Lustereczko powiedz przecie…
Na zdjęciu widzimy boczną ulicę w Nowojaworowsku. Ulic w tym miasteczku – blokowisku jest niewiele. Trzy główne to Bandery, Szuchewycza i „50-lecia UPA”. Jako ,że to miasteczko przypoligonowe zapewne kiedyś te ulice miały nazwy Watutina, Suworowa i Zwycięstwa lub coś w tym stylu. Dziś są zukrianizowane, lub może bardziej zbanderyzowane boć przecież halicko-rusiński szowinizm nie jest tożsamy z ukraińskością. W miasteczku są też pomniki. Ogromy wieszcza Szewczenki i mniejszy hetmana Mazepy. Jest też pomnik lub instytucja imienia… Jana Pawła II. Ot zachodnio-ukraińska tożsamość w pigułce.
Żołnierz na zdjęciu to J. Jakiej jest narodowości? Daleko mu do „czystej krwi Ukraińca”. Raczej rzecz można, iż jest narodowości odeskiej. Nie chodzi w wyszywankach, nie ma rodziny w Kanadzie, ani dziadka, który służył w SS Galizien czy Strzelcach Siczowych. Nie pchał się do wojska lecz został zmobilizowany. Nie uciekł. Choć mógł. Nie jest też młody, raczej wiek średni. Grawitujący ku średnio-starszemu. Ta wojna jest, jak mówią złośliwi, pierwszą w historii, gdy mężczyźni o włosach siwych i twarzach pooranych zmarszczkami bronią mężczyzn młodych i silnych. Czy J. jest bohaterem? Jak dla mnie tak. Nie uciekł, stawił się i przygotowuje się do wyjazdu „Tam”. „Tam” , albo „Wschód” to synonim „Strefy Działań Bojowych”. Historia J. to „ukraińskie dziś” w pigułce.
Patrzymy na tą Ukrainę z mieszaniną przerażenia, poczucia wyższości (dobrotliwego lub zimno-złośliwego) czasem, choć coraz rzadziej i podziwu. Nie patrzymy na nią jednak tak jak powinniśmy dla naszego własnego polskiego dobra. Jak w lustro. III Rzeczpospolita ma już skończone 34 lata. Co nam się udało przez te 34 lata? Zbudowaliśmy wiele, naprawdę wiele, pięknych domków na przedmieściach. Ładne domki, ładne samochody i ogrody, ładne dzieci i pieski , a wszystko otoczone obronnymi murami kolczastych krzewów tui. Nie zbudowaliśmy jednak ani jednej elektrowni atomowej. Zapytajmy samych siebie – czemu? Zadajmy sobie pytanie ile wytrzymalibyśmy alarmów, przerw w dostawach prądu, poboru wojennego? Jak długo systematyczne ostrzały i bombardowania wytrzymałby nasz system energetyczny? Ilu naszych mężczyzn mając otwartą granicę uciekłoby z Tenkraju, a ilu zostałoby w Ojczyźnie? Ile kobiet wróciłoby po wojnie by odbudowywać kraj i rodzić dzieci? Czy naprawdę pasuje nam status państwa-klienta USA i państwa-podwykonawcy RFN? Popatrzmy w to ukraińskie lustro i zobaczmy siebie samych w ten czas kiedy amerykańskie „legiony” odejdą do Azji Wschodniej i Pacyfik na wojnę z Chińskim Smokiem. Na czas kiedy My staniemy oko w oko z Chanatem Moskiewskim. Moskwą, którą już jawnie i masowo będzie zaopatrywać chiński przemysł. „To niemożliwe”? W ostatnich latach zdarzyło się już tyle „niemożliwych”… Wszystko jest możliwe. Niestety.
P.S.
Zima przyszła…

