Recepta na dżyhadyzm


19 lat temu, 16 listopada 2004 nad ruinami irackiej Al-Falludży załopotały chorągwie bitewne amerykańskich i brytyjskich sił okupacyjnych oraz irackich wojsk rządowych. Trwające od wiosny 2004 rządy koalicji dżyhadystów i antyamerykańskich rebeliantów w tym mieście dobiegły końca. Zakończył je trwający prawie dwa tygodnie szturm. Były to dla Amerykanów najcięższe walki miejskie od czasów bojów o wietnamskie miasto Hue. Setki żołnierzy poległo, albo odniosło ciężkie obrażenia.

Czy to pomogło? Czy tysiące wystrzelonych pocisków artyleryjskich, setki zrzuconych bomb wyrugowały radykalny islam z tego miasta nad Eufratem? Na dekadę. Dziesięć lat później, pod koniec grudnia 2014 pod miasto podeszły wojska tzw. Państwa Islamskiego. Tydzień później czarne proporce ISIS powiewały nad minaretami Falludży. Irackie wojska rządowe odbiły miasto dopiero w czerwcu 2016 po trwającej trzy miesiące bitwie. Jak widać podczas szturmu w 2004 nie wybito wszystkich radykaknych islamistów z tych okolicach. Zapewne i dziś działają tam dobrze zakonspirowane komórki ISIS.

Bombami i obławami, snajperami i dronami, nożem i granatem nie da się bowiem zniszczyć mocnej ideologii. Izraelczycy są dziś pewni siebie niczym Bośniaccy Serbowie w czasach wojny w Jugosławii. Mówią światu: jesteśmy mocni i robimy swoje. Sobie samym zaś, że wygramy jak w 1967. Problem w tym, że to nie ta wojna. Tą obecną już przegrali bo, jak słusznie zauważył pewien były żydowski premier (a zarazem emerytowany komandos i generał) – Hamas to nie armia, to ideologia.

Na foto – ostrzał Falludży. XI 2004.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *