Trzech facetów, trzy historie


Czyli niedługa opowieść o wojnie

 Czasem przeglądam „ukr-polit instagrama”. Na jednym z tego typu  kont przeczytałem niedawno  ciekawą historię. Pod koniec jesieni jeden z tzw. uchylantów uciekających przez zieloną granicę przed poborem zgubił się w górach.  Tam już była  zima.  Karpaty na pograniczu ukraińsko-rumuńskim  sięgają  bowiem dwóch metrów ponad morzem.  Lasy są dzikie, pełno tam  urwisk, jarów i paryj. Chłopak  zdołał przekroczyć kordon, ale zmyliwszy drogę  zaczął umierać z zimna. Pewnie by i sczezł, gdyby nie mały rudy kotek , który doprowadził go do góralskiej wioski. Tu należy się zastanowić nad tym zdarzeniem. Losem pojedynczego, dwudziestoparolatka.  Życie narodów i państw składa się bowiem nie tylko z Wielkich Idei , hut stali, sieci neuronowych, stosów atomowych, banków i parlamentów.  To też  miliony indywidualnych bytów. Czy ww. był dezerterem, który  zdradził swoją ojczyznę w potrzebie?  Czy  gdyby zamarzł, gdyby zjedli go wilcy, albo spadł w przepaść, to właściwie byłaby to „słuszna kara od Losu”? Czy raczej jego Ojczyzna jest już tonącym okrętem i on był tym, który odważył się wyskoczyć w wzburzone morze zamiast iść na dno? Czyż nie był odważniejszy od tych co żyją w jakby przedłużonym lock downie? Tych co  ze strachu przed „powistką” (wezwanie na komisje wojskową)  wychodzą z domów  tylko po zmroku? Tych co chętnie by uciekli , ale nie mają odwagi przepłynąć Cisy, przejść góry, a na łapówki nie mają pieniędzy? Może chłopak chce po prostu żyć? Może ma , gdzieś w Europie dziewczynę, której chce się oświadczyć? Wojna to nie tylko drony, rakiety, pancerze czołgów, dzidy laserowe, ołowiane żołnierzyki przesuwane po wielkiej mapie. Wojna to miliony takich historii. Kto tego nie rozumie ten nic z tego zjawiska nie rozumie. Jest tylko dużym chłopcem, który chce się w wojnę bawić.

 Na jednym  portali  czytam o tym co się teraz dzieje w  Iziumiu. Tym samym  Iziumiu  zdobytym przez wojska Chanatu Moskiewskiego szturmem wiosną 2022 i wyzwolonym  jesienią tego samego roku. Zrujnowane i wyludnione już znacznie miasto przygotowuje się do „obrony okrężnej”. Czyli kolejnego oblężenia. Rosjanie i ich alianci  prą do przodu bo Ukraińcy mają za mało ludzi. Ciągle za mało, za starzy, zbyt mało zmotywowani. Różnie z tą motywacją bywa. We wrześniu pierwszego roku „Pełnoskalowej” spotkałem znajomego pochodzącego  z południa Ukrainy. W Polsce.  Był zdemobilizowany z powodu ciężkich obrażeń.  Poszedł się bić od razu , gdy wybuchła wojna. Jako „dobro wolec” a służył w jednostkach specjalnego przeznaczenia.  Komandosi! Każdy mały i duży chłopiec fantazjuje czasem o takich przygodach.  Nocne skoki ze spadochronem! Walki na noże! Super gadżety! „Działa Nawarrony” i „Rambo”!  S. nie był jednak zbyt gadatliwy. Nie poznałem szczegółów jego służby.  Raz służył w końcu w jednostkach dość nietypowych. Dwa… prawdziwa wojna, nie ta z filmów akcji sprawia , że wielu których ją widzieli, dotknęli nie chce opowiadać. O obciętych głowach, wszach, rozerwanych i spopielonych ciałach, szczurach bywa , że człowiek nie chce opowiadać, wolałby tych wspomnień nie mieć. Im dłużej wojna trwa tym mniej bojowej chłopięcej energii, a więcej grozy, kalek na ulicach  i szybkiego starzenia.  Tym mniej ochotników, motywacji, wiary w zwycięstwo. Nikt wysportowany i piękny z wojny nie wraca. Warto o tym pamiętać.

Wojna rani na tysiąc sposobów. Znajoma opowiadała historię  swojej koleżanki. Zaraz po „pomarańczowej rewolucji”  wyemigrowała z mężem do jednego z krajów skandynawskich. Tam urodziła się czwórka ich dzieci, tam jej mąż znalazł pracę w porcie. Zasymilowali się choć zachowali tradycje kraju z którego wyjechali. Gdy przyszło przedwiośnie 2022 roku mąż chciał koniecznie wrócić i wstąpić do wojska. Hucuł, czerwony pas za pasem ciupaga, gorąca krew. Nie mógł zareagować inaczej.  Ubłagała go by ze względu na nią i dzieci został. Wytłumaczyła, że jest wielu singli, kawalerów i innych rozwodników bezdzietnych. Niech oni pójdą pierwsi. Perswadowała – „przecież można wspierać na sto inne sposobów, wpłacać datki”. Został, popadł  jednak w rozpacz. Za rozpaczą przyszedł alkohol. W Skandynawii nie jest prosto zostać alkoholikiem, ale istnieje tam coś takiego jak „lewa, ale smaczna wódeczka”. Wojna pożera go choć przecież nie siedzi w okopach. Wojna to nie jest film akcji tylko Smok przez duże S. Warto o tym wiedzieć.

Ukraina jest  Austro-Węgry za czasów gdy cesarzem i królem był Karol Habsburg. Jeszcze się trzyma, ale trzymać może się przestać.  Jest jak Księstwo Warszawskie po wyprawie Napoleona na Moskwę – wykrwawiona. Jakkolwiek mam całą listę krytycznych a nawet złośliwych uwag ws. tego narodu i tego państwa w najlepszym interesie Polski i Polaków jest to by przetrwała. Myśmy już o tej wojnie zapomnieli, ale sytuacja jest nie mniej groźna niż w lutym i marcu sprzed prawie trzech lat.

P.S.

Z całego rządu Tuska, najbardziej pozytywną postacią wydaje mi się Władysław Kosiniak-Kamysz. Zwany też „Tygryskiem” i (przez szyderców) „Ukrytą Opcją Alawicką”. Czemu? Zdaje się, że jednak stara się o to nasze wojsko zadbać i autentycznie Polskę lubi. Czego nie można powiedzieć o jego zwierzchniku  Herr  Donku „Danzingerze” Tusku.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *