą Sahajdacznego ani nie wykąpią się w nim ukraińscy czołgiści.
Widząc to wszystko zacząłem całym sercem popierać rozbudowę naszej Marynarki. Jeśli wybuchnie wojna na Pacyfiku to nie ma co liczyć na okręty US Navy i Royal Navy. Trzeba będzie radzić sobie siłami miejscowymi. Co prawda tacy Szwedzi złej floty nie mają, ale wypada też mieć swoją. Wierzyć zaś w możliwość wybuchu wielkiej wojny wypada po tym co się wydarzyło 24 lutego roku pamiętnego. Pamiętając o tej dacie powtórzmy Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da. Elbląg nie podzieli losu Mariupola.
Naszym Ojcom…
Część osób w Polsce szydziła z pomysłu by zwiększyć możliwości portu w Elblągu. Teraz boleją nad rozbudową portu w Świnoujściu. Niech szydzą i niech boleją. Polska od Bałtyku odepchnąć się nie da. Poparł bym obie inwestycje niezależne kto jest u władzy. Każdy normalnie myślący obywatel zrobił by to samo niezależnie jak nazywałby się premier. Morawiecki, Tusk, Bosak, Kosinak-Kamysz czy Zandberg. Porty to okno na świat. To eksport i import. To dobrobyt.
Co ważne nie chodzi tu o robienie komukolwiek na złość. Niemcy to nasz największy partner gospodarczy. Nie ma niczego złego w outsourcingu czy zarabianiu na byciu podwykonawcą. Nie możemy jednak być miteleuropejską półkolonią. Stać nas na coś więcej niż bycie krajem podwykonastwa i taniej siły roboczej. Bałtyk to też nasza historia. Nie jesteśmy morskim narodem jak Grecy, Anglicy i Holendrzy. Nie mniej jednak już pierwsi Piastowie wojowali o kontrolę nad ujściami Wisły i Odry i tamtejszymi portami. Już pierwsi Piastowie organizowali flotylle Długich Łodzi. Niech i nam nie wystarczają ryby słone i cuchnące.
P. S.
O katastrofie lotniczej w twerskim obwodzie rozpisywać się nie będę. Miałem rację pisząc, że ataman Wagnerowców nie da się wyrzucić z okna. Jednak zginął. W samolocie. Może to komuś da do myślenia w sprawie katastrofy lotniczej w Smoleńsku. Tej z 2010 roku.
