Ludzie wolni są braćmi
Jarosław Kaczyński niewątpliwie miał jakiś pomysł na urządzenie Tenkraju. Wydaje się, że kwestia odwrócenia spadającej nieustannie w dół lini pt. urodzenia było jednym z najważniejszych celów swoich rządów. Zmienić to miały różne benefity związane z rodzicielstwem z +500 na czele. Do tego wszystkiego rządy reżymu PiS były czasem prosperity. PKB wzrósł o mniej więcej 1/3, a bezrobocie stało się tylko koszmarnym wspomnieniem z epoki złodzieizacji ustrojowej. Gospodarka udźwigła szalony okres stanu lockdownowego, napływ milionów uchodźców z Ukrainy oraz inflację. Wydawać się mogło, nadeszły czasy stabilizacji ekonomicznej. Naczelnik nakazał przy tym pozwalniać młodych (18-26 lat) z szeregu finansowych danin na rzecz państwa. Kalkulacje wodza PiS-u były proste – młodzi będą mieć pracę i pieniądze to nie będą uciekać za granicę (jeśli już to na krótko) tylko tu na świętej polskiej ziemi łączyć w heteronormatywne pary, spółkować i młodziutkie Polki będą rodzić masę małych Polek i Polaków.
Epoka Rakakungi
Taki był plan. W praktyce w ostatnim roku rządów Naczelnika urodziło się w naszej Ojczyźnie 272 000 dzieci. Dla porównania w 2015, gdy obalono pierwszy reżym Tuska było to ponad 370 000. W roku katastrofy smoleńskiej 418 000. Zaś w 1995, gdy bieda i bezrobocie w Polsce były powszechne, mieliśmy prawie 575 000 nowych obywateli. Niemal dwa razy więcej niż w zeszłym roku. Plan Kaczyńskiego nie wypalił bo nie mógł. To plan skrojony na przełom XX i XXI wieku czyli na czas w którym zatrzymał się umysł pana Prezesa. Teraz mamy zaś początek lat 20-tych i to inny czas. Jedni uczeni mówią o płynnej postnowoczesności inni o społeczeństwie hiperindywidualizmu. Ja to nazywam epoką Rakakungi. Takie słowo sobie wymyśliłem by oddać brzydotę czasów przesytu i odwrócenia pojęć. Pozostaje zadać sławne pytanie что делать?
Robota z młodymi
Jedną sprawą jest praca z młodzieżą. Ludzi nazywanych Pokoleniem Z (od zjebos albo zaorać) nazywa się też pokoleniem snowflowersów. To z angielskiego. Oznacza w wolnym tłumaczeniu- pokolenie płaczliwych pizdeuszy, egostów, histerycznych i roszczeniowych pizdolin oraz pozostałych płci. Mi osobiście wydaje się taka generalizacja grubym zafałszowaniem rzeczywistości. Znam ludzi z tego pokolenia osobiście. Dziewczyny i chłopaków. Z różnych krajów – Polski, Ukrainy, Wielkiej Brytanii. Uczyłem ich w szkole. Pracuje z nimi w fabryce. Pracowałem w różnych innych zakładach, firmach i instytucjach. Znam i takich, którzy bronią swojej Ojczyzny z automatem w ręku. Nie są bandą degeneratów. Tylko trzeba z nimi pracować. Prowadzić robotę polityczno-wychowawczą. Redukować wpływy postnowoczesnego nihilizmu, które w naszym kraju mają twarz towarzyszki Lempart i pana Brauna.
Dzieci jednej Rzeczpospolitej
Nie obędzie się już jednak bez obywatelskiej asymilacji mas obcoplemiennych. Migrantów z Ukrainy, Białorusi, Kaukazu, Afryki, Azji Środkowej i Południowej. Potrzebujemy Afropolaków. O skórze koloru kawy z mlekiem, hebanu czy bakłażana, ale o sercach polskich. Takich, których nie obraża słowo Murzyn. Naszych Murzynów, których synowie będą nosić takie imiona jak Zdzisław, Zbigniew, Zawisza, Wojciech, Bartosz, Stanisław czy Janusz. Pamiętajmy, że nasz hymn to Mazurek Dąbrowskiego, a hasło na sztandarach Legionów wyszyste brzmiało: Ludzie wolni są braćmi.
P. S.
Dziś Dzień Partyzanta. Tak nazywam to święto – trochę szerzej o nim rano na chutornik_dzialfoto.
P. S.
Kołodziejczak oczywiście nie jest ministrem tylko vice. Popełniłem błąd w ostatnim felietonie dokonując jego awansu. Nie wiem czy to pan minister Czesiu jest tak bezbarwny czy to raczej mały, ale aktywny trybun z Agrounii sprawia wrażenie jakby był ministrem 🙂
