O Nadczłowieku


Ciekawi Was co rozumiem przez nadczłowieczeństwo o którym pisałem niedawno? Najprościej wyjaśniać takie terminy na przykładach. Przykład bowiem znaczy więcej niż miliony słów.

Społecznik

Ksiądz Jan Kaczkowski był znanym działaczem społecznym. Sam słabego zdrowa, ale silny duchem zajął się działalnością na bardzo trudnym polu opieki nad ludźmi umierającymi. Charyzmatyczny, ale nie szukający poklasku. Autentycznie wierzący w Jezusa jako Zbawiciela. Szanowany przez wierzących i nie wierzących, lubiany, podziwiany nie popadł w pychę. Wiedział bowiem, że rozbuchana pewność siebie to marność. Marności zaś mędrzec się wystrzega.

Gdy jego samego dotknęła śmiertelna choroba zachował spokój ducha do samego końca. Mężnie znosił cierpienia i strach przed Kostuchą. Zmarł w wieku 39 lat. Lub też narodził się dla Nieba.

Sportowiec

W 2018 roku pracowałem w Wielkiej poniekąd  Brytanii z chłopakiem o imieniu Matt. Studiował fizykę, grał w rugby, był narciarzem freerajdowym   i trenował rzut dyskiem. Na wakacjach dorabiał jako tenter. Nazywaliśmy go Conan bo wyglądał jak wojownik z Cymerii. To od niego dowiedziałem się, że Andrzej Bargiel zdobył K2 i zjechał do bazy z samego wierzchołka. Matt uważał ten wyczyn za największe osiągnięcie ski- alpinizmu.  Sposób w jaki mnie poinformował brzmiał jak gratulacje dla Polski. Wieczorem uczciliśmy wyczyn polskiej ekspedycji butelką polskiej wódki.

Bargiel chłopak z wielodzietnej góralskiej rodziny z Beskidu Wyspowego jest  prawdziwym mistrzem himalaizmu i narciarstwa wysokogórskiego. Zdobył i zjechał na nartach z sześciu ośmiotysięczników. W tym wszystkich położonych w Karakorum. Pobił rekord Urubki w wbieganiu na kaukaski Elbrus oraz rekord szybkości w zdobywania szczytów Śnieżnej Pantery, a to jest czterech  siedmiotysięczników dawnego ZSRR. Zjechał też na nartach jednym z najdzikszych żlebów masywu Mont Blanc. Po za tym wszystkim jest ratownikiem TOPR, a od niedawna mężem ładnej dziewczyny.

Bargiel robi wielkie rzeczy, unika wielkich narodowych elspedycji i ma górskiego farta. Jego kariera przypomina karierę Kurtyki. Z tą jednak różnicą, że Wojteck uważa się za filozofa i artystę a góral z Beskidów za po prostu sportowca. Kurtyka to kabotyn lubiący się popisywać swoją skromnością. Bargiel jak coś niezwykłego osiągnie cieszy się jak 13-latek który wdrapał się na Mogielnicę w styczniu by zjechać z niej na drewnianych nartach. Mi się takie sportowe podejście bardzo podoba. Himalaista z Łętowni jest kolejnym wzorem do naśladowania. W sporcie i w życiu.

Wojownik

Aleksander Mikołajowicz Szapował, znany też jako Szapik, był baletmistrzem  cenionym w swoim kraju i poza nim. Tańczył i uczył tańca młodych. Gdy jednak na stolicę jego kraju, a zarazem rodzinne miasto spadły bomby wstąpił w szeregi ukraińskiego WOT-u. Konkretnie został żołnierzem 112 Kijowskiej Brygady. Nie został zmobilizowany, sam się zmobilizował. Mógł oczywiście stwierdzić, że ma żonę, dwójkę dzieci. Mógł powiedzieć, że będzie walczył na froncie kultury. Zapewne oficerowie z komendy uzupełnień do dziś nie wysłaliby mu wezwania. Pozostał by w Kijowie i robił to w czym był bardzo dobry. Tańczył, uczył, tworzył kulturę. Może wyjeżdżałby na front z występami dla żołnierzy. Tak aby ofiarować  im trochę kultury oraz żeby mogli popatrzeć na gibkie i młode tancerki. Nikt nie miałby do niego pretensji.

Wybrał jednak drogę wojownika. Najpierw bronił swego miasta, później wyruszył do okopów Donbasu. 12 września pierwszego roku pełnoskalowej inwazji Chanatu Moskiewskiego na Ukrainę poległ na Polu Chwały pod Majorskiem. Po drugiej stronie rzeki, w cieniu drzew czekali na niego książę Hektor i hrabia Roland. Czy było to owe osławione strzelanie do wroga diamentami? Być może, ale czy można było człowiekowi i tak już dużego formatu zostać gigantem?

Oto i przykłady

Przykłady idealne i prawdziwe zarazem. Ideałami nie jesteśmy, ale czy nie warto się do nich zbliżać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *