Na 15-ego
Było to dawno, dawno temu. Ze trzydzieści zim temu. W wakacyjny czas pojechałem PKSem do mojej Chrzestnej. Za Wilcze Wrota. I jak to lato na wsi w tamtych czasach – rytm dyktowały siana i żniwa.
Tamtego dnia wszyscy wstali już o wschodzie słońca , gdyż był to czas zwózki siana z Bucznika. Gdzie jest Bucznik? Za Kamieńcem jest patrząc na Północ po lewej Pasika, po prawej Wierzchgóra. Dalej kanion Jagusztyny łączy się z jarem Lidoszowej. Dalej stronym płajem na Wierzchowinę i na ów Bucznik. Taka połoninka pod Kamfinarką i Jawornikiem.
Przyjechał też do pomocy przy sianokosach wujek Grzesiek. Z daleka, aż zza Rzeszowa. Wujek niedługo wcześniej wrócił z wojska. Niewiele jest ciekawszych spraw dla dziewięciolatka niż opowieści o takich przygodach. Opowiadał więc wujek o ciskaniu granatami, czołganiu, strzelaniu i dźganiu bagnetami. O ćwiczeniach narciarskich w Szamoni, w masywie Mą Blą, wspinaczkach na Kominiarski Wierch, marszach w Bieszczadach l, zapasach i boksie.
Gdy już fury zostały rozpawężone, konie wyprzęgnięte, siano ułożone w stodole nadszedł czas odpoczynku. Ja miałem dość, a wujek zrobił jeszcze 50×2 pompek, umył się, nażelował włosy, wystroił jak elegant.
To i go zapytałem – Wujek a ty idziesz jeszcze na dyskotekę do strażaków na Wolę?
– A idę
– Ale jak będziesz tańczył z miejscowymi dziewczynami to chłopaki mogą chcieć cię zbić…
Wtedy wujo zacisnął jedną dłoń w kułak i krzepko uderzył w drugą dłoń
– A ja jestem Podhalańczyk, ja się Niczego nie boję
I to zdanie zapamiętałem. „Niczego nie boję”
Niech Żyje Wojsko Polskie!