Praca w grupach
Od września nie jestem już robotnikiem w fabryce regałów blaszanych. Wróciłem do zawodu nauczycielskiego. W tej samej szkole co zwykle i ucząc tych samych przedmiotów co zawsze. Jako, że półrocze jesienno-zimowe w szkole jest krótkie, w celu „nadgonienia ocen w dzienniku” zleciłem w paru klasach „pracę w grupach”. Klasy techniczne i licealne, z przewagą płci ładniejszej i takie w którym większość to przedstawiciele płci silniejszej. Tematy zadawałem różne: „Polska naszych marzeń”, „Powstanie styczniowe – historia alternatywna”, „Trump prezydentem do dobrze czy źle?”, „Transformacja w Polsce – czy można było pójść inną drogą?”.
Jak poszło? Wcale nie tak źle. Młodzież polska, a przynajmniej ta tu u stóp Karpat mieszkająca, ani nie jest tak głupia ani zdegenerowana jak o niej piszą na Internetach i mówią „dorośli” w czasie rutynowych narzekań na wszystko. Prawda – większość mało czyta. Lecz i stari od nich mało czytają. Tudzież delektują się lekturą dzieł typu „Marcello di Orgasmo – sycylijski mafioso , którego pokochałam”. Oczywiście, że często ich spojrzenie jest nieco naiwne. Czasem bardzo. Na to jednak są nastolatkami by mieć czas na złudzenia. 30, 40 latkowie nie powinni ich mieć, a mają. Zaprawdę powiadam Wam – nie jest tak źle z młodymi.
Patrząc na nich przypominam sobie Polskę mojej młodości. Tym łatwiej mi to przychodzi, gdyż kończyłem dokładnie tą samą szkołę w której uczę. To był inny Kraj. Dużo łatwiej było zostać pobitym i okradzionym przez rówieśników ubranych w dresy. Tudzież wtrąconym do rzeki przez chłopaków z wrogiej wioski. Szkolny parking pełen należących do uczniów aut? Takie rzeczy to w amerykańśkcih serialach były… Korupcja prymitywna, taka znana z krajów postkolonialnych panoszyła się wszędzie. Koperty z banknotami w przychodniach, stówki w dowodzie rejestracyjny, przekupywanie kanarów w komunikacji miejskiej banknotem z wizerunkiem Bolesława Chrobrego, no po prostu jak w jakimś Bombawe. Wyjazdy do pracy „na Zachód”? Żadna przygoda, konieczność często tragiczna. Z drugiej strony… Myśmy naprawdę wierzyli , że politycy tacy jak „Premier z Krakowa” czy „Prezydent co skończył Oxford i walczył z Sowietami w Afganistanie” wprowadzą nas w XXI wiek. Myśmy naprawdę wierzyli w „Europę” i w wieczną, niezwyciężoną potęgę Ameryki. Wojna była dla Nas abstraktem. Oni zaś żyją w Kraju , który znaczą długie cienia dwóch starszych panów. Starego arcycynika Tuska i Prezesa Kaczyńskiego, który już dawno przypomina hybrydę starego de Gauelle, starego Gomułki i Salazara (Salazar nigdy nie był młody). Żyją w szalonych czasach, w cieniu chaosu i wojny, a być może Apokalipsy. Nie jest im wcale łatwiej…
P. S.
Byłem wczoraj na Ukrainie. Sporo wiedziałem, niemało się dowiedziałem. O tym wszystkim – w grudniu.
