Podkarpacie-Dniepr-Azov
Czy byłem kiedyś we Lwowie? Tak wiele razy, że nawet trudno mi zliczyć. Dla porównania nigdy nie byłem w Szczecinie czy Kołobrzegu choć chętnie bym się tam wybrał. Lwów… bliźniak Krakowa, stolica Galicji i województwa ruskiego, Semper Fidelis… Oczywiście, że wolałbym, żeby dalej było, etnicznie i administracyjnie, polskim miastem. W alternatywnej rzeczywistości widzę granicę między województwem lwowskim a Halicko-Wołynskim Terytorium Autonomicznym na wschód od Lwowa. Dalej, aż za Kamieńcem Podolskim wytyczone byłyby kordony z niepodległym Hetmanatem graniczącym na wschodzie z Gruzją, Konfederacją Kazakii i Konfederacją Górskich Narodów Kaukazu. W tej alternatywnej rzeczywistości nie było też KL Auschwitz, zagłady Warszawy, zbiorowych mordów w Lesie Warzyckim, ani rzezi na Wołyniu. Były za to wielkie zwycięstwa naszego oręża pod Charkowem i Smoleńskiem.
Miasto Lwów
To sny, igraszki umysłu, zabawy intelektualne. Realnie zawsze bawi mnie rozmowa z „odzyskiwaczami Kresów”. Zapytaj takiego kim byli Szczepicio i Tońcio, zapytaj o Wysoki Zamek, o Cerkiew Wołoską i o to czemu, jak mówi legenda Chmielnicki i Tuhaj-bej odstąpił od oblężenia Miasta – odpowie ci milczenie. Spróbuj dowiedzieć się od takiego „mocarstwowca-husarza” jaki to przemysł jest w Mieście Lwa, albo jakie minerały kryje ziemia w okolicy – nie odpowie bo też i nie wie. Zanuć mu „ (…) żywi walczyli do rana / do blasku złotych zórz/ale bez Jurka Bitschana/bo Jurek poległ już (…)” – pomyśli „a kim kurwa był ten Jurek Bitschan?” XD Nie, nie chce wyrywać „Szoszonom” Lwowa, ale też nie uważam , że Polski tam już całkiem nie ma. Skoroby jej nie było to i nie ma całej historii miasta od wieku XIV do XX wieku. Uważam , że generał Szuchewycz to bohater z tej samej kategorii co generał Mladić. Myślicie, że gdzieś w Serbii jest oficjalne muzeum Mladicia? Nie ma, tak samo jak nie ma pomnika Codreanu ani w Jassach, ani w Kiszyniowie, ani w Klużu a we Lwowie pomnik Bandery (zresztą zaprojektowany przez etatowego twórcę pomników Lenina J ) jest. Czy to zmienia coś w tym, że świeże kwatery wojskowe na lwowskich cmentarzach są miejscami spoczynku bohaterów? Nie. Czy zmienia to coś w tym, że gdy spadają na miasto „szahedy” i „balystyki” i „kryłate rakety” to sieją pożogę, śmierć i zniszczenie w Mieście Lwów? Też nie. Jesteś zwolennikiem Gszegosza „Griszy” Brauna? Przyklaskujesz tłitom i wpisom Leszka Millera (który pozuje ostatnio na Mietka Moczara ery cyfrowej) ? To jesteś za tym, żeby bombardowano nasz Lwów dziś a jutro Wilno, Kraków i Warszawę. To jest binarne jak ilość płci u człowieka. Zero i jeden. Możesz nie przepadać za Berlinem, Brukselą jak i za Waszyngtonem. Możesz nie lubić Ukrów. Możesz nawet lubić twórczość (ja lubię na przykład) Puszkina. Lecz sympatyzować z Rosją nie możesz bo to wróg bezdyskusyjny i bezkompromisowy. Wróg, który na ten moment historyczny nie chce nas zdominować, eksploatować, uczynić „młodszym bratem” tylko zniszczyć.
Matka Grodów Ruskich
Kijów ostatni raz widziałem na przedwiośniu 2022 roku. Ostatnio nachodzi mnie nostalgia i za miastem i za tymi tonącymi w słońcu dniami. Kanugard – Matka Grodów Ruskich! Ostatni raz widziałem go w blasku zachodzącego słońca, w blasku chwały ludzi, którzy czuwali na wieżyczkach czołgów, blok-postach i barykadach. Jednych poubierani w regularne mundury wojska, policji i gwardii inni przypominający opłczeńców Dudajewa. To byli ludzie, którzy z pomocą Matki Boskiej Sofijskiej i Archanioła Michała dokonali Cudu nad Dnieprem. Niektórzy z nich mieli wtedy mniej lat niż uczniowie, których teraz uczę w technikum. Statystycznie siedmiu na dziesięciu z nich dziś przebywa w Walhalli, jest na zsyłce na Sybirze, albo ma coś urwane. Amputowaną rękę, nogę, utraconą zdolność widzenia słoncznej wiosny czy słyszenia śpiewu ptaków, płuca wyżarte dymem z białego fosforu, wózki inwalidzkie ozdobione orderami bojowymi.
Teraz sobie wyobraźcie co by się stało, gdyby Kijów wtedy padł? Gdyby Prezydent-Komik ewakuował się , aż na Zakarpacie, albo zginął? Gdyby nastąpił „kaskadowy upadek morale” Sił Obrony Ukrainy? Gdyby nasz wschodni sąsiad, kraj niewątpliwie biedny, źle zorganizowany, toczony korupcją na gigantyczną skalę rozpadł się na Noworosję, Małorosję i Banderland? Świat byłby zupełnie inny, a w Polsce mielibyśmy na głowie nieco większe problemy niż konflikty o stosunek do Jurka Owsiaka i spowolnienie gospodarcze. Doskonale rozumiem, że „nieuśmiechniętą Polskę” a nawet cześć tej „uśmiechniętej” ogarnęło rozgoryczenie co do Ukrainy i jej prezydenta. Część Ukraińców na czele z Hetmanem z Krzywego Rogu ciężko sobie na to pracowało. Nie mniej jednak warto pamiętać, że za sto lat będzie się pamiętać najbardziej te barykady i te sławne słowa „nie potrzebuję taksówki, potrzebuję amunicji”. Tak jak dziś, sto dwadzieścia lat po wyprawie kijowskiej pamięta się najbardziej defiladę wojsk sojuszniczych na Chreszczatyku a nie to co się atamanowi Petlurze nie udało.
Miasto – Bohater
Mariupol. Kiedyś wybierałem się by zwiedzić Azowskie Pomorze. Tak przy okazji planowanej wycieczki na Krym. Później Krym stał się zamknięty więc z planu zostały azowskie plaże i stepy. Dziś wiem, że pewnie nigdy nie zobaczę tych okolic. Mariupol kiedyś kojarzył mi się z wschodnioukraińską egzotyką. Później z lokalną wojną w której kibicowałem Azowcom tak jak wcześniej bojownikom czeczeńskim. Dziś, gdy słyszę imię tego miasta na plan dalszy idą wszystkie moje żale i sarkastyczne uwagi jakie mam do Szoszonów. Dziś ściągam czapkę przed 86 dniami obrony portowego miasta, gdzie każdy dom był fortecą jak kiedyś w Saragossie, Warszawie i Groznym. Chwała Bohaterom. Chwała Miastu, którego fizycznie już nie ma, ale jako Legenda jest nieśmiertelne.
Na foto – wystawa zdobytej na „separach” broni i sprzętu. Kijów luty 2017 rok.