Déjà vu czyli wojna koreańska
Znacie jakieś filmy o wojnie koreańskiej? Ja poza serialem M. A. S. H. i Gran Torino (który opowiada o przygodach starego weterana) nie widziałem żadnego. Wiem, że ostatnio zarówno Amerykanie jak i Chińczycy nakręcili wielkie epopeje na ten temat (https://chutornik.pl/2022/12/bebny-wojny/ ), parę innych powstało w Korei Południowej (zapewne i w Północnej 🙂 ). O Korei Północnej powstało szereg dokumentów z genialną Defiladą na czele. Generalnie jednak w popkulturze niemal nie istnieje. Jednak, jeśli ciekawi was historia i teraźniejszość to warto się mu przyjrzeć.
Wielka, zapomniana wojna
Ten konflikt był ograniczoną wojną światową. To w górach Korei jedyny raz starły się bezpośrednio duże siły obu zimnowojennych obozów. Było to prawdziwie bartosiakowa konfrontacja Sił Euroazji z Ludźmi Morza. Pierwszy raz na taką skalę użyto bojowo śmigłowców oraz myśliwców odrzutowych. Jednocześnie ważnym celem dla śmigłowych szturmowców wojsk ONZ ( ONZ-u sic!) były wozy zaprzężone w woły wiozące zaopatrzenie dla Chińskich Ochotników Ludowych i armii Kim Ir Sena.
Nauka o pysze i przeznaczeniu
Na przykładzie Korei można pokazać co oznacza przeszacowanie swoich sił. Najpierw reżim komunistyczny umyślił sobie blitzkrieg , który miał zjednoczyć naród koreański. Prawie mu się to udało. Potem z kolei podstarzały Bóg Wojny był pewien, że oczyści z bolszewizmu cały Półwysep. Wtedy gdy prawie się to udało, jakby znikąd, spadły na armie imperialistów hordy bitnych wojowników pod wodzą towarzysza marszałka Penga. Odwrót wojsk alianckich przez ośnieżone góry był pełen strasznych scen. Przypominał wycofywanie się sił Osi przez lodowate stepy nad Donem zimą 1942/43. To była szokująca klęska Kolektywnego Zachodu. Od nagłych sukcesów przewodniczącego Mao ogarnęła niezmierna pycha. Sądził, że jego półpartyzancka armia będzie zdolna gonić imperialistów i ich marionetki , aż utopi ich w morzu. Gdy jednak efekt zaskoczenia minął siła ognia amerykańskiej artylerii i lotnictwa była tak duża, że dalsza ofensywa była niemożliwą. Wojna utknęła w okopach. Od lata 1951 do lata 1953 trwały żmudne pozycyjne utarczki (czasem bardzo krwawe) , których celem dla obu stron było głównie wyjście z twarzą.
Wojna qasi-domowa
Jednocześnie wojna ta miała, w pewnym sensie, cechy wojny domowej. Jedni Koreańczycy zabijali drugich w imię Wolnej Korei. Zabijali podczas walki, ale i dokonując masakr. Przy czym obie strony dokonywały ich z zamiłowaniem godnym lepszej sprawy. Nigdy nie zawarto traktatu pokojowego. Przez całe dekady reżim północnokoreański prowokował zbrojne incydenty i wysyłał na południe dywersantów. Rząd w Seulu z kolei skierował do Wietnamu Południowego silny kontyngent na pomoc Amerykanom. Cień koszmaru z lat 1950-53 wisi nad Koreą Południową do dziś. Każdy Koreańczyk z południa musi odsłużyć dwa lata w wojsku. Niezależnie czy jest prostym robotnikiem czy gwiazdą K-popu. Być może kiedyś dojdzie do zjednoczenia, lecz raczej nieprędko.
Popioły
Była to też konfrontacja niezwykle krwawa. Nikt dokładnie nie policzył wszystkich ofiar, ale liczba ta wynosi kilka milionów. Samych poległych żołnierzy Armii Republiki Korei było 415 tysięcy. Półwysep został zniszczony przez przewalający się od krańca do krańca front. Pod koniec konfliktu amerykańscy piloci zaczynali mieć problem z wyszukiwaniem celów. Po prostu zbombardowali na północy niemal wszystko co było do zbombardowania. Miasta, fabryki, mosty, elektrownie na końcu tamy. Gdyby jednak ta wojna potrwała 3 miesiące, jak z początku zdawało się Kim Ir Senowi to dzisiaj cała Korea była by we władaniu jego paranoicznej i tyrańskiej dynastii.
Od deski do deski
Moje zainteresowanie konfliktem koreańskim wzrosło po 24 lutego 2022 roku. Liczne analogie z wojną na Ukrainie były oczywiste. Niedawno dokonałem zakupu monografii autorstwa Maxa Hastingsa. Od lat nie przeczytałem tak grubej książki od deski do deski. Hastings pisze o historii po anglosasku. Ciekawie, reporterski, ale solidnie. Dodatkowym atutem jest to, że powstała przed czasami politycznej poprawności. Sam Hastings to nie tylko historyk, ale i były korespondent wojenny BBC. Wysyłał swoje reportaże m. in z ogarniętego wojną Wietnamu. Zna więc wojnę i Azję z osobistego doświadczenia. Ciekawym aspektem było opisanie udziału wojsk brytyjskich w tym konflikcie. Często zapomina się , że walczono tam z komunizmem w ramach szerokiej koalicji podobnej do tej NATOwskiej starającej się rozbić talibów w Afganistanie. Poddani Jerzego VI i jego córki Elżbiety II wystawili dywizję.
Jeśli miałbym znaleźć jakąś wadę to jest nią brak map. Szkoda też, że autor nie opisał szerzej udziału sowieckich pilotów w bojach powietrznych. Być może wynikało to z braku dostępu do dokumentów. Książka powstała bowiem jeszcze za czasów istnienia ZSRR. Po za tym innych wad nie widzę. Lekturę polecam wszystkim zainteresowanym obszarem Azji Wschodniej, czasami zimnej wojny oraz tym, którzy jeszcze pamiętają , że na Ukrainie toczy się wojna. Mogę pożyczyć tylko trzeba oddać 😉
P. S.
Rzekłbym sabace sabacza smer’t , ale nielegałowie budzą we mnie pewien respekt. Tak więc myślę, iż Polskie państwo powinno wysłać do Mińska jakichś specjalistów by oddać honor sędziemu Sz. na sposób w jaki oddają go zwykle sprawne służby wywiadowcze.
