Szanowny Kolego!


Miałem jechać w Góry Czerchowskie, później w busz na Jaworniku, finalnie wyszedł spacer po lasach i paryjach Królewskiej. Wśród buków przemyślałem odpowiedź na dług i ciekawy komentarz do mojej pasty politycznej jaką umieściłem na socjalmediach (poniżej ona).

Wydaje się, iż zrozumiałem na czym polega dzisiejsza Ameryka. Przypomina rodziną firmę Betonex. Szefem jest Wuj Janusz (Trump). Twardy dziad zahartowany przez Ludowe Wojsko i budowy w Chicagu i Hamburgu. Choleryk z przerośniętym ego. Lepiej go nie wk…. a można manipulować komplementując w odpowiedni sposób. Ulubione powiedzonko „chamów bić, dziewczyny kochać, pinionżki szanować”

Musk to siostrzeniec Sławomir. Marzył o studiowaniu astronomii, ale wyszło budownictwo na polibudzue. Potem pracował na tartaku pod Upssalą na końcu zatrudnił się u wuja. Marzyciel, obserwator gwiazd to i baby leciały – 5 dzieci z trzema. Z żadna nie siedzi. Na ścianie wisi mu w złotej ramce portret pana Janusza Korwin-Mikke. De facto kieruje Betonexem.

Dejdżiwans zaś to brat Sławka Daniel. Za młodu trochę chuliganił, ale się ogarnął na koniec technikum. Skończył prawo i politologię. Działał w duszpasterstwie i Legii Akademickiej. Wziął kościelny z jedną babą i z nią siedzi. Trójka dzieci, cała rodzina co niedzielę w kościele. Kieruje prawnymi sprawami Betonexu. I święci oczami , gdy wujek coś nabroi po wódeczce, albo gdy się wk….wi.

Polska zaś to stary brygadzista Marian. Janusz nas w sumie lubi, Daniel i Sławek chyba też, ale zapiera… trzeba. U Janusza nie ma miejsca na obijanie bo wszak „pinionżki trzeba szanować”.

 

Tu zaś oryginał komentarza napisanego przez R.

 

  1. Jak do tego doszło? Diagnoz według mnie jest kilka i to temat do przegadania przy przysłowiowej wódeczce, bo nawet na piwo to zbyt ciężki temat Ale po krótce, bo FB to kiepskie miejsce na wywody: po pierwsze od 2004 skończyły nam się wszystkie ambicje i cele, które wszystkie kolejne rządy, jakby wejście do NATO i EU było absolutnym maxem na który nas stać jako kraj („kaczka, to max co może z Ciebie być” parafrazując Freda z Chłopaków). Według mnie bardzo ważnym czynnikiem jest też nasza chorobliwa lojalność wobec sojuszników i wręcz patologiczna potrzeba wywiązywania się z zobowiązań i wiara w udzielone gwarancje. A nawet powiem więcej: my jako naród sami sobie te gwarancje rozszerzamy w naszej głowie, bo nie chce nam się wierzyć, że nasi przyjaciele nie pójdą na całość w potrzebie, zupełnie ignorując swój interes narodowy, dokładnie tak jak my byśmy zrobili. I to jest grzech całego narodu, a nie jedynie klasy politycznej, która doskonale wyczuwa takie oczekiwanie ze strony społeczeństwa.
  2. Jak to zmienić? Przykro to pisać, ale w mojej ocenie zrealizowaliśmy 85% planu optimum, jaki mogliśmy przez te ostatnie 35 lat. Fakt, że ciągle musimy walczyć o to, żebyśmy mieli prawo zabierać głos, a teraz społeczeństwo obudziło się „na kacu” bo uświadomiło sobie, że ten globalny ład i „koniec czasów” głównie siedział w naszych głowach i sami go sobie zbudowaliśmy. Natomiast nie można nie doceniać tego, co osiągnęliśmy w tym czasie: z niemal najbiedniejszego kraju dawnego bloku wschodniego osiągnęliśmy duży sukces gospodarczy, prześcigając wiele gospodarek rozwiniętych krajów EU, kosztem naszej pozycji politycznej czy wojskowej. Ale nawet, gdybyśmy jakimś cudem mieli taką klasę polityczną, która by to lepiej dźwignęła w polityce międzynarodowej, to i tak będąc najpierw krajem biednym, a obecnie na dorobku, nie mieliśmy szans na dużą autonomię i możliwość realistycznego kształtowania swojego otoczenia i tutaj jeszcze bardzo długo będziemy musieli polegać na dużych państwach i pozostawać w mniej lub bardziej uwłaczających stosunkach wasalnych wobec (oby łaskawego) hegemona. Jedyne co może to zmienić, to budowa własnych zdolności (militarnych, wywiadowczych, gospodarczych), co wreszcie powolutku widzimy od 2022, ale przytaczając inny cytat z filmu: „Amerykanie W nich (Niemców – przypis ode mnie) przez 40 lat pompowali dolary, a w nas ruskie Marksa i Lenina” – tutaj mamy zapóźnienia dekad i nie odbudujemy tego w dekadę ani trzy, nawet jeżeli bardzo chcemy.

Sorry za długi wywód, ale sam sprowokowałeś ale próbowałem się streszczać

 

Szanowny Kolego!

 

Zgadzam się, że „gwarancje rozszerzamy sobie w głowie” i , że unikamy rozważania najczarniejszych scenariuszy. Jak może się kończyć takie ignorowanie można zobaczyć całkiem niedaleko. W sąsiednim kraju w którym zrealizował się właśnie taki ekstremalnie pesymistyczny scenariusz. Pamiętam jak ponad dekadę temu czytałem w ramach nauki do kolokwium esej o wojnie na wschodzie Ukrainy. Wydawał mi się ciekawy jako political fikszyn, ale równie realistyczny jak kolejna inwazja niemiecka na Polskę. Dziś zupełnie na serio wyobrażam sobie odrodzoną Reichswehrę wbijającą nóż w plecy w momencie, gdy nasze wojsko broniło by szlaków na Warszawę i Trójmiasto.

 

Co do „85% planu” – a czy w ogóle po owym 2004 mieliśmy jakiś plan? J

 

Czy osiągnęliśmy sukces gospodarczy kosztem naszej pozycji politycznej i wojskowej? Ja bym to ujął inaczej. Kosztem naszego narodowego ducha. Zauważ znikły z polskich dróg furmanki kierowane przez podpitego Mietka w uszance, znikły baby w chustce goniące stada krów, ten cały „obciach” i „zacofanie” , którego tak bardzo się wstydziliśmy. Znikły tak jak po 1945 zniknął świat ziemiańskich dworków. Przy okazji nie ma już topienia Marzanny, lania wosku w Andrzejki, oglądania w święta ekranizacji „Trylogii” czy „Krzyżaków”. Młodzież wie kim był Chujodon z Awendżersów a nie wie kim był Maćko z Bogdańca. Wypruliśmy się i z naszego katolicyzmu i z naszej słowiańskości. Jesteśmy europejscy, sterylni, ugrzecznieni i zatomizowani. Mogło być zaś inaczej, rozwój gospodarczy nie musi się kłócić ani z bojowym duchem ani z zachowaniem ciągłości kulturowej.

 

Co do zapóźnień i możliwości odbudowy zdolności. Ja od jakiegoś czasu złośliwie mówię, że PRL to był kraj jak z marzeń polskiego konserwatysty. Kościoły i przedszkola pękały w szwach. Kobiety chodziły w sukienkach otoczone gromadkami dzieci. Ogromna większość mężczyzn przeszłą gruntowne wojskowe przeszkolenie. Ludowe Wojsko wcale nie było armią ani słabą ani źle wyposażoną. Tylko planowany cel jego użycia był koszmarny – samobójczy rajd przez północne Niemcy i Danię. Jak sytuacja wygląda dziś? Z rozbawieniem obserwuję wyobrażenia przeciętnych Polaków o tym „jak powinni zachować się przeciętni Ukraińcy”. Ta wizja polega z gruntu na tym , że wszyscy ukraińscy mężczyźni  w wieku 16-65 lat powinni wstąpić do piechoty. Uzbrojeni w automaty i granaty, używając taktyki „ludzkiej fali” rzucić się na linie rosyjskie. Przełamać je w pełnych furii szturmach z okrzykiem „Za Ojczyznę! Za Prezydenta!” na ustach. Tymczasem wyślij takiemu przeciętnemu Kamilowi z klasy średniej bilet na dwutygodniowe (płatne) przeszkolenie w jednostce. Najpierw będzie pokrzykiwał o „skandalu” i „łamaniu praw obywatelskich” a potem załatwi sobie zaświadczenie o schizofrenii, zaawansowanej cukrzycy i krzywej nodze. Gdyby jutro ten czy inny Sejm przegłosował przywrócenie poboru w formie takiej jak np. w Chorwacji (dwa miesiące) natychmiast wybuchłyby Drugi Strajk Kobiet. Wściekłe polskie mamy solidarnie wymusiłyby natychmiastowe cofnięcie „łamiące prawa obywatelskie i niszczące ich synów przepisy”. Zdolności do budowy czy odbudowy siły militarnej są więc znacząco ograniczone. Samym kupowaniem kolejnych dział, samolotów, dronów, dzid laserowych, robo-psów i pancernych motorówek wyjścia z pozycji uległego klienta USA nie wyjdziemy. Na pomoc zaś Bundeswehry liczyć nie ma co.

 

Na koniec, wracając do „Wujka Janusza”. Agresywne, chamskie, dzikie i nieco chaotyczne zachowania nowej administracji z Waszyngtonu  każą mi myśleć, iż

 

  1. Powariowali
  2. Boją się czegoś bardzo

 

 

Ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna. Tylko czego się boją, bo przecież nie Rosji samej w sobie? No, ale geoolitykiem nie jestem, nawet nie wiem ile lotniskowców mają Amerykanie na Pacyfiku i jakie to rakiety do ich zatapiania mają Chińczycy. Tylko się domyślam. Rozważam najczarniejsze scenariusze po moich własnych doświadczeniach sprzed trzech lat ufam raczej intuicji, instynktowi i pesymizmowi  niż optymistycznemu duchowi „fajności”. Fajnie już było.

 

Pozdrawiam Serdecznie W. T.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *