O towarzyszach i towarzyszkach


Był kiedyś w Polsce taki polityk co się nazywał Jacek Kuroń. Zasłynął jako rewolucjonista. W czasach, gdy jeszcze (prawie ) nikomu nie śniło się, że Związek Sowiecki upadnie wystąpił przeciwko komunie z pozycji… komunistycznych. Konkretniej – razem z swoimi towarzyszami chciał zreformować PRL tak by dyktatura ploretariatu była realnymi rządami robotników, a nie partyjnej biurokracji. Grupa inspirowała się myślą Trockiego (swoją drogą bestii równie krwiożerczej jak Stalin), pomysłami jugosławiańskich towarzyszy oraz ideami krążącymi w polskim środowisku komunistycznym od czasów odwilży (lata 1955-57). Za swoją zbytnią gadatliwość, swoje przemyślenia ogłosili bowiem publicznie, członkowie owej grupy poszli siedzieć do więzienia. Taki był PRL. Nie był to reżym Kaczyńskiego tylko prawdziwy zamordyzm. Jak wyglądał zakład karny w tamtych czasach? Bicie, brud, zimno, szykany – to był standard. Nie, stanowczo nie było to miejsce do zniesienia przez nam współczesnego tzw. aktywistę. Kuroń był jednak autentycznym rewolucjonista, czerwonym bojownikiem. Wytrzymał tą odsiadkę, wytrzymał i następne. Zatrzymania, szykany, represje finansowe, szantaże także wytrzymał. Można uważać go za mimo wszystko komucha, nazywać utopista, ale nie można odmówić mu odwagi. Odwaga jest jednym z tych zjawisk, które bardzo ciężko symulować.

Droga dysydenta

Później Kuroń ideowo ewoluował ku socjaldemokracji. Stał się jednym z najbardziej znanych dysydentów krajów tzw. Bloku. Nie można mu odmówić zasług w przygotowanie gruntu pod rewolucję Solidarności. To on wymyślił hasło nie palcie komitetów, zakładajcie własne. Chodziło w nim o to by zamiast zdarzających się od czasu do czasu nieskoordynowanych buntów brutalne i szybko tłumionych iść raczej w budowę oddolnej sieci obywatelskiej solidarności. Razem, dokładnie tak – razem obywatele i obywatelki stawać mieli przeciw opresyjnemu państwu. Tak by nikt nie szedł sam.

Razem

Gdy w połowie lat 70-tych Gierkowski cud gospodarczy zaczął się załamywać wybuchły największe od kilku lat protesty. Techokrata Gierek racjonalnie stłumił bunt za pomocą pałek a nie czołgów. Nie udało się jednak wypałować idei. Idea obywatelskiego nieposłuszeństwa nabrała wiatru w żagle. Setki i tysiące dołaczały do szeregów pokojowego ruchu oporu. Byli to ludzie przeróżni. Dość wymienić kilka głośnych i dziś nazwisk – Terlecki znany też jako Pies , Macierewicz, Michnik, Gebert. O gospodarce w pełni wolnorynkowej nie myślał nikt z nich. Niewielu marzyło też o pełnej niepodległości, Polsce należącej do NATO i EWG. Za optymalna drogę uważano finlandyzację. Rzeczpospolita Ludowa miała rozluźnić więzy z Moskwą, ale ich nie zrywać. Obawiano się sowieckiej interwencji podobnej do nieodległych pacyfikacji Czechosłowacji i Węgier.

Pod koniec przerwanej dekady niewydolność ekonomiczna systemu była już dla wszystkich jasna. Zimą 1978/79 burze śnieżne sparaliżowały kraj. Kolejki pod sklepami były coraz dłuższe. Sfrustrowane społeczeństwo zmieniało się w beczkę prochu, a iskrą był nie kto inny jak Nasz Dalajlama. Przyleciał z Rzymu do Polski i podpalił lont.

Teologia Wyzwolenia polsku

W sierpniu 1980 wybuchła owa dziwna rewolucja. Narodowo-katolicka, republikańska i anarchosyndykalistyczna zarazem. Władze nie odważyły się na powtórkę masakry sprzed dekady. Zalegalizowano Solidarność. Miliony ludzi pracy przyłączyło się do niezależnego, ogólnokrajowego związku zawodowego. Strajk stał się straszliwą bronią przeciw reżimowi. Gdy strajkuje jedno miasto możesz otoczyć go wojskiem i policją a następnie sterroryzować. Co jednak, gdy strajkują zakłady pracy w kilkudziesięciu miastach? Reżim wydawał się bezradny. Jednocześnie ten ze swej istoty lewicowy ruch nie szedł pod czerwonymi sztandarami. Obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i portrety Naszego Dalajlamy zdobiły bramy strajkujących hut, stoczni i fabryk. Zdawało się nastąpiło braterstwo między ześwieczczoną inteligencją i głęboko katolickim ludem.

Czas pałek

W końcu jednak reżim przygotował się do kontrataku. W grudniu 1981 władzę objęła junta wojskowo-policyjna. Równie specyficzna jak rewolucja, którą tłumiła. Formalnie była to władza komunistyczna. Były portrety Marksa i Lenina. Czerwone proporce powiewaly obok biało-czerwonych. Oficjalnie zwalczała kontrrewolucję , reakcję a także agentów imperializmu. Swą treścią przypominała jednak carat, albo prawicowe dyktatury z Ameryki Łacińskiej. Aresztowano tysiące ludzi. Wśród nich i samego Kuronia. Strajkujące zakłady pracy pacyfikowano. Czołgi wyłamywały bramy fabryk i kopalń a za nimi wbiegały specjalne oddziały milicji. Na ulicach postawiono blok-posty dla kontroli i dla zastraszenia. Kuroń z początku był nieprzejednanym wrogiem komunistów. Dopuszczał nawet możliwość zbrojnego powstania. Nie uległ szykanom, szantażom ani pokusom. Podobnie i większość narodu. Pierwsze lata tej ponurej dekady to czas zamieszek, konspiracji, cywilego ruchu oporu. Przypominało to wszystko sytuację w Kongresówce tuż przed wybuchem powstania styczniowego.

Później i reżim łagodniał i ludzie byli coraz bardziej zmęczeni trudami życia jak i trwaniem w oporze. Cały system od Władywostoku po Łabę zaczął się rozsypywać. W 1985 na Kremlu zaczął władać Gorbaczow. Choć myślano o tym już wcześniej (między innymi Beria i Andropow) dopiero teraz zaczęto realizować Plan B. Miały się dokonać pewne zmiany. Po pierwsze gospodarcze. Już od dekady Chiny Ludowe wprowadzały elementy kapitalistyczne do swej gospodarki. Przynosiło to pozytywne efekty. Postanowiono wzorować się na chińskich towarzyszach a zarazem wrogach. Kolejną zmianą miała być liberalizacja systemu. Po co zwalczać dysydentów skoro można dać im nieco poczucia wpływu na rzeczywistość, albo zwyczajnie kupić. Więzienie i bicie ludzi było źle widziane w Europie. Tam zaś były rynki zbytu na surowce i produkty ZSRR i krajów tzw. demokracji ludowej. Mówiąc prościej zamiast budować nowe czołgi chciano raczej wznosić nowe gazociągi o miłych nazwach typu Północny Potok. Co do zaś USA wiedząc, że z Reganem nue ma żartów chciano dążyć do kolejnego odprężenia. Redukcja wydatków na zbrojenia była konieczna, a przewaga technologiczna wojsk NATO-wskich rosła z roku na rok. Taki był plan Kremla. Nie wyszło, ale udało się za to częściowo zrealizować Plan C, a to jest łagodne lądowanie komunistów, gdy ich Imperium upadnie.

Tak zwane pojednanie

Także i nad Wisłą przedstawiciele lokalbego, satelickiego reżimu wylądowali na atłasowych poduszkach. Potwierali przeróżne firmy, pozakładali partie polityczne, organizowali mafijne grupy. Było to możliwe, gdyż kierownictwo głównego nurtu opozycji, do którego Kuroń należał, zawarło układ z juntą Jaruzelskiego. Natomiast sile uderzeniowej solidarnościowej rewolucji – klasie robotniczej ofiarowano coś o co nie strajkowała i czego nie rozumiała. Zwało się to terapią szokową , albo złodzieizacją ustrojową. Z jednej nędzy wpadli w drugą, z starej opresji w nową. Strach przed biciem pałą zastąpił o wiele silniejszy lęk jakie wywoływały slowa jak ci się nie podoba to wypierdalaj – na twoje miejsce mam dziesięciu chętnych.

Polska Rzeczpospolita Cwaniacka

Co prawda powstawało wiele nowych firm, wiele przetrwało do dziś, ale upadały ogromne zakłady. Na mapie kraju pojawiały się prawdziwe czarne dziury, gdzie jedynym źródłem dochodu była rynta babek. Tam, gdzie praca była wracały często stosunki z czasów folwarcznych. Jeśli się trafiło na dobrego Pana to miało się szczęście… Obcy kapitał wchodził do tego postkolonialnego kraju jak do jakiegoś afrykańskiego państwa. Kupowano fabryki za czapki gruszek, kwitły przekręty, a czasem były to klasyczne wrogiem przejęcia. Jak nie wiecie co to wrogiem przejęcie – masz 5 cementowni, kupujesz podupadła firmę, która jednak w przyszłości stanowić konkurencję. Zamykasz je. Konkurencji już nie będzie.

Rozkwitł cynizm. Nieformalnym hasłem Aferałów było pierwszy milion trzeba ukraść. To właśnie w KLD zwanej Partią Gdańskich Aferałów zaczynał swoją karierę nikczemny Tusk. Cynizm zatruwał całe społeczeństwo od warszawskich elit po uczniów prowincjonalnych podstawówek. Bohaterami młodych chłopców byli bandyci, którzy mieli złote łańcuchy, czarne sportowe auta, dostęp do pięknych i łatwych kobiet i tzw. respekt. Niewiele starsi chłopcy wstępowali w szeregi band. Nie o taką Polskę walczył Kuroń…

Minister

…a jednak po 1989 został ministrem pracy. Lub raczej ministrem bezrobocia. Kuroniówka to właśnie od niego wzięła swoją nazwę. Uwikławszy się w nowy system musiał go uwiarygodniać swoją twarzą. Był cynikiem? Nie, absolutnie w to nie wierzę. Nie on. Myślę, że po prostu mu wmówiono, że nie ma wyjścia. Może tylko jako minister łagodzić skutki neoliberalnego leczenia gospodarki. Starał się więc to robić i trzeba przyznać robił to z wielką energią. Być może kierował się też strachem przed odrzuceniem przez własne środowisko. Stając w opozycji do takiej a nie innej drogi do gospodarki rynkowej stał by się obywatelem Ciemnogrodu, a nawet mógł zostać publicznie wyklęty na łamach Gazety Wyborczej. Cokolwiek nim kierowało jako minister ponosi współodpowiedzialność przed Bogiem i Historią za działania ówczesnych rządów.

Pod koniec życia nasz bohater wprost mówił o błędzie w tym zakresie. Przyznawał , że skutki przyjęcia takich a nie innych strategi ekonomicznych przyniosło zbyt dużo szkodliwych skutków ubocznych. Nawiązywał konrakty z różnymi lewicowymi działaczami zarówno w Tenkraju jak i poza jego granicami. Zakolegował się wtedy z młodym towarzyszem o pseudonimie Duńczyk, który później został jednym z liderów Razemu.

Natomiast nigdy nie żałował sprzeciwu wobec lustracji. Tak, towarzysz Kuroń nie poszedł razem z towarzyszem Olszewskim (sławny premier był bliższy tradycjom PPS-owskim niż wolnorynkostwu) w tej kluczowej kwesti. Dlaczego tak? Znów – nie podejrzewam cynizmu. Pewnie po prostu nie chciał wiedzieć kto na niego donosił. Tylko czemu odmawiał tego prawa innym inwigilowanym? Czy nie rozumiał jak brak lustracji zatruwa życie polityczno-społeczne? Może nie rozumiał, może znów bał się michnikowych anatem, może też odezwał się w nim bolszewik którym był za młodu. Cokolwiek nim kierowało przyłożył rękę do powstania Fajnopolski – postkolonialnego, neofeudalnego, postkomunistycznego państwa zwanego też III RP.

Ministra

Dziś w nowym rządzie, który zwykłem nazywać jebajpisowskim, ministrą pracy i socjalu została towarzyszka Dziemianowicz-Bąk. Czy ów nowy rząd zlikwiduje WOT, albo wyrzuci amerykańskie wojsko z Jasionki? Nie, Niemcy są wasalami Amerykanów więc to się nie zmieni. Nie zostaną też zabrane +800 bo Tusk nie jest durny. Natomiast nie mam wątpliwości, że rozbudowa portu w Świnoujściu będzie sabotowana na wszelkie sposoby. Niedaleko jest port Rostock (po naszemu Roztoka) i Świnoujście byłoby konkurencją. W interesie niemieckim jest to utrącić. W interesie niemieckim jest też nierentowność takich firm jak LOT czy Orlen. A w Platformie jest wielu doswiadczonych aferałów i aferałek, którzy w robienie przedsiebiorstwa nietentownym są prawdziwymi mistrzami. Niemców takie sabotaże bardzo interesują, skoro nie udało się stworzyć Wspólnej Euriazjatyckiej Przestrzeni Gospodarczej to chcą stworzenia europejskiej federacji. Fajnopolska będzie w tym ekonomicznym mocarstwie częścią Mitelleuropy. Junior-partnerem, który jest szczęśliwy, że może pracować dla tak cywilizacyjnie rozwiniętym seniorem. Tak więc takie rzeczy jak własne linie lotnicze, porty czy rafinerie to nie dla Polaczków w tej układance. To właśnie uwiarygodnia swą twarzą towarzyszka D-B.

Czy staję tu jako adwokat PiS-u? Polska PiS-owska miała swoje wady. Przede wszystkim Prezes to taka hybryda Wyszyńskiego, Gomułki i Gierka. Jego alternatywna dla Fajnopolski wersja III RP była więc w którym struktury państwowe, struktury kościelne oraz struktury kościoła katolickiego przenikały się tak, że często nie wiadomo gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. W tej Polsce Rzeczpospolitej Katolicko-narodowe Ludowej nie tylko nie rozliczno na serio takich afer jak Amber-Gold , ale i robiono własne. Mnóstwo kasy marnotrawiano, łatano dziury rąbiąc na potęgę lasy. Mimo wszystko jednak Prezes był za Niepodległością. Nigdy nie pierdział ze strachu przed Rosją. Nie robił resetów ani nie bratał sie z Ławrowem. Nigdy nie mówił kapitał nie ma narodowości ani polskość to nienormalność. Miał też inne podejście do prowincji niż fajnopolskie niech młodzi wyjadą na Zachód, albo do Większych Ośrodków a do swoich Rumpuńczy i Psich Wólek niech przyjeżdżają jak do skansenu. Potem starzy wymrą, wygasi się i niech lasem zarośnie Polska B. Dlatego też towarzyszko D-B wolę jego PRKL niż twoją Fajnopolskę.

Lewica czyli kto?

Szerzej patrząc zastanawiam się nad tym jaka jest ta polska lewica. Jako, że jestem robotnikiem i większość życia zawodowego spędziłem pracując jako robotnik serce mam zwykle po lewej stronie. W skapywanie bogactwa wierzyłem w czasach, gdy pan JKM był moim idolem, a głównym źródłem dochodu tzw. bezwarunkowy dochód podstawowy. Tylko wtedy nazywało się to studia dzienne w wielkim ośrodku na koszt rodziców i podatnika. Gdy już zaczęło się tzw. prawdziwe życie libertarianizm wyparował z mojej głowy. Tak więc chciałbym, choć socjalistą nie jestem, silnej socjaldemokracji w polskim Sejmie. Zupełnie przy tym naturalne jest dla mnie, że lewica pozostała by lewicą. Tak więc siłą raczej wiodąca spór z biskupami niż się z nimi bratająca. Nie oczekuje też od lewicy bycia raczej prolajf niż proczois, chęci zwalczania marihuanizmu, homoseksualizmu i innych zboczeń. Powinni pozostać sobą tak jak i prawica powinna być prawicowa. Na tym polega ustrój republikański.

Tylko czego lewica w Polsce tak naprawdę chce? Liderami lewicowej konfederacji jest mówiący o ideowości w polityce towarzysz Duńczyk, stary postkomunisty cynik towarzysz Włodek i kombinator towarzysz Gej znad Wisłoka. To się nie spina. Lewica mówi o mieszkaniach dla młodych rodzin, przedszkolach i żłobkach a jednocześnie lewe media tradycyjne i cyfrowe zapładniają śmiercią umysły młodych kobiet? Myślicie tam na lewicy, że ludzie będą łączyć się w pary i płodzić dzieci skoro aborcja to nie jest mniejsze zło w pewnych sytuacjach tylko dobro – wyzwolenie od znienawidzonego płoda? Odwołuje się lewica do swych bojowych tradycji i mówi , że trzeba się zbroić. Jednocześnie zaś znaczna część lewicowego elektoratu jesienią 2021 radośnie jebała Straż Graniczną, Policję i Wojsko Polskie. Czy to się spina w jakąś spójną całość? Nie, na moje proste robotnicze oko nie spina. Lewica Razem to taka Konfederacja a rebours. Groch z kapustą ideowy. Mieszanina głosów rozsądku z pokrzykiwaniem pokemonów. Czasem miewałem złudzenia co do lewicy w Polsce, ale już nie mam. Jako siła polityczna stoi razem z tymi, którzy w 2014 mieli mi do powiedzenia tylko młodzi są teraz mobilni…

P. S.

Żeby był tani gaz to trzeba kogoś wysłać do Moskwy – ale kogo? Dudę przecież nie – Tuska on się z Wołodią dogada

Vox populi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *